12 maj 2013

A r s o n a n i ś c i




DO NIEDAWNA WYDAWAŁO SIĘ, że wśród rozlicznych czynników stymulujących ruch w „interesie” sztuki lideruje stan niepewności i powątpiewania, zwłaszcza w tzw. aksjomaty. Było to wyrazem akceptacji faktu permanentnego poruszania się wśród wartości niewymiernych, prawd nieoczywistych, propozycji z natury ryzykownych. Do niedawna, nawet utytułowanych i zaawansowanych wiekiem twórców oraz ich mentorów, do końca, łapczywie zżerały wątpliwości w odniesieniu do własnych, nawet wielokrotnie poświadczonych, osiągnięć.

Okazuje się jednak, że to już przeszłość i od jakiegoś czasu ruch w interesie sztuki gwarantuje stan permanentnego SAMOZADOWOLENIA. Nagle, w świetle arsjupiterów pojawili się tzw. arsoniści, słusznie zadowoleni z eksponowanego samo posadowienia. Czego się nie tkną, zamienia się w złoto, a także w złote. Kogokolwiek by nie wskazali, zaraz pomazaniec okazuje się wieszczem. Czego by ów wieszcz nie bznął, natychmiast jest arcy. Jakiego wniosku by nie złożył, zaraz sypią się granty. Czego by nie wydukał, repetują go chóry. Itd., etc., itp… .

Wśród samozadowolonych, dzisiejszych szczęśliwców, na czoło szybkiej, polskiej sztuki i krytyki, uszy wysunął Szybki Królik –jak o sobie mawia-, czyli Łukasz Gorczyca z warszawskiej galerii Raster. Akurat określenie z WARSZAWSKIEJ galerii a nie z JEGO galerii jest tu jak najbardziej na miejscu, bo szybki szybko ZDOBYWA CO CHCE. Głównie od stołecznego, powolnego urzędnika: a to 360 m.kw. przestrzeni na Wspólnej za niewygórowaną cenę, a to granty na wszystkie wydawane w Rastrze publikacje „ze środków miasta stołecznego, lub ministerialne z MSZ i MKiDN, a to „bilet” na targi za kilkadziesiąt tauzenów do Londynu czy Bazylei. Serial na Wspólnej czyli P(olskie) ORNO cały czas trwa. Gorczyca juroruje, preleguje, zasiada, opiniuje, reprezentuje, lobbuje, redaguje namaszcza. Oczywiście wyłącznie za cudze. Ma więc powody do samozadowolenia. Jak zaczął doradzać urzędnikom w Radzie CSW w Toruniu, to pół stajni Rastra im „sprzedał” i spławił Wisłą do grodu Kopernika. Oczywiście po tym, jak wcześniej spławił „nie swoje” gwiazdy z firmamentu kraju nad Wisłą z pomocą „swojego” Słowniczka.  Ale ten Słowniczek chyba pozostaje jedyną rzeczą, z której zwykle zadowolony Łukasz, tylko czasem bywa niezadowolony. Wtedy mianowicie, gdy musi się jednak "zadać" korzystnie z „biurwami” ze Zniechęty i z „zujkami” z CSW oraz gdy czyta sentencje o sobie, we własnoręcznie zredagowanych hasłach - Galmażeria i Układ scalony.


 Rafał Bujnowski od lewej: Miner(węgiel), Graboszyce(olej), Podp....alacz,(kreda)
 

Ale co tam. Teraz w Rastrze kolejna wystawa, wreszcie nazwana po imieniu, czyli ARSONIŚCI. Tytułowi Arsoniści to wystawiany Bujnowski i wystawiający Gorczyca. Na stronach galerii tandem onansuje wystawę czarną tablicą szkolną z machniętymi na niej kredą a następnie przetartymi ścierką cyframi dat otwarcia i zamknięcia. Całość ledwo czytelna ale machnięta ładnie. Przez moment zaświtała nadzieja, że Bujnowski ześliznął się wreszcie ze lśniących czernią torów Soulages’a i zahamował na Cy Twomblym. Nic z tych rzeczy: obrazki z Graboszyc to nadal sztywne serenady przy ciut za okrągłym księżycu w szkolnym szwarzweiss. Pomysł prosty i jakże skuteczny: nokturny i gębę górnika Bujnowski smaruje węglem, albinosa i jurę krakowską kredą, a widza na szaro. Węgle już są w komplecie zakupione do MSN. Kreda będzie za moment. A jako premia - kolejnych kilka miesięcy jeżdżenia po targach na koszt podatnika i bujny katalog za tegoż 40 tysięcy (MKiDN) gwarantowane. 

Się można sobą nacieszyć? Można, a nie –jak pewien koleś - siedzieć na zadupiu z nosem na kwintę i pisać darmowe rewelacje. 

73 komentarze:

  1. Anonimowy14:06:00

    Ale nawet pan musi przyznać, że pięknie to wszystko sobie ŁG wygospodarował

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy03:18:00

      no, utalentowany, pracowity i przedsiębiorczy jak marcin p. z „amber gold” :)

      Usuń
  2. Anonimowy16:20:00

    Gorczyca=Gorszyca

    OdpowiedzUsuń
  3. Tymczasem w MSN...

    http://www.artmuseum.pl/wydarzenie.php?id=w_sercu_kraju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy03:10:00

      http://www.artbiznes.pl/index.php/msn-w-sercu-kraju/

      Już sama praca na plakacie reklamującym wystawę pokazuje, jakiej klasy gniotów można się spodziewać po zakupach w ramach programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego: „Międzynarodowe kolekcje sztuki współczesnej”?

      https://www.google.pl/search?hl=pl&q=Laurel+Nakadate&bav=on.2,or.r_qf.&bvm=bv.46340616,d.d2k&biw=1280&bih=628&um=1&ie=UTF-8&tbm=isch&source=og&sa=N&tab=wi&ei=_KCQUaeyKdSS0AXEyYGQBA

      Paniusia napstrykała sobie fotek w majtasach, jak leci. Następnie obłapiała, lub ktoś dla niej obłapiał, brudnymi paluchami obrazek. I sruuuuuuuuuuuuu mamy „dzieło sztuki”! Którym polscy miłośnicy sztuki mają się zachwycać. A jak się komu nie spodoba, to nie jest światowcem, Europejczykiem, tylko frustratem ziejącym nienawiścią, konserwatywnym ciemnogrodem, motłochem, trolem i hejterem. Tak się tresuje Lemingi, by nawet gdy do głowy któremu przyjdzie, że coś jest nie tak, nie miał ochoty pisnąć słówka. Gdy tam na górze za jego kaskę bankiecik trwa! Bo oficjalnie: https://www.youtube.com/watch?v=AqFRI_Y8ppI

      Usuń
    2. Anonimowy03:49:00

      >>> „Gdy tam na górze za jego kaskę bankiecik trwa!”

      Na bankiet zapraszają organizatorzy :
      Mirosław Bałka - artysta,
      dr hab. Waldemar Baraniewski - historyk sztuki,
      Adam Leszkiewicz - wiceminister skarbu,
      Ewa Dorota Malinowska-Grupińska - przewodnicząca Rady m.st. Warszawy,
      [prof. dr hab. Krzysztof Michalski] - rektor Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu,
      dr Agnieszka Morawińska- dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie,
      Krzysztof Nowakowski - członek Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Muzeum,
      Anda Rottenberg - historyk sztuki,
      Adam Szymczyk - dyrektor Kunsthalle w Bazylei,
      prof. dr hab. Andrzej Turowski - historyk sztuki,
      Jacek Wojciechowicz - wiceprezydent m.st. Warszawy.

      Gospodarzem bankietu od 6 czerwca 2007 r. jest nieustająco Joanna Mytkowska.
      Wstęp, jak zwykle, za okazaniem imiennego zaproszenia, lub legitymacji członkowskiej klubu „Anda i Banda”.
      ;)

      Usuń
  4. Odnośnie wystawy dziękczynnej MSN dla MKiDN za dwie i pół bańki.

    Łącznie na priorytet "Narodowe kolekcje sztuki współczesnej" MKiDN przeznaczyło 7 mln złotych, natomiast przyznano nieco ponad 6 mln 722 tysiące złotych. Kasę rozdzielono pomiędzy cztery instytucje. Ciekawe, że nie było innych chętnych, nawet na złożenie wniosku.
    Priorytet o tym samym charakterze, tylko że dla reszty kraju (regionalne kolekcje) wyniósł 2 miliony złotych.

    Podobny priorytet, mianowicie dotyczący dofinansowania zakupów do regularnych zbiorów muzealnych, nie jest już tak jasno rozdzielony na 'duże narodowe ważne' oraz 'małe regionalne', a dla całego kraju wyniósł 3 miliony złotych. W tym przypadku jednak obiekt zakupu jest ściśle określony: portret autorstwa Witkacego, altówka ze smoczą główką, prace Wojciecha Weissa, itp, itd.

    Rodzi się pytanie: co zostanie kupione za ponad 6,7 miliona złotych do narodowych galerii sztuki współczesnej? Czy ktoś to będzie kontrolował?

    OdpowiedzUsuń
  5. odpowiedź Mike'owi: nikt nie będzie tego kontrolował oprócz garstki beneficjentów.
    Co do niezłożonych wniosków: a kto będzie tracił czas na coś co jest z góry przesądzone. Vide ostatnie granty na priorytety MKiDN. Gąszcz złożonych wniosków i na abarot ci sami szczęśliwcy: Open Art Peojects (M.Materna/A.Rottenberg), Robakowski, Gorczyca etc.

    Odnośnie bankietu: zwraca uwagę obecność wiceprezydenta Wojciechowicza przy stole z Adamem Szymczykiem, którego szwajcarskiego kolegę (Kereza, tego od niezrealizowanego projektu MSN i pozwanego do Sądu by oddał 7 baniek) ten sam urzędnik odprawił z kwitkiem. Może jeszcze będą pracować nad tym zwrotem? Niedawna wystawa zbiorów MSN u prezydenta Komorowskiego (miłośnika An dyr.), miała podobne zadania. Ponieważ jest to przejrzyste, prawdopodobnie będzie skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hi...hajterzy!
    ,,Paniusia napstrykała sobie fotek w majtasach, jak leci.,,
    Laurel Nakadate tworzy sztukę, w której artysta i widz są uwikłani w niepokojący taniec uwodzenia, siły, zaufania, czułości, straty i zdrady. Jej prace wystawiane były w wielu prestiżowych galeriach i muzeach na całym świecie, m. in.: MoMa (The Museum of Modern Art, Nowy Jork ), The Yerba Buena Center for the Arts (San Francisco), J. Paul Getty Museum (Los Angeles), Museo Nacional Reina Sofía (Madryt) czy The Berkeley Art Museum (Barkley, California).
    -ale :Średnia ocena dla całej twórczości: 2,0/10 54 głosy
    Laurel Nakadate jeszcze nie ma biografii na Filmwebie, możesz być pierwszym który ją doda!
    (http://www.filmweb.pl/film/Stay+the+Same+Never+Change-2009-498234)
    -> jak to mówią Orzeł może!
    ==================================
    2.to sobie zobaczę co słychać u starego,dobrego Rastra(http://rastergallery.blogspot.com/)
    a tu dupa ..Gas ktoś puścił i Królik spi... ł 25 maja 2012... ,,bo nie ma kasy na kiełbasy wszystko wzięły tajne służby...!,,
    3.ale całej kasy nie wzięli!
    Zapraszamy na premierę publikacji „D.O.M. POLSKI – tło historyczne, aktualne problemy, perspektywy rozwoju”, zrealizowanej po wystawie „Raster. Wiek szkolny” (BWA Zielona Góra, 2012, kuratorki: Marta Czyż i Julia Wielgus).
    Publikacja, wydana przez BWA Zielona Góra i Raster, jest artystycznym reportażem z Polski czasów transformacji, na który składają się fotografie, teksty, wiersze od lat 90. XX wieku po dzień dzisiejszy, w większości wcześniej niepublikowane prace Gorczycy i Kaczyńskiego.
    Również w sobotę w Rastrze warszawską premierę będzie miał film dokumentalny badający historyczno-sztuczną wiarygodność rastryzmu.
    i foteczki-(https://www.facebook.com/photo.php?fbid=303328929800304&set=a.303154369817760.1073741826.173861552747043&type=1&theater
    -----------------------------------------------------------------------
    jednym słowem : kasa jest!,Polska to SYF, my jesteśmy fajni i Ch.j Wam w dupę ,a jak się nie podoba to wy....ć!

    pzdr.
    ps.
    jest śmiesznie i mnie się to wszystko podoba!

