19 paź 2011

Con klawe.


Trzeba z klawymi naprzód iść...
...Po rzycie* sięgać nowe,
 

Jeszcze nie ucichł szczęk gadających szczęk, POgłosy, PiSki, mamroty i jęki (po LSD?), jeszcze dobrze nie wybrzmiała Rota Ludzi Palikota, a już Roman Pawłowski, korzystając z niczym nieskrępowanego dostępu do kulturalnych łamów Gazety Wyborczej, począł formować nowy rząd. Nie żeby od razu cały rząd, ale -na początek- sformował rząd du...sz, nadających się -w jego mniemaniu- do objęcia teki resortu kultury. Zręcznym, dziennikarskim gestem, oczyścił sobie przedpole z urzędującego ministra eNDżiOsa Zdrojewskiego, chwytem "pod lolka" stwierdzając, że jego ambicje sięgają znacznie poza granice MKiDN, hen, hen, aż do samego MON(a ...). Chwytem zaś "pod lolka II", Pawłowski miłościwie uznał, że minister Zdrojewski świetnym menedżerem był , dlatego -w konkluzji - trzeba go ...zmienić.


...A nie w uwiędłych laurów liść
Z up(i)orem stroić głowę...



Ławka rezerwowych red. Pawłowskiego okazała się okazała. Jednym tchem, ten wybitny przedstawiciel kreatywnego dziennikarstwa Gazety Wyborczej, wyrecytował rząd kandydatek:


Beata Chmiel - wicedyrektorka Muzeum Narodowego,
Aleksandra Gajewska-Przydryga - wicemarszałek województwa śląskiego,
Joanna Kiliszek - wicedyrektorka Instytutu Adama Mickiewicza,
Agnieszka Morawińska - dyrektorka Muzeum Narodowego,
Joanna Mytkowska - dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej,
Agnieszka Odorowicz, dyrektorka PISF,
Anda Rottenberg - dyrektorka warszawskiej Zachęty,
Magdalena Sroka - wiceprezydent Krakowa,
Beata Stasińska - dyrektorka W.A.B., stworzyła jego wizerunek i rangę, wyrzucona przez wspólników wróciła, aby pokierować wydawnictwem w ramach koncernu Empik;
Bogna Świątkowska - papieżyca niezależnej kultury w Warszawie, szefowa fundacji Bęc Zmiana.

Po tej litanii, nawet najwięksi malkontenci muszą przyznać Pawłowskiemu, że to -obecnie- najlepsze menedżerki i mendżenderki kultury, kwiat udoju publicznych środków na kulturę w Polsce.  Nikt nie może się z nimi w tej materii równać. Dla nich kultura była na etacie, jest na etacie i na etacie pozostanie. Nawet w tych, krótkich momentach, kiedy na etacie nie jest, jest na grancie przyznanym przez menedżera Zdrojewskiego na ...etacie ministerstwa.

Wg mnie, w konklawe Pawłowskiego najbardziej "na miejscu" jest B.Ś. PAPIEŻYCA, Bogna Świątkowska:  istny Bank Światowy grantów, Bogini Środków pozyskanych, Bardzo Śmiała w pomysłach i obejściu, Błogostan Świadomości nowej kultury no i, być może, Beczka Śmiechu przyszłego Ministerstwa. Jedna z niewielu, która takim jak ja, Bez Świadomości słusznych zmian w kulturze, gotowa prosto w nos, za Asnykiem, wyrecytować:    


Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą:
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą!



* za zaistniały błąd serdecznie przepraszamy autora wiersza


http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/125344,druk.html

23 komentarze:

  1. czytałem ,a jakże...:)
    ale zaległości dzisiaj odrobiłem na starym dobrym Rastrze... :) :) :)
    http://rastergallery.blogspot.com/2011/08/wilenski-zwiad-michaa-budnego.html#links
    ---------------------------------------------
    cyt: Mocną puentą wystawy (której towaryszy skromna publikacja) było nabycie dwóch prac do kolekcji stałej muzeum, monumentalnego, ponad 6-metrowego "Rysunku" (farba akrylowa, papier, rama drewniana) oraz jednego z kameralnych "luster", wystawianych na początku roku w wiedeńskiej galerii Naechst St. Stephan.

    i powiem tylko tyle ,że nie jestem już fanem Pana Bałki... :(
    OTO nowy Król!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy00:37:00

