4 maj 2013

Trans sfer niebieskich i innych









"Tym, co wydaje się w sztuce najwznioślejsze (a zarazem najtrudniejsze) to działać tak, jak natura. Te słowa Gustave'a Flaubert, to zarazem motto towarzyszące mi w pracy od trzydziestu lat. Starałam się pracować tak, aby zdobyć umiejętności, aby kształtowana przeze mnie materia stała się z jednej strony posłuszna mojej woli, a z drugiej wolna na tyle, aby dać nieść się intuicji. Istotna jest również świadomość tego, że wartością sztuki oprócz powstałego dzieła, jest cały trud poszukiwania, które uwrażliwia odbiór świata". Ewa Latkowska-Żychska

Krótko, prosto i  bez dorabiania tzw. "przesłania". Więcej. Zamieniając włókno na czerpany papier, Ewa Latkowska-Żychska, wraz z owym przesłaniem wyrzuciła ze swoich "tkanin", niby najbardziej "użytkowych" ze sztuk wizualnych, nawet i te, utylitarne sensy, gratyfikując wyłącznie kontemplatywny charakter organizowanej z nich bazy. Właśnie organizowanej, a nie wymyślanej. Latkowska pozwala swoim, barwnym zawiesinom "warzyć się" JAK CHCĄ, dla siebie rezerwując rolę selekcjonera z nadrzędnym JAK WYJDZIE. Wiele sprowadza się w tym procederze do zaciekłej prolongaty ćwierćstanu, niezdefiniowania, półsnu, zawieszenia, prób po obrzeżach. Od rdzawej PODczerwieni, przez chore NADfiolety, do dna ULTRAmaryny. A potem od rozoranych bruzd, przez gąszcz wegetacji, po miazmaty i mgławice otchłani kosmosu. Wydobyte z palety wanien wilgotnego koloru i rzucone na krzywokąty płaszczyzn pulchne materie schną, matowieją, ale nadal pulsują płową fakturą wyszukanych napięć. Zawsze z motywem, czasem rozpoznawalnym. Czerpane papiery Ewy Latkowskiej, do trzewi organoleptyczne, są zarówno w swej namacalności jak i potencjale odczytu niewyczerpane. Zadrapania, rozdarcia, zgniecenia, gruzły i kożuchy, dukty i zacieki nie informują i nie dekorują. Sugerują. Otwierają przestrzenie skojarzeń, przypomnień, klimatu. Horror vacui in statu nascendi. Zmarszczenie lustra witrażu lub jeziora, flotylla chmurek albo fal, stalaktyt czy gnomon, słońce czy pięć groszy. Już się nie dowiemy.  Zwłaszcza od autorki, wdzięcznej bezdrożom, że błądzi tak trafnie.
Andrzej Biernacki







Ewa Latkowska-Żychska, urodzona w Łodzi. Od 1969 roku studia w Pracowni Tkaniny Unikatowej prof. Janiny Tworek-Pierzgalskiej. Dyplom w Pracowni Dywanu i Gobelinu prof. Antoniego Starczewskiego w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Po 1997 r., po spotkaniu z amerykańską artystką Karen Stahlecker zgłębia technikę ręcznie czerpanego papieru. Jest profesorem w Pracowni Papieru na Wydziale Form Przemysłowych łódzkiej ASP.

"Trans sfer niebieskich" wystawa papierów Ewy Latkowskiej-Żychskiej w Galerii Browarna w Łowiczu. Otwarcie 8 maja o godzinie 16.15 w siedzibie galerii przy ul. Podrzecznej 17. (do 1 czerwca tel. 46 838 56 53; kom. 691 979 262).

Wystawa towarzyszy Międzynarodowemu Triennale Tkaniny w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 282 w dniach 6 maja - 3 listopada 2013. 
      

12 komentarzy:

  1. ładne kobalty i czerwienie... to co lubią misie z NRD... :)
    popieram!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy13:48:00

      Jakie misie z NRD?