    OdpowiedzUsuń
  7. D.O.M. POLSKI - Gorczycy, Kaczyńskiego i Kozłowskiego to oczywiście idea wydawnicza zerżnięta m.in. z Allana Sekuli - "Polonia i inne opowieści" czyli Syf Polski, którym uraczyła nas Zachęta na Święta 2009 roku. Idea łatwa w wykonaniu (od obiektów do fotek po 1989 r.aż się roiło i roi) i można się przy niej dowartościować: Szyk Polski czyli patrzta, jakie my są bystre i zdystansowane od polskiej nędzy i ciemnogrodu. Ale, oczywiście, nie zdystansowane od szmalu tego ciemnogrodu. Np. łódzkie Muzeum Sztuki z pieniędzy ciemnogrodzian czyli z budżetu zakupiło 3 fotki Sekuli za 73.800 netto(czyli stówę brutto) + koszt sprowadzenia dzieła z USA. D.O.M. Polski Rastra już poniekąd sfinansowali ciemnogrodzianie z okolic Buły w Zielonej Górze i teraz czekamy na zakup końcowy, popromocyjny. Na chwałę Boga Najlepszego i Największego (Deo Optimo Maximo)tychże ciemnogrodzian, rzecz jasna.

    http://biuletyn-zamowien.pl/przetarg/zakup-dzie-sztuki-allana-sekula,11007881/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy03:05:00

      To te trzy snapshoty Allana Sekuli za 100 tysiaków z naszej kielni:
      Ale miernota!

      http://www.art-agenda.com/shows/allan-sekula-at-galerie-michel-rein-paris/


      https://www.google.pl/search?hl=pl&site=imghp&tbm=isch&source=hp&biw=1280&bih=628&q=Allan+Sekula%2C+%E2%80%9ECIA+black+site+seen+from+the+bushes%E2%80%9D%2C+2009&oq=Allan+Sekula%2C+%E2%80%9ECIA+black+site+seen+from+the+bushes%E2%80%9D%2C+2009&gs_l=img.12...2730.2730.0.3542.1.1.0.0.0.0.53.53.1.1.0...0.0...1ac.2.12.img._RWhc58I5tU#imgrc=bhhbuAQgd9tHWM%3A%3BUqg09tQSiEc7CM%3Bhttp%253A%252F%252Fmuzeumwspolczesne.pl%252Fmww%252Fwp-content%252Fuploads%252F2013%252F04%252FC.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fmuzeumwspolczesne.pl%252Fmww%252Fedukacja%252Fdzien-wolnej-sztuki-2013%252F%253Flang%253Den%3B700%3B700


      http://www.swiatobrazu.pl/zdjecie/artykuly/126619/fotograficzny-intelektualista--allan-sekula.jpghttps://www.google.pl

      Usuń
  8. Anonimowy01:09:00

    My podnosimy tu larum. Piszemy o niewydolności funkcjonowania polskiego systemu sztuki: budżetowych pieniądzach w błoto, ustawionych przetargach, gniotach w prestiżowych publicznych galeriach, tych samych miernotach przy żłobie… A np. dla Wojciecha Bąkowskiego sprawa jest prosta: „dzisiaj artystyczny mainstream jest najlepszy, z małym marginesem błędu.”

    Zapytany: „Ale wielokrotnie deklarowałeś sympatię do systemu sztuki. Nie uważasz, że rynek psuje sztukę?”

    Bąkowski odpowiada:
    „Nie, dzisiaj artystyczny mainstream jest najlepszy, z małym marginesem błędu. Nie ma propozycji, które łamałyby kark gwiazdom. Sasnal jest najlepszym polskim malarzem, nie mam co do tego wątpliwości. Powodzi mu się świetnie. System sztuki działa w miarę dobrze. Problemy są z urzędnikami nierozumiejącymi systemu. Jest dużo bylejakości w polskich instytucjach kultury. Degenerują się, są w nich realizowane interesy lokalnych środowisk, to często domy wystaw dla profesorów w apaszkach, którzy wypełniają zresztą większość składu polskich artystycznych uczelni. Uważam, że artyści nie powinni buntować się przeciwko systemowi, rynkowi sztuki, tylko wręcz go budować, porządkować i dawać mu standardy. W tym sensie jestem pozytywistą. Jestem zwolennikiem systemu w ogóle. Chcę, żeby architektura i policja broniły mnie przed ludźmi i ludzi przede mną. Potrafiłbym w napadzie gniewu zabić człowieka. System ma mi to uniemożliwić. Gdy widzę za oknem, że młodzież przepędza policję, krzycząc ''pedały'', i oni odchodzą, a zdarzyło się to tu, na Jeżycach, kilkakrotnie, jestem przerażony. Gdy widzę w telewizji pałowanych demonstrantów, jestem zbudowany. Uspokajam się, że państwo przynajmniej w tym przypadku działa. Myślę, że dzisiaj w Polsce ważnym problemem jest słabość systemów, a nie ich opresyjność.”

    http://wyborcza.pl/1,112588,13763287,Wojtek_Bakowski__Ekskluzywna_wegetacja.html?as=2

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy02:12:00

    > „patrzta, jakie my są bystre i zdystansowane od polskiej nędzy i ciemnogrodu. Ale, oczywiście, nie zdystansowane od szmalu tego ciemnogrodu.”


    Jeżeli chodzi o ten szmal, to Wojciech Kozłowski nie narzeka. Nie jest też jakimś hura optymistą. Ale generalnie nie jest źle! Dla niego: „Pozyskiwanie pieniędzy, WRĘCZ, nie jest trudne. Jest sporo różnego rodzaju funduszy, programów ministerialnych…” ;)

    (4m 20s)
    http://www.youtube.com/watch?v=6PChxWqO7bE

    OdpowiedzUsuń
  10. O, tak! Jest, Panie Wojciechu, sporo programów, ale jedno sito (rodzaj żeński - sitwa). A dla grzecznych, zaszczytne, 13 miejsce. Pozdrawiam, AB

    OdpowiedzUsuń
  11. http://wyborcza.pl/1,112588,13763287,Wojtek_Bakowski__Ekskluzywna_wegetacja.html?as=2
    ---------------------------------------------------------------------------------
    dzięki kolego anonimowy za linka... :)
    cyt:
    ,,Ale obrzydza mnie styl ubierania się ludzi prawicowych.,,
    -intelektualista XXI wieku... ha,ha,ha
    - chłopie -stuknij się młotkiem w głowę i możesz to zrobić w Otwocku ,z Mirkiem najlepiej nawzajem zróbcie to w geście solidarności ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy03:55:00

    Ten koleś nawet do zoo by się nie nadawał... Szympans ma więcej do powiedzenia od niego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy03:57:00

    To o tym z "GW".

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy13:48:00

    Zastanawiam się, co leży Bąkosławowi na wątrobie, że lubi porównywać się do austriackiego emeryta? Może nie chodzi tu o zamiłowanie do porządku, ale o fakt, że austriacki emeryt zasłużył sobie na ekskluzywne wegetowanie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy15:07:00

      Sugerujesz Waszmość/Waszmościanka, że do Szanownego Wojciecha z wolna docierać zaczyna, iż ta cała jego kariera artystyczna – achy i ochy krytyki, paszportowe wzruszenia i salonowe łzy zachwytu – to była tyko taka klaka? Jedynie braw dla reżysera warta! :)

      Usuń
    2. Anonimowy01:14:00

      Jest szansa, że dociera. Gdyż coś go dręczy ewidentnie, skoro alkoholizuje się dzień w dzień. Zalewa pewnie jakiegoś robaka? Sam zresztą przyznaje, że nie tryska szczęściem. Może kluczem do rozwiązania zagadki, jest ten jego brak empatii wobec pałowanych bliźnich? Jak wyznał: „Gdy widzę w telewizji pałowanych demonstrantów, jestem zbudowany. Uspokajam się, że państwo przynajmniej w tym przypadku działa.”

      Trochę dziwne to stwierdzenie. Szczególnie z ust artysty, czyli człowieka wrażliwego. A tu jeszcze padające wobec ludzi gorzej usytuowanych finansowo i w hierarchii społecznej. Bo przecież bogaci i „ustawieni” nie wyjdą demonstrować swojego niezadowolenia! Im trwający układ pasuje.

      Bąkowskiemu nie chce się jakoś połączyć faktów, że skoro państwo polskie nie dotrzymuje umów społecznych i m.in. nie potrafi wywiązać się z tak podstawowych obowiązków, jak (wspomniane przez niego) zapewnienie bezpieczeństwa na ulicach. Nie dba o ochronę socjalną biednych, podnosi podatki, ale obniża je dla korporacji. To przy takim rozwarstwieniu społeczno-klasowym i małym udziale ludzi zamożnych, dla przeciętnego, czyli ubogiego obywatela staje się państwem represyjnym. Które nie potrafi zatroszczyć się o tak podstawowe sprawy, gdyż jest państwem niewydolnym, chroniącym jedynie pazerną władzę i interesy grup uprzywilejowanych. I to właśnie jest przyczyną tego, że najubożsi mogą szukać sprawiedliwości i zmian jedynie w demonstracjach ulicznych.

      Zastanawiam się, dlaczego Bąkowskiego uspokaja tego typu brutalne widowisko (gdy policja pałuje demonstrantów)? Może lęka się zmiany Sytemu, gdyż wraz z nim utraci zadawalające go status quo? W gruncie rzeczy, może i nie stać go na dobry samochód, ale bądź co bądź ekskluzywnie sobie wegetuje. W głębi duszy wie, że bez znajomości w Układzie, tych swoich bazgrołów na wolnym rynku nie opchnie, a z poezji bąkanej nawet na waciki mieć nie będzie. Dlatego oficjalnie, w świecie polskiej sztuki, Bąkowski nie dostrzega nepotyzmu i korupcji. Oficjalnie nie dostrzega, że co rusz przekręt na przekręcie, a przy publicznych pieniądzach i u władzy ciągle ci sami niekompetentni urzędnicy i zaprzyjaźnione z nimi artystyczne miernoty. Oficjalnie nie razi go ten smród prywaty, który unosi się nad tym całym środowiskiem. Słowem, obraz chciwości i degrengolady. Bo wypiera lub publicznie zataja obraz sytuacji, której jest beneficjentem.