    O tak, Wyborcza zawsze miała zapędy pierwszej kadrowej III RP, ale to, co robią Gderkaczew i Pijarecka z Pawłowskim na stronach kultury, to już samo jądro laboratorium kreatywnego dziennikarstwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy00:44:00

    Pawłowski sięgnął po rzycie, ale nie nowe tylko stare i zgrane jako on sam.
    Ntb. gorliwy redachtor niechcący przywalił tym paniom: niech sobie wezmą, czego nie chce Zdrojewski

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy09:38:00

    Patrząc po nazwiskach kandydatów, wnoszę, że wybór prawie każdego z tej listy ucieszyłby nieprzyzwoicie mocno wyrobników propagandowej tandety i wielu twórców będących artystami jedynie z urzędowej nominacji.
    Się nam kulturka rozwinie, zwłaszcza ta warszawska!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze wydawało mi się, że najpierw powinien nastąpić fakt, a dopiero potem informacja dziennikarska o fakcie. Ale, widać, Pawłowski jest zdecydowanie innego zdania. Albo uznał, że będzie pisał do gazety jak do sztambucha.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy11:21:00

    przyznajmy otwarcie, poziom gospodarki, prawa, albo sztuki jest w naszym kraju taki, jaki życzy sobie większość obywateli. oni dowiedli podczas wyborów, że jest im dobrze z tym jak jest. nie ma co marzyć o nagłych zmianach, możemy tylko tropić nonsensy. obojętnie kto nastąpi po Zdrojewskim. będzie on rządził podobnie, gdyż będzie on reprezentował interesy ludzi zgromadzonych wokół tego samego środowiska.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie rozpędzałbym się z tym "przyznajmy otwarcie", bowiem w wyborach brała udział nie "większość obywateli", tylko mniejszość obywateli(49%), a z tej mniejszości czyli z 49%, ze stwierdzeniem "dobrze z tym jak jest" wyraziło solidarność 39%. Czyli tylko 20 procentom ogółu obywateli. Mimo kolejnej, wielkiej nagonki na to by pójść głosować, na PO nie zagłosowało 4/5 ogółu. 4/5 z 5/5!!! Jest zrozumiałe zatem, że Zdrojewski będzie reprezentował interesy 1/5, bo 4/5 ma do niego stosunek -mówiąc oględnie- letni. Nie wiem czy to można nazwać życzeniem większości obywateli, ale w wyborach, z każdej opcji od lat startuje sfora politruków, przydupasów, zwykłych gamoni, tępych aparatczyków, nawet o gębach zakazanych. W moim okręgu, jeden taki umieścił baner wyborczy obok tablicy SKUP ZŁOMU! I to jest najlepszy komentarz jakości kandydatów i celna parafraza wyborów, a nie życzeń większości obywateli.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy14:59:00

    Proszę tropić, tropić te nonsensy! Choćby i dla zdrowia psychicznego tych nielicznych –mnie wliczając- którym czasem, w godzinach słabości, wydaje się, że to nie świat sztuki zwariował, tylko jest coś nie tak z nimi samymi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy17:24:00

    Jeżeli już o polityce mowa, dla miłośników sztuki o mocnych nerwach, wywiad z Arturem Żmijewskim „Fałszywe odpolitycznienie”:

    http://www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/ZmijewskiFalszyweodpolitycznienie/menuid-77.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlaczego ten wywiad miałby być dla ludzi o mocnych nerwach?
    Wszak Żmijewski mówi w nim prawdę, że sztuka jest "nawozem" dla wegetacji karier politycznych. Bo jest. Problem w tym, że bywa taka sztuka, która jest NIE TYLKO nawozem i NIE W PROSTY SPOSÓB. Oczywiście, jak mówi kiepski poeta: "Zawodowi macherzy od losu
    Specjaliści od śpiewu i mas
    Choćbyś nie chciał i tak znajdą sposób
    Na swej wadze położą nie raz".

    Moim zdaniem, sztuka bez formy jaką uprawia Żmijewski jest właśnie tylko takim nawozem. Dowód jest oczywisty: Artyście na jego FORMĘ nikt, a zwłaszcza technokrata i polityk, nie wysupła złamanego grosza, ale na jego POLITYKĘ (vide Żmijewski) bez problemu znajdą się miliony (Berliner Biennale) a choćby i setki tysięcy (Ordway).

