3 gru 2018

Andrzej Biernacki. Portfolio wybór



Andrzej Biernacki Postać pochylona, ol./pł. 3x160x130cm 2016-2017



Andrzej Biernacki Rysunek, węgiel, tusz/papier 100x70 cm 1998


Andrzej Biernacki Tryptyk czerwony, ol./pł. 3x160x130cm 2017



Andrzej Biernacki Figury znaki  ol./pł. 3x160x130cm 2018



Andrzej Biernacki Trio, węgiel, tusz/papier 140x100 cm 1989



Andrzej Biernacki XXX pochylona, ol./pł. 2 boki 160x130cm, środek 100x80cm 1987



Andrzej Biernacki Tryptyk żółty, ol./pł. 3x160x130cm 2017


Andrzej Biernacki Rysunek, węgiel, tusz/papier 100x70 cm 1998




Andrzej Biernacki Czerwono czarni, ol./pł. 3x160x130cm 1991-2001



Andrzej Biernacki Postać pochylona, ol./pł. 3x160x130cm 2016-2017




Andrzej Biernacki Psy, boki węgiel/pap. 2x100x70cm 2010, środek ol./pł. 120x90 cm 1991



Andrzej Biernacki Aachen, ol./pł.160x130cm 1989



Andrzej Biernacki Abortus, ol./pł. 3x160x130cm 1989-2008


Andrzej Biernacki Rysunek, węgiel, tusz/papier 100x70 cm 1997



Andrzej Biernacki Ultrama, ol./pł. 3x160x130cm 1993



Andrzej Biernacki Arena, ol./pł. 3x130x97cm 1997-2000


Andrzej Biernacki Pozy, węgiel/pap. 3x100x70cm 2011



Andrzej Biernacki Postać pochylona, ol./pł. 160x130cm 2015



Andrzej Biernacki Chromoksyd, ol./pł. boki 2x160x130cm środek 130x97cm 1998-99


Andrzej Biernacki Rysunek, węgiel, tusz/papier 100x70 cm 1998




Andrzej Biernacki Postać pochylona, ol./pap. 4x100x70cm 2013-2014



Andrzej Biernacki Wanna, ol./pł. 3x160x130cm 1997-2000



Andrzej Biernacki Antracyt, ol./pł. 3x160x130cm 1997-2007



 Andrzej Biernacki Postać pochylona, ol./pł. 3x100x70cm 2016-2017




Andrzej Biernacki Siena, ol./pł. 160x130cm 1996



Andrzej Biernacki Postać pochylona, ol./pł. 3x130x97cm 2016-2017



Andrzej Biernacki Śmkigło, ol./pł. 3x160x130cm 2016-2017



Andrzej Biernacki Tryptyk czerwony, ol./pł. 3x160x130cm 1997-2003



Andrzej Biernacki Lustro, ol./pł. 160x130cm 1998-2001



Andrzej Biernacki XXX, ol./pł. 2x100x70cm 2016-2017


Andrzej Biernacki Rysunek, węgiel, tusz/papier 100x70 cm 1985




Andrzej Biernacki Ukrzyżowanie, ol./pł. 160x130cm 1989



Andrzej Biernacki U2, ol./pł. 3x160x130cm 2018








































9 lis 2018

Fastrygowanie braku. Sienicki w Galerii Milano






Intymne malarstwo w intymnej galerii. Zdawałoby się nic bardziej normalnego, nic bardziej naturalnego. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę ultraskromne predylekcje osobowości autora - Jacka Sienickiego (1928-2000). Może i dobrze by się więc zdawało, tyle że powiedzmy to od razu na wypadek gdyby ktoś rzeczywiście się jeszcze łapał na takie stawianie sprawy: nowa wystawa Jacka Sienickiego w galerii Milano na warszawskiej Saskiej Kępie, to kolejna odsłona, trwającego już 18 lat procesu łatania kompromitującej dziury jaką zionie historia powojennego malarstwa polskiego, i w ogóle polskiej sztuki, po śmierci jednego z najwybitniejszych jej przedstawicieli. 
Skalę tego braku w najważniejszych (przynajmniej de nomine) instytucjach wystawienniczych kraju, jeszcze potęgują takie fakty jak odbywająca się także teraz w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w Warszawie, wystawa laureatów najbardziej prestiżowej polskiej nagrody za malarstwo, Nagrody im. Jana Cybisa. Sienickiego reprezentują na niej 3 obrazy, i to one najdobitniej zaświadczają, że nie da się obecnie wygenerować żadnej, w miarę koherentnej narracji malarskiej, nie uwzględniając tego wśród naszych malarzy, który według określenia Jacka Sempolińskiego był malarzem przede wszystkim. Tzn. takim, który do swoich prawd nie dochodził przez z góry założone, a tym bardziej modne teorie, tylko poprzez pędzel i mądre oko. 









