29 sie 2010

Donos na Maksa

"Iżeś bunt podniósł i święty sprzeciw uczynił przemożności zastygłego w jednej formie Ducha, a czerpnąwszy krwi Boskiej Chrystusa, formę dał nową Duchowi i ohydę oddał przyziemności a wzniosłości formę przywrócił - przeto bądź błogosławiony, Buntowniku Święty!" Jerzy Hulewicz "Do świętego buntownika" 1918

Trwa zmasowana szarża (p)rasowa na niejakiego Maksymiliana Biskupskiego. Ni(e)jaka "Wyborcza" niemal całą, drugą stronę swego, piątkowego wydania POŚWIĘCIŁA(nomen omen), by na wyprzódki ścigać się z Newsweekiem(35/2010) w ściganiu nieprawomyślnego rzeźbiarza.
Za co go ścigają? Z grubsza za to, że w poszukiwaniu szponsora, Biskupski zaprzyjaźnia się z biskupami po obu stronach Odry, oferując im swoje realizacje pomnikowe. Problem nie w tym jednak, że się zaprzyjaźnia, jeno w tym, że robi to BEZ KONSULTACJI Z TYMI, Z KTÓRYMI  BEZWZGLĘDNIE POWINIEN i, oczywiście, z bezczelnym pominięciem stosownego "odpału". Ponieważ nie można mu tego wyrzucać wprost, prasowi napastnicy zalatują z flanki: "Biskupskiemu bliżej do Rubika niźli Bałki" - powiadają, "uderza w gust masowego" - powiadają, "skumał się z PiS-owym" - powiadają. W tropieniu z kim jeszcze się Biskupski skumał i w imię czego, dwa dzielne pióra z Wyborczej: Wojciech Szacki i Bartosz Wieliński poszybowały aż pod Frankfurt do niewielkiego Seligenstadt, gdzie nasz obrotny bildhauer potrafił małej, protestanckiej społeczności wetknąć pomnik Chrystusa z ... genitaliami na wietrze. Ale -o dziwo- owymi genitaliami Mesjasza, kol. Biskupski w niewielkim stopniu rozdrażnił miejscowych dewotów (pomnik nie tylko stoi tam spokojnie od 11 lat, ale odbywają się pod nim msze i procesje), za to de Wo(j)tów z Wyborczej rozjuszył do białości. Nic to, że w ostatniej dekadzie prowokatorów religijnych w sztuce polskiej więcej było niźli rąk i krzyży na pomnikach Biskupskiego; nic to, że w narodowym templum sztuki przy Jerozolimskich nadal wisi(?) solenna kolekcja różnej maści kutasów malowanych, rzeźbionych i fotografowanych (Ars Homo). Nic to. Szacki z Wielińskim w imieniu społeczności Hesji za genitalia nad Menem oburzyli się do żywego.
Chociaż... w czyim naprawdę imieniu oburzyli się wysłannicy z Wyborczej, możemy się tylko domyślać.

6 sie 2010

Precz z alfonsami sztuki...

...chciałoby się zacytować niejakiego Wolińskiego, patrząc na to co robi Woliński w warszawskim MSN a wraz z nim polskie instytucje sztuki. Dodajmy DOTOWANE INSTYTUCJE SZTUKI DOTOWANIA. Że co? Że alfons tu nie pasuje? Przeciwnie, alfons, tu brzmi, very brzmi, a jeszcze lepiej pasuje. Co na to Słownik pod hasłem alfons? Słownik wali w punkt:
                                   Alfons - zapewniający ochronę i utrzymujący się z  chronionej.
Jakby ktoś nadal miał wątpliwości, jak to się ma do..., poniżej publikujemy list otwarty malarza, członka warszawskiej Gruppy, Ryszarda Woźniaka. Życzymy miłej lektury, i ostrych, kurwa, jak brzytwa wniosków. Voila.