      Usuń
    3. Anonimowy13:00:00

      I niech się, na Boga, Bąkowski opamięta z tym dawkowanym codziennie przydziałem. Bo po polskiej Elycie choroba filipińska harcuje. :)
      http://www.youtube.com/watch?v=_vEnZt_fbb0

      Usuń
  15. red. Jarecka w natarciu (wszak Wyborcza jest partnerem medialnym MSN, jak głosi ich - MSN - strona):

    http://wyborcza.pl/1,75475,13909688,Nowoczesnosc_to_zysk.html

    z tekstu wynika, że MSN wyhaczyło już około 10 mln, skoro program jest od 2010 roku, a i na 2013 rok otrzymali 2,5 mln. Wydane m. in. na zdjęcia z paluchami na obiektywie (?) i rzeźbę ze styropianu. Pozostaje pogratulować decyzji i współczuć konserwatorom, którym, jak sądzę za niedługo, przyjdzie zmierzyć się z arcybogatą materią rzeźbiarską Piotra Uklańskiego. Prawie jak Hasior!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy03:11:00

      o jaką rzeźbę ze styropianu chodzi?
      ps. paluchy to nie na obiektywie, a na odbitce, względnie później photoshop.

      Usuń
    2. tadam:

      http://artmuseum.pl/pl/kolekcja/praca/uklanski-piotr-deutsch-polnische-freundschaft

      Usuń
  16. Anonimowy14:33:00

    w jakim natarciu...ha,ha,ha
    sprzedaż Wyborczej leci no pysk równo...(ja kupuję tylko w piątki...),w takim tempie za rok zaniknie,ew. przejdzie do podziemia ...Pani Jarecka będzie musi już dziś szukać roboty uczciwej za 1280 netto... ;)
    może Kolega Biernacki pomoże i znajdzie kiedyś jakieś pół etatu np. sprzątanie Browarnej?...kto to wie jak to się potoczy...?
    g.n

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy00:20:00

      Ja też się już nie mogę doczekać chwili, kiedy politruk Michnik zejdzie do podziemia. Na amen! :)

      Usuń
    2. Anonimowy12:13:00

      do piekła, a kysz!!!
      :)

      Usuń
  17. No i znowu na usługi stolarskie firmy art plast s.c. z Sulejówka za prawie 400 000 poszło się ...
    Ale narodowi się wszystko podoba, bo wali drzwiami i oknami. Na zdrowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy03:06:00

      A co ma się Narodowi nie podobać, jak nic innego nie ma! Z braku laku dobry kit. Na bezrybiu i rak ryba! Sam się nieraz na tym złapałem, że wlokłem dupsko na wystawę, o której z góry wiedziałem, że większość prezentowanego na niej materiału będzie funta kłaków warta. Człowiek łudzi się jednak, że wśród tych wszystkich śmieci wypatrzy jaką perełkę, może dwie, które jakimś zawiłym zbiegiem okoliczności tam zaprezentowano. Zresztą większość wali na wystawy z przyczyn towarzyskich. Nieważne co tam pokazują, ważne, że ty możesz się tam pokazać! A później wrzucić to na Facebooka.

      Usuń
    2. Anonimowy12:17:00

      to za prawie 400 000, co to poszło się ...
      to za co to poszło?

      Usuń
  18. Pomoc kol. Biernackiego nie będzie konieczna, bo p. Jarecka już coś kuratoruje u p.Kulczyk.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na kolejne ścianki działowe. Co wystawka, to pół bańki na ścianki do tyłu

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowy17:58:00

    tadam:
    http://artmuseum.pl/pl/kolekcja/praca/uklanski-piotr-deutsch-polnische-freundschaft
    (Mike04:17:00)
    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------


    Witam serdecznie! (na odzew apelu pana Andrzeja Biernackego - DO WAS)

    I oto zguba się odnalazła. Praca Ukłańskiego "Deutsch-Polnische Freundschaft" jest teraz własnością Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

    Rzeźba ze styropianu "Deutsch-Polnische Freundschaft" powstała specjalnie na wystawę "Obok. Polska - Niemcy. 1000 lat historii w sztuce" (Martin-Gropius-Bau, 2011/2012) na osobiste zamówienie Andy Rottenberg, kuratorki tejże wystawy i bliskiej koleżanki Ukłańskiego. Praca została ocenzurowna w przeddzień otwarcia wystawy, o czym informował post Izy Kowalczyk "Cenzura w Berlinie C.D. Uklański"¹ 07 listopada 2011 (zachęcam tutaj do przeczytania postu Izy Kowalczyk, a szczególnie towarzyszące jemu komentarze), która po pewnym czasie, na prośbę autora zdjęcia, cyt.: "Musiałam również zdjąć fotkę pracy Ukłańskiego, bo jej autora dosięgły nieprzyjemne konsekwencje tego wszystkiego, co ma związek z tą wystawą." – dodając poźniej w odpowiedzi na moje pytanie o powód – "O usunięcie tego zdjęcia poprosił mnie autor tej fotografii, który chyba wystraszył się konsekwencji, nie wiem, co prawda jakich ..."

    Na tej samej internetowej stronie MSN można zobaczyć kolejną pracę (zdjęcie) Ukłańskiego należącą także do jej kolekcji, "Bez tytułu (Jan Paweł II)" (2004), która powstała na zamówienie Andy Rottenberg i stworzona przez 3,5 tys. żołnierzy brazylijskiej armii na Biennale Sztuki Współczesnej, Sao Paulo 2004. Przy powstaniu pracy towarzyszyła Magda Materna (non-profit fundacja Open Art Projects²), która w 2004 roku zaczęła współpracować z Ukłańskim (Cyt.: "Kiedy w Brazylii skończyliśmy robić zdjęcia (...) tych trzy i pół tysiąca ludzi zaczęło machać do nas i krzyczeć z radości. Ta zbiorowa energia, po pozowaniu do portretu Jana Pawła II, była niesamowita.").

    Ta sama osoba uczestniczyła także podczas projektu na terenie Stoczni Gdańskiej, gdzie Ukłański na zaproszenie organizatorów Festiwalu Gwiazd, sfotografował cztery tysięce żołnierzy, ustawionych w znak "Solidarności". Na pytanie Doroty Jareckiej w interview w "Gazecie Wyborczej" (15.06.2007),""Solidarność" to pusty znak": "Jakie Ty masz naprawdę poglądy? A korupcja show-biznesu i odciskania rąk w brązie na promenadzie gwiazd? Stajesz się niemal państwowym artystą. Akcja w stoczni odbywa się w ramach Festiwalu Gwiazd w Gdańsku, potem nastąpi ceremonia, zagra filharmonia.” - odpowiedział - "Wszystko korumpuje: awanse, seks, pieniądze, przynależność do grupy, wygoda wieku dojrzałego. Wolę świadomie wybierać korupcję, której się poddaję. Dla mnie udział w festiwalu to projekt artystyczny. Może być różnie odczytany: jako zaprzedanie duszy diabłu lub gest ironiczny." Ta sama praca powędrowała kilka lat później na wystawę "Obok. Polska - Niemcy. 1000 lat historii w sztuce" (Martin-Gropius-Bau, 2011/2012), której kuratorką była, wspomniana wcześniej, Anda Rottenberg.

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy17:59:00

    Wszystkie wymienione 3 prace powstały bezpośrednio na zamówienie wspomnianej kuratorki (i towarzyszących osób) z pieniędzy polskiego podatnika.

    W Niemczech istnieje niepisany Klartext:
    "Jeśli pięć renomowanych galerzystów, trzech znaczących, prywatnych kolekcjonerów, dwóch ważnych szefów związków sztuki i co najmniej jeden doświadczony dyrektor muzeum, tego czy innego artystę, albo jego prace polubią, to jest szansa, aby zdobyć rynek sztuki i dzięki kilku towarzyszącym tekstom pr w czasopismach branżowych znaleźć się na firmamencie największych gwiazd."³ (Karlheinz Schmid)

    Jeśli weźmie się pod uwagę komentarz pana Andrzeja Biernackiego: "Tak dla przypomnienia w telegraficznym skrócie. W 2008 roku Materna był też dyrektorem artystycznym lipcowego Festiwalu Gwiazd w Gdańsku, a jego firma MM Communications, organizująca m.in. imprezy masowe i promocyjne, była głównym organizatorem festiwalu. Jednym z wydarzeń imprezy było odsłonięcie przez Romana Polańskiego rzeźby "Dwaj ludzie z szafą". Rzeźba - wykonana z tekowego drewna szafa z lustrem, na betonowym postumencie - stanęła 3 lipca na sopockiej plaży, tuż przy molo. Jej autorami są dwaj rzeźbiarze: Paweł Althamer i Jacek Adamas. Szafę w czerwcu 2008 r. zamówiło miasto Sopot, za pośrednictwem swojej instytucji - Państwowej Galerii Sztuki - w warszawskiej Fundacji Open Art Project. Prezesem fundacji jest Magda Materna, żona Krzysztofa Materny. Fundacja zajmuje się promocją kultury, a jej warszawski adres jest taki sam jak adres firmy MM Communications. Za szafę, montaż i jej promocję (m.in. plakaty i ulotki) PGS zapłaciła 200 tys. zł. Zamówienia udzielono 4 czerwca, bez przetargu ani konkursu (...) Jak widać w większości przypadków pieniądze trafiły do "najzdolniejszych" i najbardziej "potrzebujących". Pani Materna nadal będzie nam organizować przeżycia "artystyczne". A dzięki koneksjom jej męża będzie to działać całkiem sprawnie."⁴, to koło się zamyka i nie zaskakuje już nikogo podobieństwo postu Izy Kowalczyk o ocenzurowanej w przeddzień otwarcia wystawy "Obok" w Martin-Gropius-Bau na przełomie 2011/2012 roku pracy Ukłańskiego, do tekstu na internetowej stronicy MSN.


    Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)


    1. http://strasznasztuka.blox.pl/2011/11/Cenzura-w-Berlinie-CD-Uklanski.html
    2. http://www.openartprojects.org/projekty
    3. "Wenn fuenf anerkannte Galeristen, drei bedeutende privater Sammler, zwei hochkaraetige Kunstvereinsleiter und mindestens ein erfahrener Museumdirektor diesen oder jener Kuestler beziehungsweise sein Werk gut finden, dann gibt’s eine Chance, den Markt zu erobern und, flankiert von ein paar PR-Texten in den Branchenmagazinen, ins Firmament der Top-Stars vorzudringen." (Karlheinz Schmid)
    4. http://galeriabrowarna.blogspot.de/2013/01/zero-z-ero.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  22. W Polsce istnieje inny niepisany "Klartext": Zamiast pięciu renomowanych galerzystów i zamiast dwóch ważnych szefów związków sztuki wystarczy jeden dyrektor publicznej galerii lub muzeum (może być wice), by jego ulubieniec zasilił firmament największych gwiazd. Vide: Naiwny w formie i głupi w treści "Orełek" Uklańskiego. Odrzucony z wystawy, nigdzie wcześniej nieeksponowany, nie reprodukowany, nie "negocjowany" artystycznie z żadnym tzw. widzem czy odbiorcą, od razu znalazł się w Muzeum SN, arbitralną decyzją pewnej pani na etacie instytucji w budowie.

    Panie maxie umówmy się, że jak mówimy o tzw. sztuce pewnego spektrum naszych ulubieńców, nie dodawajmy już frazy "z pieniędzy polskiego podatnika", bo praktycznie innej w owym spektrum nie ma.