Przecież, gdyby nawet w Zachęcie nie odbywała się wystawa laureatów Nagrody im. Cybisa, tylko np. laureatów krytyki artystycznej, albo polskich malarzy nagrodzonych za granicą (Koszyce, Nowy Jork), albo wystawa najwybitniejszych pedagogów wyższego szkolnictwa artystycznego, lub najbardziej warszawskich z malarzy, albo wystawa twórców, którzy nie zbłaźnili się żadną, kompromitującą przynależnością, którzy wyróżniai się krystalicznością kręgosłupa moralnego, albo wystawa kultowych postaci wśród profesorów warszawskiej ASP, na wszystkich nie mogłoby zabraknąć osobowości i twórczości Jacka Sienickiego. 
Niestety, jest  jak jest. Wspomniana Zachęta, m. in. wspierana gigantem na międzynarodowym rynku afer bankowych, woli promować debiutantów z politycznego klucza imaginacji pani dyrektor, zatrudnionej tam z bezkonkursowej łapanki. 
Nie ma więc arcydzieł Sienickiego w skali obiegu godnym tego autora. Nie ma go w świadomości roczników po 2000 roku wstępujących w progi Akademii, a także nie ma go w szerszej świadomości społecznej, bo część jego prac zaaresztowanych jest w katakumbach magazynów muzealnych (oprócz Muzeum Narodowego w Poznaniu i w Muzeum Okręgowym w Gorzowie Wlkp. gdzie są w stałej ekspozycji).
O czym właściwie mówimy, niech świadczą zamieszczone tu reprodukcje prac artysty. Mały wycinek jednej z wielu serii. Już tych kilka skromnych płócien, gdyby nawet nie namalowałby nic innego, gwarantuje Sienickiemu jedno z najbardziej eksponowanych miejsc w historii tej dyscypliny sztuki, nie tylko polskiej.






6 paź 2018

Matter of the Earth




Wanda Paklikowska -Winnicka, Kompozycja czerwono-niebieska, temp., olej 89x121,5, ok.1957


W piątek, 12 października 2018 r. o godzinie 17.00 w Galerii Browarna w Łowiczu (ul. Podrzeczna 17 u zbiegu z ul. Browarną)  nastąpiło uroczyste otwarcie wystawy malarstwa prof. Wandy Paklikowskiej-Winnickiej(1911-2011). 



Wystawa, o roboczym tytule Matter of the Earth, jest kolejnym w tym miejscu pokazem wybitnej osobowości twórczej, której obecność w świadomości współczesnego odbiorcy sztuki, albo szerzej- uczestnika współczesnej kultury jest mocno problematyczna, żeby nie powiedzieć dobitniej.
Nie zmieniła tego stanu nawet obszerna prezentacja malarstwa  Paklikowskiej-Winnickiej w Zachęcie, Narodowej Galerii Sztuki w roku 2007 (nie mówiąc już o 3 wystawach w tym miejscu zorganizowanych do 2001 r.), kuratorowana przez Joannę Kanię z Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Sytuacja tym bardziej dziwna, że żywot tej wystawy poparła i przedłużyła świetnie opracowana przez jej kuratorkę wraz z zespołem Muzeum ASP, obszerna publikacja towarzysząca, zawierająca katalog niemal całego dorobku malarki. Dorobku niezwykle bogatego, obejmującego najwcześniejsze, sięgające 1945 r. prace olejne, gwasze i rysunki, oraz prace ostatnie z ok. 1994 r.
Okres 50 lat intensywnej pracy twórczej i nieco krótszy okres pracy pedagogicznej, głównie na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, znaczony był świetnymi realizacjami Paklikowskiej-Winnickiej, łączącymi cechy polskiego malarstwa kolorystycznego (m.in. Cybisa), z tendencjami europejskiego malarstwa materii (Burri, Fautrier), korespondującego z niemal równolegle tworzonymi pracami środowiska warszawskiej ASP (Kobzdej, Ziemski).

Wanda Paklikowska -Winnicka, Kompozycja metalowa, temp., olej 100x148, l.1968-72


Do dziś także, otwarta pozostaje kwestia kierunku inspiracji między Paklikowską-Winnicką i niemal pokolenie od niej młodszym Jana Lebensteinem(1930-97), których obrazy, i to uwzględniając zmiany poszczególnych etapów, wykazują oczywisty wpływ przy krańcowo różnych osobowościach (kwestia jednak jakoś istotna w kontekście sporego sukcesu malarza, odniesionego na I Biennale Młodych w Paryżu w roku 1959, oraz jego błyskawicznej, światowej, choć krótko trwającej jako taka, kariery). Przypadek Wandy Paklikowskiej-Winnickiej, osoby o niezwykłej kulturze, podkreślanej przez wszystkich, którzy ją znali, wielkiej łagodności charakteru, głębokiej wrażliwości jak na razie ilustruje stopień, w jakim cechy osobowości "ustawiają" charakter dzieła, ale też jak mogą uformować koleiny dla określonego typu jego recepcji. Oby nie ostatecznie.