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy13:10:00

    kolejna paniusia najwyraźniej nie zrozumiała felietonu Vargi o sztuce nowoczesnej:

    http://wyborcza.pl/1,75480,10515074,Sztuka_usuwa_penisa.html

    jest to dosyć zastanawiające że zarówno ona jak i Jarecka nie potrafią ZE ZROZUMIENIEM przeczytać czyjegoś tekstu i się sensownie do niego odnieść.

    oryginał Vargi tutaj:

    http://wyborcza.pl/1,99315,10157966,Naiwnosc_Nieznalskiej__czyli_felieton_umoralniajacy.html#ixzz1W89Mh2c9

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy17:23:00

    „Artyście na jego FORMĘ nikt, a zwłaszcza technokrata i polityk, nie wysupła złamanego grosza, ale na jego POLITYKĘ (vide Żmijewski) bez problemu znajdą się miliony (Berliner Biennale) a choćby i setki tysięcy (Ordway).”



    Zgadzam się z Panem. I dla tego niektóre wypowiedzi p. Żmijewskiego w tym wywiadzie trącą mi hipokryzją.

    Mam wrażenie, że pozuje on na kogoś z poza oficjalnego obiegu. Kogoś kto walczy z jakimś systemem, wręcz „maszyną”, która to nie pozwala mu wprowadzić w życie jego pomysły. Boleje on nad tym, że „polityka nie potrzebuje sztuki”. I odcinając się od rzeczywistości duma, że gdyby przyjęto jego punkt widzenia, to kultura wyglądałaby dziś inaczej.

    W istocie pan Artur ściemnia jak najęty!
    Proszę spojrzeć choćby na nasze podwórko. Niby politycy nie potrzebują sztuki! A „Krytyka Polityczna” żyje w pełnej symbiozie ze środowiskiem rządzącym i buduje -aż furczy- ideowo-polityczne, sprawne zaplecze dla obecnie i być może w przyszłości nam panujących. Za co zresztą jest hojnie wynagradzana pieniędzmi z kieszeni podatnika, oraz szczególnymi względami (jak np. przyznaniem przez prezydenta Warszawy wyjątkowego lokal na wyjątkowych prawach, czy możliwością organizowania tylko po swojemu Europejskiego Kongresu Kultury).

    Niby kultura wyglądałaby dziś inaczej, gdyby przyjęła punkt widzenia na sztukę p. Żmijewskiego? A ja widzę, że wygląda ona dokładnie tak, jak on tego sobie życzy!
    Cały ten zinstytucjonalizowany świat galerii, niezależnych miejsc sztuki, jest nastawiony na produkcję wszystkiego, byle tylko nie dobrego spektaklu dla widza. Wszyscy mają głęboko w dupie „co pokażemy widzom?”, liczy się tylko to, jaką ideologię do tego dorobią i jak wykorzystają to środki masowego przekazu do własnej propagandowej roboty. Tak zwani współcześni artyści tak mocno uwierzyli w to, iż sztuka może diametralnie zmieniać świat, że chcą się już w tej materii ścigać z naukowcami, filozofami, psychiatrami, publicystami lub politykami. Mało kto więc protestuje, gdy selekcjonuje się twórców, dopuszczając do przywilejów przede wszystkim tych, którzy zapewniają o „jakiejś społecznej sprawczości, efektywności” swoich dzieł. W takiej sytuacji pięknoduchów ze strony państwowych (i nie tylko) organizacji mających na celu wspieranie i promowanie sztuki spotyka - to co p. Artur określił mianem aksamitnej represji – milczenie i brak reakcji.

    Te chore (przynajmniej dla mnie) reguły gry obowiązują już od dawna. Są całkiem przejrzyste, dla kogoś, kto choć trochę interesuje się światem sztuki. Czemu więc p. Żmijewski ściemnia, i udaje, że jest inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  13. Czemu więc p. Żmijewski ściemnia, i udaje, że jest inaczej?
    Odpowiedź jest prosta: żeby podgrzewać, nakręcać i uaktualniać POWÓD własnej aktywności i w efekcie "sukcesu", który ze sztuką ma tyle wspólnego ile ma kasa z międzynarodowego resortu "na sztukę".
    Jest to taka sama strategia jak np. homoseksualisty P. Biedronia, który cały czas u boku P. Środy nadaje o swoim wykluczeniu, które de facto wygląda tak, że dzień w dzień od rana do późnych godzin wykluczony Biedroń produkuje się we wszystkich programach radiowych i telewizyjnych, we wszelkiej maści gazetach i pismach, sympozjach, panelach, kongresach a teraz również w Sejmie.