      Usuń
  2. a takie coś,że już ich nie ma .. . :)
    -no to niech będzie :piaskowy dziadek ...
    Piaskowy Dziadek (niem. Unser Sandmännchen
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Piaskowy_Dziadek
    und fuck you! ;) (a to taki żart,żeby rozruszać trochę buntowników ;)...)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ogólnie jestem w doskonałym nastroju ,bowiem zainwestowałem ostatnio 5 pln w Arteon i Chagall,,Handlarz bydłem,, mnie rozwalił...
    -niech żyją malarze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy02:02:00

    Fajne prace. Mnie też przypadły do gustu. Ale można mieć do nich pewne „ale”. Mianowicie: „Łatwo jest chlapać jak się nie opisuje, łatwo opisywać jak się nie chlapie.” No i można im zarzucić to samo, co w przypadku Zdunek. Faktura tych obrazów nie jest dziełem spontanicznych poszukiwań. A kolor jest ograniczony do wąskiej - a przez to łatwej i bezpiecznej w użyciu - palety. Tak więc nie ma w tym specjalnej wirtuozerii . Jest natomiast znajomość rzemiosła.

    Zdunek uzyskuje mięsistość obrazu za pomocą swojej „enkaustycznej techniki”. Latkowska-Żychska korzysta z gotowej mięsistości papieru czerpanego. Pierwsza leci bezpiecznie z pod linijki. Druga: rwie, wycina, nalepia, nasącza, polewa, wysusz i znów polewa, i bezpiecznie nawarstwi do skutku. U jednej i drugiej brak specjalnego ryzyka związanego z popełnieniem błędu, brak spontanicznego gestu, który oferuje energiczne machanie pędzlem. Jednym słowem, przy tego typu pracach trudno mówić o „wartościach” związanych ze spontaniczną pracą, bo trudno jest coś spieprzyć w kontakcie z materią.

    Moim zdaniem jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby Latkowska-Żychska zaczęła tworzyć obrazy wielkością zbliżoną do tych jakie na ogół preferuje Karoliny Zdunek. Natomiast pani Karolina ulepszyłaby swoje, gdyby zaczęła przylepiać do nich nasączony papier czerpany, więcej chlapała, rozlewał i nawarstwiała. Niekoniecznie rezygnując z mocnych linii, ale np. tworząc dla nich bardziej cieszące oko tło.

    OdpowiedzUsuń
  5. A kto Anonimowemu powiedział że gabaryty prac Ewy Latkowskiej są niewielkie. Oczywiście są wśród nich mniejsze (około A3), ale są i kilkumetrowe płachty, ogarniające widza kolorem totalnie. Na wystawie w GB wisi wybór około 10 prac o boku 2 m, z których największa jest w wymiarze 3 x 4 m. Podobnie z kolorem. Wizytówka dwóch obrazków na blogu miała za zadanie z jednej strony (niebieski) nawiązać do tytułu wpisu, z drugiej zaś (czerwony), być dla tego pierwszego opozycją. Ale na wystawie jest kilkadziesiąt przykładów prac autorki w rzadko spotykanym spektrum barwnym. Ani łatwym ani bezpiecznym. Zapraszam od 8 maja do 1 czerwca, można to sprawdzić organoleptycznie.

    Ten cytat z mojego tekstu o Tomaś (łatwo jest chlapać...itd.)jest aktualny, ale stosowany zbyt dosłownie i do każdego przypadku wymaga pewnej elastyczności przekładu. Raz bowiem motywem jest sprawdzalna forma zaobserwowana w naturze(np. figura człowieka), innym razem pewna, nie mająca swojego alter ego w naturze, struktura. Tę strukturę można opisać, a i w ogóle uzyskać zwykłą DUKANINĄ albo BRAWURĄ użytych środków. Nie będę się bawił w adwokata ponad potrzebę ale moim zdaniem Ewa Latkowska rozgrywa swoje struktury brawurowo, ma mnówstwo odpadów (okazuje się, że można spieprzyć) a spontaniczny charakter nawarstwień wali nawet po niezbyt wyrobionych oczach oczach. Pozdrawiam, dziękując za dociekliwość i nie przyjmowanie zbyt łatwych wyjaśnień. AB

    OdpowiedzUsuń
  6. Radna PO, Małgorzata Żuber-Zielicz przytacza przykład Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które ma siedzibę w dawnym pawilonie meblowym "Emilia".