Warszawa dnia 25.07.2010

wystawa: Mógłbym żyć w Afryce, MSN Warszawa, 24.07 2010-19.09.2010

kurator: Michał Woliński
współpraca: Magdalena Lipska

List otwarty,

„Wtedy po gorącym sierpniu (porozumienia sierpniowe) nastąpił zimny grudzień 1981, do kin miał wejść Czas Apokalipsy, a na ulice wjechały wozy opancerzone. Telewizja i radio nadawały zatroskanego generała Jaruzelskiego, cedzącego ogłoszenie stanu wojennego. Zamknięto granice, wprowadzono godzinę milicyjną. W sklepach były puste półki, przed nimi kolejki. Przerywano dostawy prądu i gazu, reglamentowano benzynę. …Tytuł wystawy zapożyczony został z holenderskiego filmu dokumentalnego Jacques'a de Koninga o polskim zespole reggae i post-punkowym Izrael. "Mógłbym żyć w Afryce" próbuje dotknąć atmosfery życia w Polsce w latach 80., tego, jak żyli ci "nowi dzicy" artyści…”,
cytat z tekstu informacyjnego do wystawy.

Tekst wiodący wystawy opublikowany w ulotce i na stronie MSN sugeruje jakoby prezentowane na wystawie prace odnosiły się bezpośrednio do czasu stanu wojennego
w Polsce, tymczasem dzieła tak datowane są na wystawie nieliczne.

Wystawa pomija dwie bardzo ważne dla sztuki w Polsce lat 80 formacje;
Grupę „Łódź Kaliska”(rok powstania 1979) oraz warszawski kolektyw malarzy
GRUPPA (1983-1989), obie uprawiające różne dyscypliny artystyczne oraz działania
typu happening i performens.

Konstrukcja wystawy sugeruje widzom jakoby kluczowym zjawiskiem dla początku lat 80 w Polsce była aktywność grupy „Neue bieriemienność” co jest sprzeczne z faktami (1986-88 i w 1989 roku jako Kaine Neue Bieriemienność).
Zagraniczna edycja wystawy całkowicie wyeliminowała medium malarstwa, kluczowego dla nowej sztuki w Polsce tego czasu i dla światowej transawangardy.
Prace na wystawie nie są opatrzone podpisami co nie mieści się w przyjętych standardach prezentacji sztuki gdziekolwiek na świecie.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie zaprosiło wybranych autorów i/lub właścicieli prac wypożyczonych na wystawę.
Jako twórca żywo związany z tym czasem protestuję przeciwko jawnej manipulacji zjawiskami sztuki w Polsce lat 80!

Od merytorycznych pracowników Muzeum Sztuki Nowoczesnej oczekuję szacunku dla aktualnego stanu wiedzy z zakresu historii sztuki. Szyld Muzeum obliguje realizatorów wystaw do respektowania faktów i chronologii wydarzeń. Protestuję przeciwko próbom modelowania historii sztuki pod wpływem nienaukowych pobudek i bodźców!
Nie godzę się na to by wystawy organizowane przez Muzeum z moim udziałem raziły niekompetencją i niechlujstwem organizacyjnym!

Wnioski:
Sposób realizacji wystawy Mógłbym żyć w Afryce jest aktem zawłaszczenia szczególnej
dla kultury w Polsce tradycji, tradycji nienależycie jeszcze poznanej i słabo opracowanej naukowo. Rażący jest brak spójności między ideą wystawy i wyborem dzieł a naszą wiedzą
o czasie, którego rzekomo dotyczy. Tworzenie kultury niezależnej początku lat 80 było naturalnym przywilejem generacji połowy lat 50. Bycie aktywnym artystą w czasie stanu wojennego wymagało odwagi i determinacji do uprawiania sztuki przeciw wszelkim przeciwnościom, pod presją i w warunkach politycznego i społecznego terroru.

W związku z powyższym, strategia usytuowania w centrum wystawy pracy Mirosława Bałki pochodzącej dopiero z roku 1987 (zrekonstruowanej specjalnie dla tej ekspozycji) jest nie do obrony z powodów merytorycznych. Bardziej pasuje do stylu działania galerii komercyjnej,
w państwowym muzeum sztuki jest nie do przyjęcia. Moim zdaniem, dyrektor muzeum nie ma prawa być okupantem historii sztuki ani jej twórcą. Nie ma też prawa manifestować osobistego zaangażowania w interesy wybranego spośród prezentowanych twórcy,
co uczyniła Joanna Mytkowska zakładając w dniu wernisażu koszulkę z napisem
Neue Bieriemiennost.