    Dobrze, że drąży Pan tę wystawę "Obok", bo warto dobrze zapamiętać akty cenzury, których dopuściła się tam główna obrażona na to zjawisko, Anda Rottenberg. Równie piękna jak sama ta cenzura (Orzeł, Berek), była próba zepchnięcia za nią odpowiedzialności na berlińską gminę żydowską. Ta, jak pamietamy, jeszcze nie zdążyła gęby otworzyć, a Berka w MGB już nie było. Pozdrawiam, AB

    OdpowiedzUsuń
  23. No nie wiem, czy ja chcę by tworzono ten nowy budynek dla MSN w Warszawie? Po obejrzeniu kolekcji, dla mnie będącej w większości przypadków zbiorem śmieci, mam ochotę już to muzeum rozpierdolić! A ono jeszcze nawet nie powstało! Przez takich cwaniaków jak Mytkowska, lub Rottenberg tracę empatię. I muszę stabilizować swój nastrój kawałkami jak ten: http://www.youtube.com/watch?v=ooOFIMVFET0

    OdpowiedzUsuń
  24. Anonimowy13:58:00

    "Naiwny w formie i głupi w treści "Orełek" Uklańskiego. Odrzucony z wystawy, nigdzie wcześniej nieeksponowany, nie reprodukowany, nie "negocjowany" artystycznie z żadnym tzw. widzem czy odbiorcą, od razu znalazł się w Muzeum SN, arbitralną decyzją pewnej pani na etacie instytucji w budowie." (Andrzej Birernacki)
    ----------------------------------------------------------------------------------------------------


    Tak właśnie potoczył się "los" pracy Ukłańskiego - "Deutsch-Polnische Freundschaft".

    Powstała na zamówienie Andy Rottenberg, kuratorki wystawy "Obok" w Martin-Gropius-Bau w Berlinie. Praca została ocenzurowana jej za zgodą w przeddzień otwarcia wystawy, 23.09.2011 i jak informuje dodatkowo post Izy Kowalczyk¹: "w tym przypadku do cenzury nie przyczynił się dyrektor muzeum, a prof. Andrzej Rottermund, prawdopodobnie obawiając się skandalu.", a więc przed listowną interwencją (bezpośrednią reakcją na pracę "Berek" Żmijewskiego) dr. Hermann´a Simon´a, dyrektora Centrum Judaicum w Berlinie, już w trakcie wystawy. Fakt ten potwierdził Gereon Sieviernich, dyrektor Martin-Gropius-Bau w wywiadzie dla Deutschlandradio Kultur (04.11.2011) i dodał: "nigdy nie było jego zamiarem, żeby ten film został usunięty, ponieważ jest przeciwny wszelkim formom cenzury." "Berka" Zmijewskiego usunął z wystawy Gereon Sieviernich na życzenie polskiej strony (cytat ze wspomnianego inteview: "Sieviernich: Nie powiedziałem, że Zamek Królewski w Warszawie zainterweniował. Powiedziałem wyraźnie, że poinformowaliśmy polską stronę o piśmie pana dr. Simona i polska strona wyraziła życzenie, żeby z powodu tej wystawy nie obrazić uczuć żydowskich obywateli naszego kraju. To jest wyraźna wypowiedź. Nie chodzi o interwencję. Jest to dziwne słowo. Nie jesteśmy w miejscu, gdzie chodzi o interwencję, ale o wymianę poglądów. Zarówno pan prof. Rottenburg i prof. Bartoszewski są członkami Rady Programowo-Naukowej i pan Bartoszewski jest jej przewodniczącym, i nie mogę ignorować, co zostało tam powiedziane."²) Nie jest prawdą, jak informowała Rottenberg w udzielonym wywadzie dla Der Standart (24.11.11): "Natomiast, w przypadku sąsiadującej Polski usunął jednak Gropius-Bau pracę Artura Żmijewskiego z wystawy, bez skonsultacji z artystą i ze mną, kuratorką. To nazywam cenzurą"³.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy14:00:00

      Ocenzurowane przed otwarciem wystawy "Obok" godło ze styropianu Ukłańskiego "Deutsch-Polnische Freundschaft", trafiło takim oto sposobem, jak trafnie stwierdził Pan Biernacki: "Odrzucony z wystawy, nigdzie wcześniej nie eksponowany, nie reprodukowany, nie "negocjowany" artystycznie" do zbiorów MSN. Przypadek zasługujący dodatkowo na szczególną uwagę, zamówiony przez protektorkę i koleżankę Ukłańskiego, kuratorkę wystawy Andę Rettenberg, ocenzurowany za jej zgodą, ląduje potem w zbiorach MSN i zostaje wystawione na sprzedaż. Odnosi się wrażenie, że MSN chce pozbyć się tej atrapy-gniota ze styropianu i odzyskać publiczne pieniądze włożone w jej realizację, albo zamazać za soba ostatnie ślady "afery" w Berlinie. Artysta Ukłański, kolejny raz z rzędu, za sprawą zamkniętego kręgu tzw. "urzędników od sztuki", realizuje swoje prace za cudze pieniądze i to bez dyskusji na ten temat i jakiegokolwiek wpływu na takie decyzje z zewnątrz.

      Świetna historia dla potomnych!!!! I w konteksie postu pana Biernackiego "A r s o n a n i ś c i" jakże aktualna!!!


      Pozdrowienia z Hamburga – max dogin :)

      1. http://strasznasztuka.blox.pl/2011/11/Cenzura-w-Berlinie-CD-Uklanski.html
      2."Ich habe das nicht gesagt, dass das Königsschloss Warschau interveniert hat? Ich habe doch deutlich gesagt, wir haben die polnische Seite über das Schreiben von Herrn Dr. Simon informiert, und die polnische Seite hat darauf den Wunsch geäußert, dass die jüdischen Mitbürger unseres Landes durch diese Ausstellung nicht in ihren Gefühlen verletzt werden sollen. Das ist eine eindeutige Aussage. Geht’s doch ja nicht um die Intervention. Das sind seltsame Worte, wir sind doch nicht irgendwie in einem Bereich, in dem es um die Interventionen geht, sondern es geht um einen Austausch von Auffassungen. Sowohl Herr Prof. Rottenburg und Prof. Bartoszewski sind die Mitglieder des Beirats und Herr Bartoszewski ist der Sprecher des Beirates, und ich kann das doch nicht einfach ignorieren, was dort gesagt wird." (Gereon Sieviernich)
      3. „Im Falle des Nachbarlandes Polens hingegen entfernte der Gropius-Bau das Werk Artur Zmijewskis aus der Ausstellung, ohne auch nur Rücksprache mit dem Künstler und mit mir als der Kuratorin zu halten. Das nenne ich Zensur.” (Anda Rottenberg)

      Usuń
    2. Anonimowy16:03:00

      Sprostowanie!

      Wkradł mi sie skrót myślowy w poprzednim komentarzu.

      Początek zdania: „Fakt ten potwierdził Gereon Sieviernich, dyrektor Martin-Gropius-Bau w wywiadzie.......”, powinien brzmieć: „Nota bene, wspomnianą w liście Simon´a cenzurę „Berka” potwierdził Gereon Sieviernich, dyrektor Martin-Gropius-Bau w wywiadzie......”

      Cenzura "Berka" Żmijewskiego w trakcie wystawy "Obok", jak interpretował ją Gereon Sieviernich dla Deutschlandradio Kultur, powstała z inicjatywy polskiej strony. Nie chce mi się wierzyć, że kuratorka wystawy, Anda Rotenberg nic o niej nie wiedziała, jak wynika z jej wypowiedzi dla "Der Standart". Zakładając nawet opcję, na nie, potwierdza tylko, jak mało znacząca w końcowym efekcie była jej pozycja "kuratorki wystawy" w świetle jej politycznego przesłania, co nie oznacza, że "układy" z Ukłańskim nie przyniosły im obopólne korzyści, pomimo cenzury jego pracy.

      Pozdrowienia z Hamburga – max dogin :)

      Usuń
  25. "[...] ląduje potem w zbiorach MSN i zostaje wystawione na sprzedaż. Odnosi się wrażenie, że MSN chce pozbyć się tej atrapy-gniota ze styropianu i odzyskać publiczne pieniądze włożone w jej realizację, albo zamazać za soba ostatnie ślady "afery" w Berlinie. "

    Panie Maxie, skąd Pan wysunął wniosek o tym, że MSN chce sprzedać tę styropianową szmirę? Nigdzie takiego czegoś nie widziałem. Mniejsza, po co to sprzedawać (skoro się kupiło za nie swoje i eksponuje), ale kto by to kupił? Chyba nikt o zdrowych zmysłach.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy14:19:00

      Witam! Ma pan rację, praca nie jest do kupienia, pośpieszyłem sie z moim wnioskiem. Dziękuję za zwrócenie na to uwagi!

      Oficjalna informacja na stronie MSN: Sposób nabycia: zakup, Forma własności: kolekcja, Nr księgi: MSN: 4300-51/2012, Data nabycia: 28.12.2012

      Nie dziwiłbym sie jednak, czytając niebawem(?), że MSN wystawi ją na licytację, choćby na fakt jakości materiału, z którego została wykonana praca i związany z tym fakt, ewentualny koszt jej restauracji (albo koszty, liczba mnnoga?). Nie wiem, bo brak bliższych informacji o użytym materiale ze strony MSN. Jakiego rodzaju gęstości jest ten styropian? "Styropiany o małej gęstości są słabe mechanicznie i łatwo ulegają zgnieceniu”, o większej są twardsze i odporniejsze na mechaniczne działania. Tutaj coś więcej na ten temat: http://www.e-izolacje.pl/a/4337,zalety-styropianu2. Dla mnie styropian jest niskowartościowym materiałem na rzeżbę i będąc kolekcjonerem zastanowiłbym się kilka razy, poważnie nad takim zakupem. Pozostaje więc miła spekulacja!

      Co Pan na ten temat sądzi?


      I jeszcze (po raz ostatni) summa summarum:

      Wystawa "Obok" w Martin-Gropius-Bau odbyła się podczas prezydencji Polski w Radzie UE i Ministerstwo Spraw Zagranicznych wciągnęło sfinansowanie jej do swoich programów. Oficjalny koszt ze strony Polski - 1 mln euro. Ukłański, zaproszony przez kuratorkę Rottenberg, postanowił wykonać pracę konkretnie na tą wystawę. Przy tego rodzaju oficjalnych zaproszeniach, przykład ostatniej dOCUMENTA 13, zaproszeni artyści realizują prace najczęściej z takich funduszy. Zdjęcie, które, zostało usunięte z postu Izy Kowalczak (też dziwna historia z tym fotografem?) dokumentowało „Deutsch-Polnische Freundschaft” w trakcie rzeźbienia. Praca została w przeddzień otwarcia wystawy ocenzurowana przez jej (polskich) organizatorów, a potem, rok później, ląduje w zbiorach MSN z informacją: „Sposób nabycia: zakup, Forma własności: kolekcja, Data nabycia: 28.12.2012” MSN kupuje więc ocenzurowaną pracę, pytania: Od kogo? Kto jest jej właścicielem? Na jakich warunkach została spisana umowa o wystawę i dzieło pomiędzy zainteresowanymi stronami? Czy praca była w ramach umowy własnością Ukłańskiego, czy własnością organizatorów wystawy? Jeśli własnością Ukłańskiego, to zrobił podwójny interesik – sfinansował pracę za darmo, aby ją potem z zyskiem sprzedać MSN? Są możliwe jednak inne scenariusze? Np. organizatorzy wystawy (ze strony polskiej) sprzedają prace MSN? Tutaj byłyby dosyć ciekawe do ujawnienia wzajemne powiązania z MSN? Pozostaje więc z braku informacji miła spekulacja?

      Pozdrowiena z Hamburga – max dogin :)

      Usuń
    2. Witam,

      właśnie, Panie Maxie, między innymi o to mi chodziło, zadając w jednym z pierwszych komentarzy pytanie o kontrolę nad tym co, od kogo i za ile się kupuje, nie tylko do MSN, za - bagatela - 6,7 mln złotych! Pan Andrzej trzeźwo odpowiedział, że nikt tego nie kontroluje, poza ściśle zainteresowanymi tym tematem w aspekcie finansowym, bo urzędnika sztuka guzik obchodzi, jemu muszą się tabelki zgadzać.