    Żmijewskiego natomiast tak naprawdę kompromituje właśnie kasa płynąca szerokim strumieniem OD POLITYKA poprzez warszawskiego, berlińskiego czy nowojorskiego URZĘDNIKA. Trudno doprawdy sobie wyobrazić, by polityk z urzędnikiem pospołu LEKKĄ RĘKĄ FINANSOWALI WROGĄ SOBIE POSTAWĘ. Przeciwnie. Nawet jeśli ta zależność nie jest oczywista i trudna do ustalenia, to sam fakt PUBLICZNEGO FINANSOWANIA JEST ZAWSZE KRYPTODONACJĄ DZIAŁALNOŚCI PRZYJAZNEJ urzędnikowi i politykowi.
    Krótko mówiąc Żmijewski tak długo będzie "walczył" z systemem polityczno-biurokratycznym, jak długo ten system będzie go wspierał.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co zaś do Pauliny Reiter i jej tekstu(Sztuka usuwa penisa). Passus, w którym Reiter porównuje galerię dawnego malarstwa pełną wyidealizowanych portretów próżnych ludzi, którzy dla lansu chwalą się ciuchami i wnętrzami, z konkursem "Spojrzenia", w którym młodzi uczestnicy "zastanawiają się nad życiem)jest symptomatyczny. Reiter, po prostu, nie mając bladego pojęcia o JAKOŚCIACH sztuki, po dziennikarsku rozstrząsa fakty i TEMATY, szerokim łukiem omijając TREŚCI. Wykłada się zresztą już na samych tematach, bo jak wiadomo, dawna sztuka absolutnie nie stroniła od burdeli, knajp, turpizmu i najniższych instynktów, które nawet na jotę nie były "bliżej życia" niż np. perły i dywany Vermeera.

    Pani Paulina tak zapamiętale łaje dawną sztukę za "próżność i lans", że nie starcza miejsca i czasu na zwykłą informację o próżności i lansie dobrodusznego sponsora konkursu i opiekuna młodej sztuki bez.... A warto przypomnieć, że Deutsche Bank przeputał niedawno miliardy dolarów na kasyno Cosmopolitan w Las Vegas.

    OdpowiedzUsuń
  15. Marc Sands -co go Pan Serota zatrudnił...
    cytata :,,Media społecznościowe działają jednak tylko wtedy, gdy wciąż się dosyła nową treść. Więc my np. w piątki publikujemy prognozę pogody, ilustrując ją dziełem z naszej kolekcji,,
    -też fajne :)
    http://wyborcza.pl/1,75475,10508440,7_mln_ludzi_w_galerii.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak się dysponuje cudzą kasą można się zaopatrzyć w dzieła, które będą ilustrować prognozę pogody nie tylko w piątek ale na każde, kolejne 15 minut przez 365 dni w roku i tak na okrągło przez najbliższe ćwierćwiecze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy11:45:00

    No cóż, pan Roman Pawłowski dzieli skórę na niedźwiedziu tak skrupulatnie, zapewne węsząc w przyszłości prywatny profit. Znaleźli się inni, bardziej krytyczni (http://sztuka46.blox.pl/2011/10/Pani-Minister.html), którzy mu to szlachetne przedsięwzięcie sprzed nosa wypisali. Tak naprawdę, do widzenia z tymi wszystkimu paniusiami i panami z urzędu.
    Artyści, ginący gatunek! - już czas wziąć we własne ręce ster kultury i całą tą zasraną rzeszę kulturalnych pośredników wysłać w siną dal. Aby im się zbyt dobrze po nocach nie spało, dodatkowo wysłać za nimi listy gończe CIA, gdyby im przypadkowo narodziła się myśl powrotu!

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy00:20:00

    "Artyści, ginący gatunek! - już czas wziąć we własne ręce ster kultury i całą tą zasraną rzeszę kulturalnych pośredników wysłać w siną dal".
    Czy to aby nie jest spóźniony apel?
    Mocni trzymają się tylko dzięki pośrednikom, a cała reszta jest tak słaba, że wystarczy ją palcem popchnąć, a się rozleci.