Wanda Paklikowska -Winnicka, Pejzaż fantastyczny I, temp., olej 56x118, 1967

27 wrz 2018

SZUM -- Lumpenkultura Zrzuty ... Z S UM wykluczonego podatnika

Mój jubileuszowy prezent dla redakcji Szumu, lubującej się w zgranym grepsie (eksploatowanym m.in. przez Contemporary Lynx), polegającym na opatrywaniu tego samego numeru pisma różnymi wariantami okładek. Poniżej roastowa wersja takiego cacka. Wprawdzie przypomina nieco słynną Czarną Teczkę Stana Tymińskiego, ale za to genialnie (wiadomka - kto robił) zniuansowaną błyskotliwym anagramem Z SUM (SZUM). Anagram ten arcytrafnie oddaje prawdziwą misję periodyku Wydziału Zarządzania Kulturą Wizualną warszawskiej ASP: TEMATAMI RZEKOMO SZTUK WIZUALNYCH, PRZYKRYWANIE DOKONYWANYCH W ICH RAMACH OPERACJI KAPITAŁOWYCH.
Temu ma służyć nienaganny kształt edytorski Szumu i niemal ,,naukowe" zacięcie autorów (przypisy, żargon krytyczno-kuratorski), zgodnie z diagnozą Jaromira Jedlińskiego, ilustrującą zabieg PROFESJONALIZACJI W PROPAGOWANIU WARTOŚCI POZORNYCH 


Słowo też nt. sobotniego spotkania Roast udał się nadzwyczajnie, zwłaszcza, że niespecjalnie dałem się uwieść jego formule, aplikując w to miejsce wszystko co sobie perfidnie zaplanowałem. W czarnej okładce przekazałem redakcji Szumu także wybór moich tekstów na jej temat, które -być może- udało im się taktyczie przeoczyć w czasie, gdy były publikowane. 

Jeśli świętować, to tylko na ostro! Już w najbliższą sobotę wielkie grillowanie Szumu, w rolach głównych Zofia KrawiecDawid Radziszewski i Andrzej Biernacki aka "Bezan", nad smażeniem będzie czuwała wodzirejka Tomek Pawłowski, na ukojenie nerwów zagra Arman Galstyan, ugości nas Grzegorz Lewandowski, a super grafikę przygotował Horacy Muszyński i Marta Krysińska. Widzimy się!


Powyższy anons umieścił na swojej stronie facebookowej magazyn SZUM. Z przyjemnością przyjąłem zaproszenie na to spotkanie, które organizatorzy/ redaktorzy pisma zaplanowali w formule Stand Up-u /Roasta. Ponieważ bliska mi jest ta formuła, zwłaszcza wtedy kiedy na ząb biorę właśnie ten periodyk, zabawa może być całkiem w porzo. 
Nie ukrywam, że moje zaskoczenie faktem tego zaproszenia było wielkie. Przyznam, ze różne cechy trójki naczelnych Szumu -Karoliny Plinty, Jakuba Banasiaka i Adama Mazura miewałem w pogardzie, ale od teraz bedę ich tylko podziwiał  ...za odwagę!

Bar Studio g. 19.00   plac Defilad 1, 00-901 Warszawa 

3 lip 2018

60 z czego 18, czyli ja u siebie




Andrzej Biernacki, ol./pł. 160x130cm, 2017


Pokazując zwykle co się lubi, czasem trzeba pokazać co się ma. Nie, żeby zaraz miało się  coś specjalnego do pokazania, tylko -po prostu- coś bieżącego. Nawet jeśli drepcze się wciąż koło TYCH SAMYCH spraw, chociaż -może- nie koło TAKICH SAMYCH. Ale tylko tak trzeba. I tylko tak się da.

Wystawa malarstwa Andrzeja Biernackiego w Galerii Browarna. Otwarcie 30 czerwca (sobota) o godzinie 17.00. Wystawa będzie czynna w piątki, soboty i niedziele w godz. 16.00-18.00. Wstęp wolny. Inf. tel. 691 979 262.