      Do powszechnych praktyk należy zatajanie (albo lepiej: nieudostępnianie) takich informacji publicznie przez muzea - nigdzie, na żadnej stronie polskiego muzeum, nie spotkałem takich danych, nawet archiwalnych. To po części wynika - jak sądzę - z ochrony danych osobowych, po części zapewne z tajemnicy handlowej. To też mógłby być łatwy parawan dla właśnie takich niejasnych akcji typu 'dostajemy dziesięć baniek i hulaj dusza, piekła nie ma'. A tu zonk - bo jest księga inwentarzowa (numer inwentarzowy każdego dzieła na stronie MSN jest podany) i inne dokumenty muzealne (choćby protokoły z posiedzeń komisji ds zakupu muzealiów), nie wspominając o sprawozdaniach z wydanych pieniędzy, składanych w MKiDN. Zatem myślę, że prędzej czy później ktoś puści 'bokiem' te dane. Ale czy wówczas aż tak będziemy zdziwieni kilkoma zerami? Wątpię... Ciekawa jest też data zakupu/wpisu do księgi: sam koniuszek 2012 roku (Święta Bożego Narodzenia, Sylwester, wiadomo) Czyżby była jeszcze jakaś flota do wydania w ramach grantu MKiDN za 2012 rok, i trzeba ją było na coś spożytkować? Ot, luźny domysł.

      Co do techniki wykonania tej rzeźby - moje pierwsze skojarzenie to 'wyrzynanki' ze styropianu, które kiedyś wieszało się na wielkiej kotarze przy okazji szkolnych imprez, apeli. Ergo: tanio, dużo i efektownie, a zwłaszcza - czytelnie.
      Konserwatorzy ze współczesną rzeźbą mają nie lada problemy, wystarczy rzucić okiem na blog konserwatorów Muzeum Narodowego w Warszawie, zwłaszcza ten post: http://blog-konserwacja.mnw.art.pl/?p=776 . Swojego czasu w jednej z publikacji dot. konserwacji czytałem artykuł o zniszczonej w trakcie transportu rzeźbie autorstwa Aliny Szapocznikow, sąsiadujący z artykułem dot. konserwacji XV-wiecznej rzeźby - postaram się to odnaleźć jakby ktoś był zainteresowany.

      Nie byłbym skory do inwestowania swoich pieniędzy w taką rzeźbę, bynajmniej z powodu pozornych trudności w ewentualnej konserwacji dzieła. Podobnie jak w taką pracę, też zakupioną do kolekcji MSN: http://artmuseum.pl/pl/kolekcja/praca/budny-michal-legowisko-bezdomnego#

      Podkreślam słowo: zakupioną. "Pokazywane na wystawie Legowisko bezdomnego jest nietrwałą rzeźbą z tektury i taśmy klejącej."

      Dziękuję za uwagę.
      pozdrawiam

      Usuń
  26. Rottenburg czy Rottermund?
    Panie maxie. Oczywiście, jest prawdą wszystko, co Pan pisze. Dla każdego rozsądnego od początku jest oczywiste, o co tu poszło. A poszło -jak zwykle- o political correctness za parawanem postępowych frazesów i z niemałym zyskiem na mętnej rogówce. Dobrze, że Pan do tego wraca, nawet jeśli takie namolne przyglądanie się jednemu tematowi, może wygenerować wrażenie, żeśmy się napalili na tę cenzurę AR w MGB jak szczerbaty na suchary.

    Arsonaniści są prawie o tym samym. O branzlowaniu opinii prostą formułką bezbarwnego półszablonu, jako kolejnego, ostrożnego sposobiku na wyrafinowany autolans cwanych kolesi wiecznie do przodu i rwaniu na to kasy od ogłupiałego ale ambitnego urzędasa od obrony narodowej. Obrony narodowej tendencji parcia na top ...byle czym i na władzę ...jakąkolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy15:21:00

      Przepraszam, naturalnie Rottermund. Także Iza Kowalczyk, a nie Iza Kowalczak.
      Panie Andrzeju, obiecuję rzetelniej sprawdzać moje komentarze przed publikacją na blogu!!!

      Pozdrowienia z Hamburga - max dogin :)

      Usuń
  27. Ten orełek U. ma plastyczny polot syrenki warszawskiej: pół na pół dla pół....... .

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, i nie ma w tym mojej ingerencji, ale moje komentarze pozostają na końcu strony pomimo napływających po nich, kolejnych wpisów gości. Ta usterka techniczna powoduje zamieszanie na stronie i wątpliwość, co jest stawianą kwestią a co odpowiedzią. Mam nadzieję, że niebawem to ustąpi.

    OdpowiedzUsuń
  29. Do Mike'a - Pisze Pan:
    Do powszechnych praktyk należy zatajanie (albo lepiej: nieudostępnianie) takich informacji publicznie przez muzea - nigdzie, na żadnej stronie polskiego muzeum, nie spotkałem takich danych, nawet archiwalnych."

    Proponuję wejście na stronę eGospodarka.pl (można wpisać w wyszukiwarkę np. frazę: eprzetargi Muzeum Sztuki lub inne dowolne, a po otwarciu nalezy wejść na "Wyniki przetargów". Wszystkie informacje o zakupach, wysokości i ilości napływających ofert, koszty zamówień są klarownie opisane. Dzięki temu mogę się np. dowiedzieć, ile kosztowało wypożyczenie sprzętu audiowizualnego (po to m.in. by Robakowski mógł się produkować) tylko na wystawę Korespondencje (57.342,60 zł) w MS2. Poniżej link do tej info:

    http://www.przetargi.egospodarka.pl/36974_Wypozyczenie-wraz-z-transportem-montazem-i-odbiorem-sprzetu-audiowizualnego-w-zwiazku-z-realizacja-wystawy-pt-Korespondencje-Sztuka-wspolczesna-i-uniwersalizm-dla-Muzeum-Sztuki-w-Lodzi_2013_2.html

    OdpowiedzUsuń
  30. Miałem na myśli zakup obiektów do zbiorów, w tym wypadku do MSN.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. Zakupy też tam są, tylko trzeba to przejrzeć, jak ktoś ma czas i mocne nerwy. Pozdr. AB

    OdpowiedzUsuń
  32. Anonimowy05:39:00

    „Arsonaniści są prawie o tym samym. O branzlowaniu opinii prostą formułką bezbarwnego półszablonu, jako kolejnego, ostrożnego sposobiku na wyrafinowany autolans cwanych kolesi wiecznie do przodu i rwaniu na to kasy od ogłupiałego ale ambitnego urzędasa od obrony narodowej.”


    Ciekawostka
    --------------
    R. Ziemkiewicz: „Najlepiej oceniani są z reguły Minister Spraw Zagranicznych i Minister Kultury. Nie dlatego, że robią coś szczególnie dobrego, tylko dlatego, że dyplomacja międzynarodowa i kultura to dziedziny, z którymi przeciętny Polak nie ma żadnej styczności, a rozkład służby zdrowia odczuwa na swojej (lub swojej rodziny) skórze prawie każdy.”

    OdpowiedzUsuń
  33. Anonimowy19:24:00

    "właśnie, Panie Maxie, między innymi o to mi chodziło, zadając w jednym z pierwszych komentarzy pytanie o kontrolę nad tym co, od kogo i za ile się kupuje, nie tylko do MSN, za - bagatela - 6,7 mln złotych! Pan Andrzej trzeźwo odpowiedział, że nikt tego nie kontroluje, poza ściśle zainteresowanymi tym tematem w aspekcie finansowym (...)" (Mike)

    "Do niedawna wydawało mi się, że wśród rozlicznych czynników stymulujących ruch w "interesie" sztuki lideruje stan niepewności i powątpiewania, zwłaszcza w tzw. aksjomaty. Było to wyrazem akceptacji faktu permanentnego poruszania się wśród wartości niewymiernych, prawd nieoczywistych, propozycji z natury ryzykownych. Do niedawna, nawet utytułowanych i zaawansowanych wiekiem twórców oraz ich mentorów, do końca, łapczywie zżerały wątpliwości w odniesieniu do własnych, nawet wielokrotnie poświadczonych, osiągnięć." (Andrzej Biernacki)
    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Praca "Deutsch-Polnische Freundschaft" Ukłańskiego i jego "dubiose" lądowanie w kolekcji MSN, jak i wiele innych wymienionych na jego internetowej stronie z zakupami są znamiennym dowodem, że "(r)uch w interesie sztuki", co słusznie zauważył pan Biernacki, który powinien stymulować "stan niepewności i powątpiewania...zwłaszcza w tzw. aksjomaty" zamienił się w spektakl, w którym urzędnicy muzeum urządzili sobie, nie tylko przyjemną zabawę, lecz jak informuje tekst pod zdjęciem „Burłacy” Pawła Althamera¹ na internetowej stronie MSN, zafundowali sobie na koszt podatnika także prywatne mauzoleum.

    Oczywiście w sytuacji, kiedy po jego śmierci Beuysa, „rozszerzone pojęcie sztuki” zostało w instytucji sztuki tak dalece rozciągnięte, że zagubiło swoje znaczenie, jest teraz ofiarą tolerancji urzędnika, która wsysa kolejne jego teoretyczne wcielenia, przyklaskując i kupując każde plastyczne pierdnięcie. Każdy taki kupiony "bąk" ma być dowodem na to, że instytucja żyje i sztuka razem z nią, gdzie są jej granice, tak naprawdę nikogo to nie obchodzi. Przyjdzie niebawem czas, że MSN zorganizuje występy jakiemuś naślawodcy Joseph´a Pujol´a², który za przykładem mistrza z 19 wieku zasłynie ponownie artystycznym uwalnianiem gazów jelitowych.

    Patrząc na nowości w kolekcji MSN i pamiętając "samowolę" kupna "Deutsch-Polnische Freundschaft" Ukłańskiego, warto powtórzyć opublikowany w "Die Zeit" (04.01.2010) tytuł artykułu: "Sammeln wir die falsche Kunst?" ("Czy kolekcjonujemy złą sztukę?"), w którym autor analizuje sytuację na rynku sztuki zachodniej i brak estetycznych kryteriów charakteryzujący obecny handel sztuką. Zasugerował tezę, że już w 19 wieku ważni artyści nie zostali rozpoznani i że sytuacja taka się dzisiaj ponownie powtarza?

    OdpowiedzUsuń
  34. Anonimowy19:36:00

    Czy aby MSN nie kupuje złej sztuki?

    Jakie wybory i kryteria estetyczne dyktują zakupy do muzeum?
    Kto sprawuje "kontrolę nad tym co, od kogo i za ile się kupuje?"
    Jakie prywatne "układy i powiązania" zachodzą przy zakupach?