Zespół zaangażowany w realizację wystawy promującej sztukę niezwykle istotną dla podmiotowości współczesnego Polaka, wykazał się brakiem elementarnej wiedzy, tendencyjnością w podejściu do tematu i nonszalancją.

Wycofuję swoją zgodę na prezentację pracy pt: Świat bez wojen, 1984, olej na płótnie, własność prywatna, w wystawie Mógłbym żyć w Afryce i zdejmuję obraz z wystawy.
Ryszard Woźniak

P.S. Drogi Rysiu, miło że reagujesz, szkoda że tak późno i wtedy, gdy chodzi o Ciebie . Andrzej Biernacki


z lewej: Betsy Damon
z prawej: Joanna Mytkowska

4 sie 2010

KIT I KOT & HIT ELIT

Wiele można zarzucić dzisiejszym publicystom ale na pewno nie brak odwagi sądów. W ostatnim numerze Wysokich Obcasów (dodatku Gazety Wyborczej) Paulina Reiter, omawia hity i kit różnych aktualności, podobno, kulturalnych. W charakterze Hitu tym razem "robi" niejaki Wojtek Bąkowski. Jego kocią muzykę (grupa KOT z Bosackim i Smoleńskim) dobywaną z dwóch kaseciaków i smarowany długopisem film(wierzę na słowo, że to film), publicystka porównuje do siły i piękna kina Riefenstahl. Dla stylizowanych na jęki miluśkiego prostaka tekstów Bąkowskiego, Reiter znajduje analogon w literaturze Białoszewskiego. Alter ego zaś samej postaci Bąkowskiego upatruje w charyzmatycznym aktorstwie Klausa Kinski. I wszystko to, jednym tchem,  zaledwie, w paru linijkach tekstu.
Dalszych parę linijek, tym razem pod hasłem Kit, wypełniają uwagi o przygotowywanym przez Krytykę Polityczną przewodniku po -zaprzyjcie dech w piersiach- Lady Gadze. Jednym ze współautorów przewodnika ma być -jak pisze Reiter- "jakkolwiek absurdalnie to brzmi, sam Slavoj Żiżek".
Zupełnie nie rozumiem tego zdziwienia: dlaczego zestawienie Bąkowskiego z Riefenstahl, Białoszewskim i Kinskim jest naturalne a alians Żiżka z Lady Gaga, absurdalny. Pani Reiter zdaje się- nieuważnie śledziła inne, wiekopomne teksty filozofa z Lublany, choćby ten, cytowany kiedyś przeze mnie fragment z innego przewodnika KP (po Sasnalu).
Żiżek pisze tam: "Jeśli wyciągniemy z pustki ekscesywną plamę, nie otrzymamy w efekcie pustki jako takiej, znika wówczas sama Pustka"-"niekompletność ontologiczna transponowana na niekompletność epistemologiczną", "dyspozytyw sztuki", "gest radykalnej desublimacji", "zagrażająca implozja Prześwitu", "odbudowa sublimacyjnej matrycy poza obecnością kazirodczej rzeczy", "estetyzacja uniwersum towarowego", "Nadieżda Krupska z młodym komsomolcem", "nieokreśloność kwantowa jako właściwość ograniczonej rozdzielczości świata", "struktury natury na poziomie subatomowym", "pozory [appearances], które nie są oglądami substancjalnego Czegoś", "Zero jest mnogością bez jedynek gwarantujących ontologiczną spójność". Uff...

W związku z powyższym upieram się, że właśnie Żiżek do Lady Gaga pasuje idealnie, podobnie jak 
Pani Reiter do Blaue Reiter (rejterada od rzeczywistości). Może tylko nieco mniej którykolwiek ze stękających współcześnie na polu sztuki (Bąkowski, Smoleński, Bosacki) pasuje do Kinskiego, Białoszewskiego lub Riefenstahl.