    Pyta: Czy jest zasadne przyznawanie przez miasto dziesiątków milionów zł na prowizoryczną, czasową adaptację pawilonu "Emilia" na siedzibę istniejącego jedynie wirtualnie kontrowersyjnego Muzeum Sztuki Współczesnej, skoro funkcjonuje już w reprezentacyjnym Zamku Ujazdowskim Centrum Sztuki Współczesnej? Zanim się zacznie tworzyć kolejne muzea, warto zadbać o odpowiednią edukację ich przyszłych zwiedzających - zaznacza radna.

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/52932-polityka-oswiatowa-wladz-warszawy-przekroczyla-granice-partyjnej-lojalnosci-radna-po-dochodzimy-do-granic-bezpieczenstwa-przebywajacych-w-przedszkolach-dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy08:57:00

      Adoptowania pawilonu "Emilia" to jakieś nieporozumienie. Forsa w błoto, którą można byłoby wesprzeć np. Zamek Ujazdowski, lub przyszłą budowę nowego budynku Muzeum Sztuki Współczesnej. Ale do czasu zakończenia jego realizacji trzeba by zwolnić pracowników, a na to nasze kuratorskie biurwy nie pozwolą. Prędzej wpadną na pomysł by na muzeum zaadoptować dno Wisły, niż dojdą do wniosku że są zbędni, a do tego kurewsko kosztowni.

      Usuń
  7. ,,Faktura tych obrazów nie jest dziełem spontanicznych poszukiwań. A kolor jest ograniczony do wąskiej - a przez to łatwej i bezpiecznej w użyciu - palety. Tak więc nie ma w tym specjalnej wirtuozerii . Jest natomiast znajomość rzemiosła.,,
    --------------------------------------------------------
    no bo to w sumie autor ma mieć ten tzw. fun , a potem dopiero odbiorca...(wydaje sie mi w tym przypadku....)jeśli się już jakiś napatoczy nie wiadomo po co... ;)
    -podobnie jak wczoraj oglądałem filmy Azorro na TvP Kultura z 2002 roku...http://www.artmuseum.pl/filmoteka/?l=0&id=1300
    itp.
    ---------------------------------------------
    chyba czas abym wyciągnał swoje pseudo filmy z 1992 roku ...również głupie ,ale przynajmniej się starałem coś montować...a nie było wtedy komputerów... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. „pseudo filmy (…) ...również głupie”

    Tak mi się skojarzyło, że Szanowny Pan Andrzej wyraził kiedyś niezobowiązująco chęć poświęcenia swojej krytycznej uwagi Józefowi Robakowskiemu. Chętnie poczytałbym o naszym dumnym do kwadratu nestorze awangardy. Gorąco Pana zachęcam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze powiedziawszy dzisiaj mam wątpliwości (po uwagach jakie poświęciłem jego arcydziełom w ramach wystawy Korespondencje), czy można jeszcze coś świeżego do tego przeterminowanego i sztukopodobnego jeszcze dodać. Chyba tylko po to, by przekonywać przekonanych? Dla fanów Robakowskiego jego robota do śmierci pozostanie ósmym cudem świata, a dla takich jak ja, frustratów, zawracaniem gitary i granicą absurdu do jakiej można dojść w promowaniu absurdu. Niech wypociny Rondudy pozostaną tego krystalicznym przykładem.

    OdpowiedzUsuń