    Czytając tekst pod pracą "Burłacy" Pawła Althamera na internetowej stronie MSN, odnoszę wrażenie, że MSN nie potrzebuje już nawet merytorycznego usprawiedliwienia, aby uznać ją za godną zakupu? To, że praca Ukłańskiego "Deutsch-Polnische Freundschaft" jest już częścią kolekcji MSN, to zasługa jego przebiegłego marketingu i układów. Ukłański stylizuje się chętnie na artystę krytycznego, najlepiej z dozą ironii, bo to jest w pewnych kręgach systemu sztuki niepodważalny argument dobrej sztuki? Należy użyć znanych symboli "Solidarności", czy twarzy Jana Pawła II, a najlepiej z portretować prywatnego kolekcjonera sztuki i później skomentować:

    "Zrobiłem też portret Francois Pinault³, szefa wielkiego konsorcjum i kolekcjonera sztuki. To kolorowa czaszka z piszczelami. Poprosiłem go, by zrobił rentgen swojej czaszki i rąk. Kolekcjonerzy są z jednej strony często uważani za osoby działające charytatywnie, a z drugiej za piratów, którzy łupią ludzi, kupują tanio i sprzedają drogo. To portret wzorowany na pirackiej fladze, mógłby być odczytany negatywnie. Po otwarciu muzeum z jego zbiorami w Wenecji nagle wylądował jako główny emblemat tej wystawy, można było sobie kupić koszulkę z nadrukiem. Pinault zaaprobował to, widocznie ma poczucie humoru." (""Solidarność" to pusty znak", Dorota Jarecka, Gazeta Wyborcza 15.06.2007).

    Potem powiesić go na wystawie "Where are we going?" (30.04.06-01.10.06)⁴, pierwszej publicznej prezentacji kolekcji sztuki właściciela Palazzo Grassi w Wenecji, za sprawą kuratorowanej przez jego żonę Alison M. Gingeras (pracownicy tejże instytucji). Ot i gotowe! Jak wkraść się w łaski wszechpotężnego, prywatnego kolekcjonera nie potrzeba dzisiaj specjalnych, dodatkowych korepetycji. Wystarczy wiedza, że posiada nieograniczoną władzę w sytemem sztuki (nie wspominając fakt, że stworzył własny obieg sztuki) i potrafi kierować karierami wybranych artystów, uskrzydla motywację do współpracy. Motyw pirackiej flagi nie jest owocem publicznej, krytycznej dyskusji, jest już dziełem sztuki per se w prywatnej kolekcji. Po takim odważnym portrecie, to już mała bagatela dla Ukłańskiego i towarzyszących układów, wcisnąć konjunkturalną "Deutsch-Polnische Freundschaft" do kolekcji MSN. Koledzy i koleżanki z systemu nasycą pojęcie "pustych znaków" Ukłańskiego (niepustym) symbolicznym znaczeniem. Amen!


    Pozdrowienia z Hamburga – max dogin :)


    1.http://artmuseum.pl/pl/kolekcja/praca/althamer-pawel-burlacy
    2.http://pl.wikipedia.org/wiki/Joseph_Pujol
    3.http://www.palazzograssi.it/en/exhibitions/where-are-we-going.html
    4.http://www.perrotin.com/Piotr_Uklanski-works-oeuvres-8843-11.html


    OdpowiedzUsuń
  35. O poruszanych tu przez maxa dogina kwestiach rodzaju zakupów do MSN pisałem czas jakiś temu do Arteonu. Poniżej więc fragment z mojego tekstu Misterium Sztuki Naciągania:

    Nie bacząc na fakt, iż siedziba jest tymczasowa a los nowej, planowanej od 7 lat nadal niepewny, MSN wśród polskich muzeów stało się rekordzistą jeśli chodzi o tempo zakupów dzieł do zbiorów. Spieszą się. Pisałem już, że sam tylko zestaw „filmów” zakupionych przez zespół MSN pod wodzą Joanny Mytkowskiej, już teraz liczy grubo ponad 400 pozycji. Sumy jakie za nie płaciło polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wahały się od kilku do kilkuset tysięcy. Najwięcej, bo aż 470 tysięcy zł z kasy polskiego dziedzictwa otrzymał przedstawiciel dziedzictwa narodowego Holandii, ni(e)jaki Arnout Mik. Tytuł jego pracy - Communitas (z łac. Wspólnota) wiele wyjaśnia, bo właśnie pewna wspólnota jak złota klamra spina całość tych zakupów. Okazuje się bowiem, że detalicznie WSZYSTKIE prace z zagranicy:
    - Sharon Hayes (83 tys. zł),
    - Olgi Czernyshevej(ok. 120 tys.),
    - Iona Grigorescu (106 tys.),
    - Daniela Knorra(96 tys.),
    - Sanji Iveković (42 tys.),
    - Jonathana Horovitza (135 tys.),
    - Yael Bartany (140 tys.),
    - Deimantasa Narkeviciusa (136 tys.),
    - Katheriny Seda (28 tys.),
    - Ahlam Shibli (100 tys.) i
    - Gustava Metzgera (355 tys. zł)

    w sumie za ponad 1,2 mln zł, DAWNA SZEFOWA Fundacji Galerii Foksal, obecnie szefowa MSN Joanna Mytkowska zakupiła od twórców wystawianych i promowanych przez Adama Szymczyka, szefa Kunsthalle w Bazylei czyli DAWNEGO KOLEGI Mytkowskiej z warszawskiej FGF. Notabene także większość polskich zakupów do zbiorów MSN obejmowała ICH WSPÓLNYCH „PODOPIECZNYCH”!!!

    Teraz MSN musi zdigitalizować powyższe zakupy, więc już wystąpiło do Narodowego Instytutu Audiowizualnego o kolejne, pozabudżetowe ponad 600 tysięcy na 2013 rok.4

    OdpowiedzUsuń
  36. Anonimowy02:26:00

    „urzędnicy muzeum urządzili sobie, nie tylko przyjemną zabawę, lecz jak informuje tekst pod zdjęciem „Burłacy” Pawła Althamera¹ na internetowej stronie MSN, zafundowali sobie na koszt podatnika także prywatne mauzoleum.”


    http://tvp.info/informacje/kultura/azja-i-burlacy-w-sercu-kraju/11047718

    W tej pracy „Burłacy” Pawła Althamera brakuje mi pewnego elementu. Moim zdaniem w tle tych postaci powinien stać znak, kierunkowskaz (oczywiście też biały, ale z czarnymi napisami)

    http://fr.fotolia.com/id/42167021

    Którego ramiona wskazujące kierunek marszu „11 pierwszych członków zespołu Muzeum” powinny informować: PYCHA, PARTACTWO, PRYWATA. Natomiast ramiona wskazujące kierunek przeciwny do ich wędrówki, powinny głosić: SZTUKA, HONOR, OJCZYZNA.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy02:56:00

      >>>>> "(...)zafundowali sobie na koszt podatnika także prywatne mauzoleum.”

      Jeżeli mieli zamiar stworzyć sobie „prywatne mauzoleum”, to trzeba było postawić na prawdziwych artystów, a nie cwaniaków, jak i oni sami. Bo po przejęciu tej kupy śmieci – szumnie zwanej kolekcją muzeum - przez kogoś znającego się na sztuce, wszystkie te „relikwie degrengolady” powędrują na wysypisko. Na pewno na śmietnik historii - nikt tego nie zechce odkupić, nikt nie zechce podziwiać.

      Usuń
    2. Anonimowy03:54:00

      No właśnie, co zrobić w przyszłości z tymi śmieciami? Publicznie się tym chwalić wstyd. Zresztą szkoda galeryjnej przestrzeni na eksponowanie gniotów. Sprzedać komu? Nie znajdziesz frajera! Wywalić na śmietnik? Podniesie się wrzawa, że pieniądze wyrzucasz podatnika. Najlepiej, chyba, spakować to wszystko na amen do kontenera, a wirtualnie prezentować na stronie internetowej MUZEUM KICZU POSTKOLONIALNEGO. :)

      Usuń
  37. Mniej martwi przyszłość tych prokreacji, a dużo bardziej spustoszenie jakie wywołują w całkiem współczesnych głowach i kasach.

    OdpowiedzUsuń
  38. Anonimowy17:47:00

    „(...)na czoło szybkiej, polskiej sztuki i krytyki, uszy wysunął Szybki Królik –jak o sobie mawia-, czyli Łukasz Gorczyca z warszawskiej galerii Raster(...)bo szybki szybko ZDOBYWA CO CHCE. Głównie od stołecznego, powolnego urzędnika: a to 360 m.kw. przestrzeni na Wspólnej za niewygórowaną cenę, a to granty na wszystkie wydawane w Rastrze publikacje „ze środków miasta stołecznego, lub ministerialne z MSZ i MKiDN, a to „bilet” na targi za kilkadziesiąt tauzenów do Londynu czy Bazylei.”(Andrzej Biernacki)
    ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Cytat pana Andrzeja i apel DO WAS jest powodem, aby ponownie rzucić okiem na sytuację zachodniego art world’u. Znany niemiecki krytyk sztuki, Stefan Heidenreich wziął niedawno pod lupę berliński "Gallery Weekend" 2013¹ i porównał tendencję wpisującą się w tego rodzaju imprezy do 2 klasowego podziału społeczeństwa (ZWEI-KLASSEN-GESELLSCHAFT). Pozwolę sobie na zdanie relacji z tego, co zauważył, dodając parę dodatkowych informacji i nie dziwmy się, dlaczego „Szybki Królik -jak o sobie mawia-, czyli Łukasz Gorczyca z warszawskiej galerii Raster” tak skrupulatnie zbiera pieniądze „(g)łównie od stołecznego, powolnego urzędnika”, pilnie promuje swoich artystów i skutecznie kumuluje władzę. Czyżby coś na wspomniany temat już wiedział? Przecież od dawna jego galeria bierze udział na międzynarodowych targach sztuki? A może już kopiuje skutecznie płynące z tamtąd przykłady? Sadzę, że nie odstraszę pana Andrzeja i komentatorów blogu (prosto z serca) przydługawym komentarzem?

    GALERRY WEEKEND

    Gallery Weekend należy do najbardziej prestiżowych, komercjalnych, galeryjnych spotkań. Oficjalnie w 2013 roku brało w nim udział 51 galerii, z tego bardzo mała część z Berlina. Udział mogły sobie zapewnić tylko te galerie, które zapłaciły - przynajmniej 7000 euro. Setki innych z powodu niewystarczającego finasowego budżetu, nie wzięło udział. Suma ta nie jest niczym szczególnym, wiedząc, że małe stoisko galeryjne (koje) na Art Cologne - kosztuje od 11000 euro w górę. Gallery Weekend w Berlinie został otwarty w czwartek wieczorem, 25 marca tego roku, w ambasadzie Francji, połączony z sobotnim zaproszeniem na obiad. Każda galeria biorąca udział na targach sztuki, otrzymała do dyspozycji samochód, gwarantując ekstra objazdy dla kuratorów, kolekcjonerów sztuki i urzędników muzeów. Poza tym, specjalne przyjęcia, zaproszenia na obiady i przygotowane zaplecza dla prominentów, którzy mogli zakupić prace wyświetlone na mega-display’ach prosto z atelier.

    OdpowiedzUsuń
  39. Anonimowy17:58:00

    CO NALEŻY WIEDZIEĆ O RYNKU SZTUKI?

    Rynek sztuki jest mały. Ilość ważnych, bogatych kupców sztuki liczy nie więcej, niż kilka setek. Już rok temu cytowałem na blogu „strasznasztuka2”² na ten temat opinię znanego kolekcjonera i handlarza sztuką Haralda Falckenberga (jego prywatna kolekcja sztuki zaliczana jest przez Artnews do 200 najlepszych na świecie), według której rynek sztuki jest w sytuacji REFEUDALIZACJI (polecam ten komentarz) i nie wiele różni się od wniosków Stefan’a Heidenreich’a. Stefan Heidenreich szacuje liczących się kolekcjonerów sztuki na całym świecie na kilka tysięcy. Mimo finansowego kryzysu 2008 i w następstwie znanych politycznych decyzji, majątki ich i innych (multi)milionerów nie zostały istotnie uszczuplone. Wręcz przeciwnie, dalej się pomnożyły. Handel sztuką ma się dobrze i jak wynika z licznych branżowych informacji, ceny za sztukę rosną w górę. Sztuka jest alternatywną formą inwestycji.