Andrzej Biernacki, 2018, ol./pł. 3 x 160x130cm




przestrzeń Galerii Browarna, obrazy Andrzeja Biernackiego ol./pł. 6 x 160x130cm, 2017

11 cze 2018

Stefan Krygier w Nowym Jorku




Stefan Krygier II Ośrodek Kondensacji Formy, Green Point Projects, Nowy Jork 2018, fot. Włodzimierz Pietrzyk











   fot. Włodzimierz Pietrzyk


,,Polska to bardzo dziwna kraj" - konstatował swego czasu niejaki Zulu Gula, a właściwie nieukrywający się pod tą ksywką, znany satyryk, a także poseł na Sejm RP, Tadeusz Ross. Ross przekazywał w ten sposób wrażenia, jakie mógł odnieść przebywający w naszym kraju potencjalny obcokrajowiec, a w tym konkretnym przypadku, czarnoskóry przybysz z kraju, w którym szamanizm nie jest praktyką przeszłości.
Piszę o tym w kontekście jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tzw. łódzkiej awangardy - Stefana Krygiera, i jego trwającej właśnie wystawy w  nowojorskiej galerii Green Point Projects.
Krygier to dokładnie ten sam artysta, którego istnienie i arcyważny dorobek przez ostatnie lata bardziej ukrywał niż udostępniał niejaki Jarosław Suchan, aktualnie urzędujący dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, ostatnio, czyli w Roku Awangardy, nagrodzony między innymi za stosunek do Krygiera Nagrodą Sybilla coś tam, coś tam...



















fot. Włodzimierz Pietrzyk

W Nowym Jorku, tym oku cyklonu światowej sztuki, pokazany został II Ośrodek Kondensacji Formy Krygiera (prezentowany m.in. w Galerii Browarna w 2011 r.), gdy tymczasem I OKF, od dziesięcioleci tkwi szczelnie schowany w magazynach Muzeum Sztuki.

Jak relacjonuje właściciel nowojorskiej galerii, Sławomir Górecki

„Zestaw prac Stefana Krygiera zyskał duże uznanie kuratorów sztuki z Nowego Jorku. Zauważyli, że jego instalacja składająca się z lewitujących elementów doskonale wkomponowała się w przestrzeń galerii. Zachwyciła ich subtelność obrazów, jak też rzeźba i prace na papierze z lat sześćdziesiątych” 
Także zdaniem Marka Bartelika, kuratora wystawy, byłego przewodniczącego międzynarodowej struktury AICA, twórczość Krygiera pokazuje złożoność losów artystów awangardowych wywodzących się z pracowni Strzemińskiego. „Chodzi mi o to, żeby pokazać złożony obraz sztuki tej generacji, bez niepotrzebnych hierarchizacji, które często zaciemniają prawdziwy obraz sztuki polskiej, szczególnie tej po drugiej wojnie światowej. Ta hierarchizacja doprowadziła bowiem do tego, że wielu artystów zasługujących na większe międzynarodowe uznanie jest mało znanych poza krajem”.
Ekspozycja stanowi kontynuację programu zainicjowanego w Green Point Projects wiosną ubiegłego roku. Obejmuje on prezentację w Ameryce mało znanych lub nieznanych polskich klasyków jak Stanisław Fijałkowski i Eugeniusz Markowski. Wyjątkiem na tym tle była Magdalena Abakanowicz.
Pytany czym Krygier może dzisiaj zaintrygować amerykańską publiczność, Bartelik powiedział: „to właśnie mnie interesuje: jak sztuka Krygiera wpasowuje się w większy kontekst, który wystawa w Nowym Jorku stwarza. Myślę, że wystawa oraz towarzyszący jej katalog pozwoli tutejszemu widzowi zrozumieć bogactwo sztuki polskiej z drugiej połowy XX wieku. Budujemy więc nowy obraz sztuki polskiej, bez pretensji do robienia rewolucji”.
Z galerią Green Point Projects związany jest Bartek Remisko, były dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku, współpracujący obecnie ze znanym nowojorskim programem rezydencjonalnym dla międzynarodowych artystów „Residency Unlimited”. Przypomniał on, że galeria zlokalizowana jest w pobliżu dwóch innych znanych i popularnych w Nowym Jorku instytucji kultury: Boiler/Pierogi, A/D/O, a także niedaleko szybko rozwijającej się części Queensu, Long Island City. Mieszczą się tam uznane nowojorskie instytucje sztuki: m.in. PS1 MoMA i SculptureCenter. „Wszystko to przyciąga do Green Point Projects zarówno młodą nowojorską publiczność, jak i polską diasporę od lat mieszkającą w bezpośrednim sąsiedztwie. Miejsce zyskało już stałych bywalców, wzbudziło zainteresowanie krytyków, kuratorów oraz nowojorskich mediów kulturalnych. Po zaledwie roku działalności wystawienniczej jest to chyba naszym największym sukcesem” – powiedział.
Wystawa prac Krygiera będzie czynna do 30 czerwca.