    Liczba wyższej klasy średniej - prawnicy, lekarze, psychiatrzy i właściciele małych firm, których nie było stać dotychczas na zakup prac gwiazd sceny wizualnej i chętnie kupowali sztukę w małych formatach i rozmiarach od mniej znanych artystów, znacznie zmalała. Ta tendnecja wpłynęła istotnie na zachowanie i zarobki artystów. Szybka promocja artystek/ów na rynku sztuki, oznacza teraz szybką promocję własnej marki, która gwarantuje – FINANSOWĄ STABILIZACJĘ I ZYSK HANDLOWY -, jej brak – NIEPEWNOŚĆ -, często połączona z - UBÓSTWEM. Przykłady Damiena Hirsta, Jeffa Koonsa i Takashi Murakami wskazują na wzrost, nie tylko wśród światowych gwiazd, liczby atelier o rozmiarach małych firm, z których szybko obsługuje się listę klientów. Kolekcjonerzy sztuki kupują tam sztukę i rzadko zwracają uwagę na jej jakość. Ta zdolność dawno się nie liczy. Zasięgają rady kuratorów i galerzystów - Erfuellungsgehilfen, jak ich nazywa Falckenberg - i działają według dewizy: „Kto zarabia szybkie pieniądze, nie ma czasu martwić się o szczegóły.”, albo (cytując pana Andrzeja): „Bo szybki szybko ZDOBYWA CO CHCE!!!!”

    Zachodni galerzyści nie sprzedają sztuki w galeriach. Ich obroty handlowe powaźnie zmalały. Pomieszczenia i nazwa „galeria” służą im po to, aby ułatwić udział na targach. Bez pomieszczeń nie ma galerii, bez nazwy „galeria” nie ma dostępu na targi sztuki. Tam zarabia się najwięcej pieniędzy. Galerzyści to obecnie koczowniczy lud i można ich wszędzie spotkać - w Mailand, Brukseli, Madrycie, Paryżu, Nowym Jorku, Turynie, Hongkongu. Kto bierze udział na Art Basel, Basel Miami Beach, lub Frieze gra w pierwszej lidze. Dostęp do nich jest utrudniony. Dla małej galerii wynajęcie stoiska z transportem i rezerwacją w hotelu, poniżej 15000 euro jest niemożliwe. Wystarczą 2 udziały bez znaczącego obrotu handlowego i targowa przygoda na Art Basel kończy się, bez finansowego zabezpieczenia, jej konkursem. Rynek sztuki pierwszej ligi zaostrzył kontrolę swoich granic. Prominenckie Galerie, które reprezentują swoich promi-artystów nie chcą sobie popsuć interesu, wpływów i marki. Kto pozbywa sie naiwnie wiernych kolekcjonerów sztuki i innych bogatych klientów? Na Art Basel 42 Galeria Gogosian przywiozła prace Hirsta & CO o wartości 250 milionów dolarów. Część z nich sprzedała w ciągu 15 minut za 45 milionów dolarów. To przykład jeden z wielu. Wewnętrzne walki o władzę na rynku sztuki są na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
  40. Anonimowy18:11:00

    RYNEK SZTUKI I WŁADZA

    Jak rynek sztuki decyduje o wzlocie i upadku galerii, i jej artystów? Jakie uzależnienia kierują tym procesem, przedstawia sytuacja w Berlinie i wydarzenia na Art Basel.

    Dokładnie 9 prywatnych galerzystów powołało do życia Gallery Weekend w 2004 roku i 4 lata później Art Berlin Contemporary (ABC), która z założenia nie miała formy targów, lecz coś na wzór „Art Unlimited“ Art Basel. Do dzisiaj grupa założycieli z takimi aktorami, jak: Guido W. Baudach, Mehdi Chouakri, Joanna Kamm, Klosterfelde, Meyer Riegger, Galeria Neu, Neugerriemschneider, Esther Schipper, Zak-Branicka, zachowała wpływ na Gallery Weekend i ABC. Po drodze w 2011 wyeliminowali, po wieloletnich konfliktach, konkurencyjne Art Forum (ABC nie udzieliło Art Forum oczekiwanego poparcia) i tym sposobem, powstała nowa konstelacja władzy na rynku sztuki w Berlinie. Od tej pory nie ma innego, takiego targowego formatu w mieście. Wspomniani aktorzy dominują interes i wpływają na międzynarodową konkurencję. Zasięg ich powiązań jest szeroki i skutecznie wpływa na gremia innych międzynarodowych targów, w których najczęściej zasiadają. Dla długoletnich uczestników Art Basel nie jest tajemnicą, że o ich udziale, czy odmowie na targach, nie decydują objektywne kryteria jakości. Komisja rekrutacyjna Art Basel, której jurorzy są zarazem uczestnikami targów, eliminuje konkurentów, kierując się zasadą konfliktu interesu. Doskonale ilustruje ten proceder odmowa uczestnictwa galerii Eigen+Art³ na tragach sztuki w Bazylei z przed 2 lat, która zarazem odsłoniła zakulisowe konszachty berlińskich, prywatnych galerzystów, wchodzących w skład 6-cio głowej komisji rekrutacyjnej (obok galerzystki z Zurychu Evy Presenhuber, Davida Juda z Londynu i Xaviera Hufkens z Brukseli, 3 reprezentowało Berlin: Tim Neuger (neugeriemenschneider), Claes Nordenhake (Galeria Nordenhake) i Jochen Meyer (Galeria Meyer Riegger)), którzy byli równocześnie akcjonariuszami Gallery Weekend i ABC. Gerd Harry „Judy” Lybke, szef Eigen+Art, zaskoczony ich decyzją, przypuszczał, że jest nie tylko niedozwoloną praktyką ograniczającą konkurencję⁴, ale wyraża osobiste animozje. „Berlińczycy nie mogą mnie ścierpieć” – skwitował krótko. Zacięte walki pomiędzy prywatnymi galerzystami w Berlinie mają charakter prywatnej „Cosa Nostry”. Jej rozbudowany system działa następująco: kandydat/ka urządza wernisaż podczas Gallery Weekend, potem wynajmuje koje na Art Berlin Contemporary. Tam spędza kilka lat w tzw. „czyścu” sekcji Art Statements i dopiero wtedy, być może, otrzyma propozycję uczestnictwa na Art Basel. Jeśli nie będzie się trzymać reguł tego systemu, albo, nie daj Boże, zdradzi ich istnienie, zostanie z rodziny wykluczony/na. Los taki podzielili m.in. galerzysta Mehdi Chouakri i galerzystka Giti Nourbakhsch. W przeciwieństwie do Mehdi Chouakri, który dyplomatycznie przeczekał wykluczenie z Art Basel, Giti Nourbakhsch, po wycofaniu się z komitetu organizacyjnego Gallery Weekend 2010 (powód: wewnętrzne konflikty) nie była zaskoczona, że zostanie wyrzucona z Art Basel 2011. Skomentowala odmowę uczestnictwa: „Ogólnie wiadomo, że nie powinno się jurorom Art Basel przeciwstawiać, nawet, kiedy miejscem akcji jest Berlin.” Opublikowala otwarty list⁴ do jury-kolegów i koleżanek z Art Basel i zamknęła galerię, komentując: „Przeszła mi ochota, dalej pracować w tym kumoterskim mieście.“

    OdpowiedzUsuń
  41. Anonimowy18:14:00

    Koncentracja prywatnej władzy na rynku sztuki w Berlinie spowodowała w między czasie negatywne skutki. Dystrybucja pieniędzy rozłożyła się na coraz mniejszą liczbę artystów. Prywatne galerie są zainteresowane przede wszystkim takimi artystami, bo na nich można zarobić duże pieniądze. Największym niebezpieczeństwem są jednak - Big Player -, galerie, które z ogromnych finansowym budżetem agitują na całym świecie. W 2013 Gallery Weekend oficjalnie zaprosiło, około 1000 ważnych prywatnych kolekcjonerów sztuki z całego swiata, którzy zakupili lwią część propozycji prywatnych galerii. Na przegranej pozycji znaleźli się ci artyści i liczne galerie w Berlinie, którzy razem nie reprezentowali tylko czysty business i nie zaliczali się bezpośrednio do wyżej opisanego obiegu. Ta samo spotkało publiczność, która rzadko mieszała się na Gallery Weekend z zaproszonymi kolekcjonerami sztuki i prominenckimi gośćmi. Wielu odstraszyły wysokie ceny biletów na targi. Ci, którzy zdecydowali się na wizytę, przypatrywali sie z daleka prominenckim spektaklom w ramach - 2 klasowego podziału społeczeństwa.


    Pozdrowienia z Hamburga – max dogin :)


    1.http://www.gallery-weekend-berlin.de/
    2.http://strasznasztuka.blox.pl/2012/04/Wszyscy-jestesmy-kanibaliami.html
    3.http://www.art-magazin.de/kunstmarkt/37695/art_basel_eklat
    4.http://kunst-blog.com/2011/01/erganzung_press.php

    OdpowiedzUsuń
  42. Pnie maxie, dzięki za wpis. Na razie nie mogę, ale z przyjemnością ustosunkuję się do tego, co Pan napisał. Zastanawia mnie jednak pańskie zdanie, mówiące o koncentracji prywatnej władzy na rynku sztuki w Berlinie. Jeżeli nawet jest ona faktem, to warto by wybadać w jakim stopniu na to zjawisko wcześniej wpłynęła koncentracja władzy określonego typu w publicznych instytucjach sztuki tamże. A także w Szwajcarii (Kto zawiaduje np. ArtBasel, bo prywatni galernicy są tam przecież tylko zamówieni do jury. Przez kogo?) Przypominam o zjawisku nacjonalizacji kosztów i prywatyzacji zysków. W Berlinie mamy do czynienia przwdopodobnie już z tym drugim etapem. Pozdr. AB

    OdpowiedzUsuń
  43. Anonimowy04:01:00

    I ja dziękuję Panie Maxie za podzielenie się z nami tymi informacjami. Ale podobnie jak Pan Andrzej widzę w tym tylko część procederu podporządkowywania sobie europejskiego rynku sztuki przez Art-kartel.

    Akurat podziały klasowe w czasie trwania targów to nic szokującego. Jest rzeczą naturalną i to nie tylko w świecie sztuki, że bogaci organizują sobie zamknięte przyjęcia - nie moje małpy nie mój cyrk. Mnie bulwersuje inna strona tego targowiska próżności. Czyli właśnie to, co Pan Biernacki nazywa NACJONALIZACJĄ KOSZTÓW I PRYWATYZACJĄ ZYSKÓW. Słowem zwykłe złodziejstwo i pasożytnictwo na społeczeństwie. Odbywające się m.in. dzięki temu, że urzędnicy zatrudnieni w państwowych galeriach lub fundacjach pobierających pieniądze z państwowych środków na kulturę są cichymi współpracownikami Art-kartelu. Są osobami skorumpowanymi.

    Skoro przy zakupach do kolekcji muzeów, albo przy wyborze artystów do repertuaru takiej placówki, nie decydują obiektywne kryteria jakości, a jedynie widzimisię kuratora, bądź np. dyrektora, to artystą przyjętym na muzealne salony może być każdy (jak zapewnia pewna Anda, jeden z bardziej wpływowych polskich pasożytów kultury). Kartel posyła więc byle kogo do swojego człowieka w państwowej galerii. Tam za forsę podatnika robi mu się wystawę, wydaje albumy, obwozi po świecie, po innych galeriach obsadzonych przez ludzi zaprzyjaźnionych z kartelem, no i oczywiście targi sztuki! Jeszcze tylko jaki zaprzyjaźniony pismak (w Polsce np. z Gazety Wyborczej) wysmaruje pozytywną recenzję i w informacyjnym obiegu Artystyczne Zero (np. taki Uklański) zyskuje status Gwiazdy. Jakby kto się czepiał? Macha się takiemu niedowiarkowi przed oczami spisem tych wszystkich wystaw Zera w renomowanych galeriach i pozytywnymi recenzjami, a tam: Berlin, Londyn, Warszawa… I nieznającym się na sztuce pałka mięknie. Może nastąpić drugi etap, czyli odcinanie kuponów. Zero jest sławne i jego stajnia może się na tej sławie obłowić. Wyduszanie publicznej kaski odbywa się najczęściej dwoma sposobami.

    Pierwsza sposób, to możliwość wyciągania od państwa pieniędzy na nazwisko Gwiazdy przez rożnego rodzaju pośredniczące fundacje (teoretycznie tylko non-profit). W celu organizowania z udziałem Gwiazdy akcji artystycznych dla ludu, względnie pleneru dla miasta. Jako ktoś tu kiedyś napisał na blogu: w takim przypadku artysta wcale nie musi być kreatywny, wystarczy, że kreatywny będzie księgowy fundacji. I wsiąka w prywatną kieszeń 20% tego czym sypnie minister kultury. Np. wystarczy, że fundacja zleci wykonanie jakiegoś technicznego zadania związanego z akcją artysty zaprzyjaźnionej firmie. Właścicielem jej na ogół jest dalszy członek rodziny, przyjaciel fundacji. Firma zawyży cenę usługi (żądając w normalnych okolicznościach chorych pieniędzy), ale fundacja z przyjemnością je zapłaci. Dzieląc się pod stołem nadwyżką z wykonawcą. Łupy może nie są tak wielkie, jak w przypadku drugiego sposobu, ale fundacje rocznie mogą zorganizować nawet i kilka takich skoków na kasę. Przy okazji fundacja i artysta bawią się wesoło nie za swoje. Oboje mogą wpisać sobie taką działalność do CV. Jest więc „podkładka” pod wyciąganie kolejnych pieniędzy. No i zaprzyjaźniona z fundacją firma ma zlecenia.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy04:04:00

      Drugi sposób, czyli: ty wyhodujesz za swoje, a gdy urośnie, to my ci to odsprzedamy za podwójną cenę!

      Jak już wypromowaliśmy Artystyczne Zero za publiczną kasę, to teraz reprezentująca go prywatna galeria odsprzeda państwowemu muzeum wypociny twórcze Gwiazdy. Każąc sobie za nie płacić pieniędzmi podatnika jak za zborze. Genialnie proste i skuteczne.

      Tu pojawia się kwestia, której i ja jestem ciekaw w przypadku niemieckiego obrotu sztuką. Mianowicie, jaka część dzieł sprzedawanych przez prywatne galerie – np. na wspomnianych przez Pana Maxa targach – trafia do państwowych placówek wystawienniczych? I jakie galerie sprzedają państwu niemieckiemu najczęściej? Może Pan Max zna te dane?

      Jedno jest pewne. Nim dana Artystyczna Gwiazdeczka zabłyśnie na targach sztuki, musi przejść przez proces nobilitacji wystawiając się w prestiżowych państwowych galeriach. Prywatni nabywcy nie dadzą się nabrać na jej wielkość, jeżeli jej prace nie będą figurować w kolekcjach największych świątyń sztuki, a te zazwyczaj są państwowe. Stąd Art-kartel musi mieć swoich ludzi wśród wysoko postawionych pracowników muzeów na państwowych posadach.

      Inaczej Bogate Leszcze nie wyłożą kilku tysięcy euro za zwykły bohomaz, np. takiego Sasnala, czy Hirsta. Muszą mieć go za dobrą długoterminową inwestycję finansową. A skoro państwowe galerie gromadzą ich prace, to dla leszczy dobry omen. Niestety Leszcze nie zdają sobie sprawy, kto w tych galeriach czyje interesy reprezentuje? I że cały ten artystyczny splendor można o kant dupy potłuc. Zaś obrazy opychane teraz za grube pieniądze, po jakiś 60 latach będą warte najwyżej tyle, ile będzie warta rama w którą zostały oprawione.

      Usuń
    2. Anonimowy14:33:00

      Dziękuję za zainteresowanie moim komentarzem. Nie posiadam takich danych, bo nie znalazłem takiego źródła informacji. Jest możliwe, że gdzieś zostały opublikowane? Tego rodzaju transfery są też często owiane milczeniem (albo są tajemnicą poliszynela). Trzeba jednak uważnie śledzić bierzące wydarzenia w art worldzie, znać ich aktorów, czytać branżowe periodyki i łączyć umiejętnie fakty (co robi często skutecznie pan Andrzej). Fakty jednaj mówią za siebie.

      Oto 2 przykłady ze Stanów Zjednoczonych i Niemiec. I niech mi Anonimowy 04:04:00 wierzy, mogę w każdej chwili podać parenaście innych, ale mój komentarz przybierze rozmiar wykraczający poza ramy blogu (i tak komentuję już zbyt obszernie):

      10 marca 2010 roku otwarto wystawę w New Museum of Contemporary Art w Nowym Jorku, pod tytułem: „Skin Fruit“¹/². Kuratował ją Jeff Koons. Muzeum udostępniło swoje pomieszczenia grecko-cypryjskiemu kolekcjonerowi sztuki i zarazem członkowi jej rady nadzorczej(!) - Dakis’owi Joannou. Wystawił część swojej kolekcji szacowanej na 1500 prac, którą reprezentują takie prominenckie nazwiska, jak: wspomniany kurator wystawy Jeff Koons, Vanessa Beecroft, Takashi Murakami i Maurizio Cattelan. Na wystawie Joannou pokazał 100 prac, które tematyzowały ciało ludzkie, m. in. Matthew Barney’a, Nathalie Djurberg, Mike’a Kelley, Terence’a Koh’a, Tino Sehgal’a i kuratora wystawy Jeffa Koons’a. Branżowa prasa zachodnia zwróciła uwagę na tą wystawę, bo ilustrowała 2 konkurujące ze sobą systemy sztuki i ich wzajemne powiązania. Państwowy i prywatny. Wystawa „Skin Fruit“ zapoczątkowała, zaplanowany w wrześniu 2009 roku projekt New Museum, pod tytułem: „The Imaginary Museum“, udostępniając w regularnych okresach jego pomieszczenia prywatnym kolekcjonerom sztuki i wolną platformę dla ich interesów. Ten krok zakreślił definitywnie wpływ władzy w obecnym systemie sztuki. A więc, kto będzie rozstrzygać o tym, co zostanie pokazane, co uzyska znaczenie i wartość symboliczną. Dotychczas na takie pytania odpowiadały państwowe wystawy i muzea, skutecznie hamując wpływy prywatnych kolekcjonerów sztuki. New Museum of Contemporary Art w Nowym Jorku już od dawna swój międzynarowody prestiż i kolekcję zawdzieńcza ich wpływom. Ten proces rozprzestrzenił się obecnie na niemal wszystkie państwowe muzea na Zachodzie, którym chwalebnym przykładem jest Tate Gallery. W Niemczech, w jednym z największych muzeów, Albertinum, w „Galerie Neue Meister”³ wiszą obrazy Baselitza, z napisem obok: „Prace wypożyczone z prywatnej kolekcji “, pytania o ich pochodzenie, na mocy umowy pomiędzy muzeum i kolekcjonerem, są oficjalnie zabronione. Muzeum nie udziela opini publicznej informacji na ten temat. Jest to naruszenie konstytucyjnego prawa do informacji w Niemczech. Czyje i jakie interesy reprezentują tego rodzaju długotrwałe wypożyczenia, nie potrzeba dalej komentować.


      Pozdrowienia z Hamburga – max dogin :)


      1. http://en.wikipedia.org/wiki/Skin_Fruit:_Selections_from_the_Dakis_Joannou_Collection
      2. http://www.artnet.com/magazineus/reviews/davis/koons-skin-fruit-shaq-size-does-matter3-10-10.asp
      3. http://www.skd.museum/de/museen-institutionen/albertinum/index.html

      Usuń
    3. Anonimowy14:48:00

      http://www.youtube.com/watch?v=eBLlYR3jqtk

      Usuń
  44. Nic dodać, nic ująć. Problemem jednak co z tym zrobić, bo już bardziej zobrazować niż to niektórzy publicznie od lat robią chyba nie można.
    - Wyłożyć to obecnemu ministrowi kultury z osobna, to zdecydowanie strata czasu, bo ten kompletny, kulturalny amator i miłośnik obrony narodowej, wpatrzony w wyżej wspomnianego pasożyta, będzie go bronił jak narodowego dobra.
    - Walczyć z fundacjami, które mają od cholery wolnego czasu i w związku z tym super rozeznanie gdzie łazić i po co jest także beznadzieją.
    - Podobnie jak beznadzieją jest podejmowanie pyskówki z tymi wszystkimi mieszczkami na doktoratach i profesurach, podekowanymi po przeróżnych uniwersytetach okołosztuki, które dobrze wiedzą gdzie stoją konfitury więc, jak gówno do podeszwy, uczepiły się opcji aktualnie wygranej na wszystkich, możliwych frontach. Fuj!

    OdpowiedzUsuń
  45. (...)Nic dodać, nic ująć. Problemem jednak co z tym zrobić, bo już bardziej zobrazować niż to niektórzy publicznie od lat robią chyba nie można.
    ========================================================================
    w kulturalnych krajach to robią tzw. drugi obieg min. przy pomocy internetu...ale to inna bajka.. :)
    ----------------------
    a tymczasem od Pana Arka linka:
    http://fakty.tvn24.pl/teraz-my,330255.html
    -W "Faktach" Londyn, ekskluzywna i prestiżowa galeria Saachi i pierwsza wystawa współczesnych polskich artystów. Polscy twórcy dostają szansę pokazania, co potrafią, w miejscu rzeczywiście unikalnym. Na ich dzieła już spojrzała brytyjska guru tej branży. Czy i kto tę szansę na sukces naprawdę wykorzysta? O tym na chwilę przed otwarciem wystawy.
    -> i Pan SZybki Królik jest bardzo niezadowolony...oj bardzo.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Anonimowy15:13:00

    No, ale pokazali w tym materiale innego "szybkiego królika" z abbey house...

    OdpowiedzUsuń
  47. Anonimowy11:08:00

    „Jako ktoś tu kiedyś napisał na blogu: w takim przypadku artysta wcale nie musi być kreatywny, wystarczy, że kreatywny będzie księgowy fundacji. I wsiąka w prywatną kieszeń 20% tego czym sypnie minister kultury. Np. wystarczy, że fundacja zleci wykonanie jakiegoś technicznego zadania związanego z akcją artysty zaprzyjaźnionej firmie. Właścicielem jej na ogół jest dalszy członek rodziny, przyjaciel fundacji.”
    __________________________________________________________________________________

    Ciekawe, ile podatnika kosztowało odremontowanie tej klatki schodowej?
    http://vimeo.com/18894690

    OdpowiedzUsuń
  48. Wnosząc z nazwisk autorów pomysłu, niemało.

    OdpowiedzUsuń
  49. Anonimowy16:32:00

    http://tygodnik.onet.pl/33,0,80605,kup_pan_cegle_polacy_w_saatchi,artykul.html

    OdpowiedzUsuń
  50. Anonimowy23:37:00

    http://www.obieg.pl/felieton/28861

    OdpowiedzUsuń