    OdpowiedzUsuń
  19. Anonimowy06:56:00

    „już czas wziąć we własne ręce ster kultury”

    Ten ster można przejąć tylko w jedyny sposób - podczas wyborów, obsadzając uczciwymi, rozsądnymi ludźmi urzędy dysponujące kasą na kulturę. Dopóki nie będzie kontroli wydatków i kompetentnych urzędników spoza obecnego układu, nie widzę sposobu zatrzymania procesu trwonienia forsy na pierdoły. Przy ciągle pełnym korycie odcinanie poszczególnych łbów tej hydry nienażartej zda się na nic. Trzeba zagłodzić bydlę!

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowy07:01:00

    http://wyborcza.pl/1,75475,10500492,Niewiadomski_poszukiwany.html

    Pani Dorota Jarecka informuje, że do Polski przybędzie artystka Goshka Macuga. „28 listopada w Zachęcie w Warszawie zostanie otwarta jej wystawa. Przygotowuje na nią projekt, którego tematem jest cenzura w sztuce po 1989 r.”

    O jaki rodzaj cenzury chodzi?
    Pani Dorota pisze: „artystka pokaże m.in. dokumentację dotyczącą ataków na sztukę najnowszą po 1989 r. W tym protesty ugrupowań politycznych i obywateli oburzonych wystawą Piotra Uklańskiego "Naziści", rzeźbą przedstawiającą papieża przygniecionego kamieniem Maurizio Cattelana czy "Łaźnią" Katarzyny Kozyry. Przypomni też obraźliwe antysemickie listy wysyłane do ówczesnej dyrektorki Zachęty Andy Rottenberg”.

    Czy w kontekście wymiennych przykładów można mówić o cenzurze? Osobiście dostrzegam w tym jedynie przejaw protestu czy oburzenia. Wysyłanie do kogoś paszkwili, z czym miała do czynienia Anda Rottenberg, nie jest formą cenzurowania, jest formą obrażania. Trudno też mówić, w przypadku Uklańskiego, Cattelana, Kozyry, że miało miejsce kontrolowanie publicznie przekazywanej informacji o ich działach, że ograniczano ich wolność publicznego wyrażania myśli i przekonań. Było wprost odwrotnie - mieli luksusowo dogodne warunki! Ich prace były prezentowane w prestiżowej galerii (utrzymywanej z pieniędzy podatników), a oni sami mieli poparcie wpływowych środowisk korzystających z potężnych opiniotwórczych mediów.

    Więc gdzie u licha jest ta cenzura?
    Domyślam się, że pani Jareckiej, dla propagandowej wymowy tekstu, bardziej pomocnym wydało się epatowanie słowem „cenzura”. Cenzura kojarzy się z prześladowaniem. Od tego już krok, by uchodzić za pokrzywdzonego opozycjonistę, zaliczyć się do grona walczących o wolność z jakimś ciemiężącym systemem. Co po pierwsze - odsuwa od ocenzurowanego osobnika podejrzenie o zamiłowanie do systemów kontroli. A po drugie - wskazuje w domyśle, że nie jest on po stronie posiadającej przewagę. Gdy w takim świetle spojrzeć na naszych starych znajomych, to wypadają oni nadzwyczaj korzystnie. Po przeczytaniu tekstu pani Doroty, komuś niewtajemniczonemu nie przyjdzie do głowy, że Uklański, Kozyry, Rottenberg nie mogli być ofiarami aparatu kontroli. Nie mogli ponieważ są jego beneficjentami i to za nimi stoi środowisko władzy. Nie muszą więc podejmować gry z jakimś cenzorem, wysilać się, walczyć, gdyż to ich sprzymierzeńcy, lub oni sami rozdają karty!

    W wspomnianym fragmencie z wywiadu dla Krytyki Politycznej, Artur Żmijewski zauważa, że w demokracji represje są niewidzialne, aksamitne – są nimi milczenie i brak uwagi. Zachodnia demokracja zaprasza krytyczne głosy i rozpuszcza je w braku reakcji, w milczeniu, w skrajnej pasywności. Od siebie dodam, że demokracja dysponuje jeszcze jedną nadzwyczaj skuteczną bronią (z której pan Artur i pani Dorota korzystają nader często). Jest nią dezinformacja. Razi masowo, a osobom poddanym jej działaniu utrudnia rozeznanie: Przeciw komu należy walczyć? Kto posiada realną władzę i jakimi siłami dysponuje na polu walki?

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki Anonimowemu za ten przytomny wpis. Z tymi "cenzurowanymi" beneficjentami prestiżowych galerii i publicznej kasy jest dokładnie tak, jak ze wspomnianym wyżej przeze mnie "wykluczonym" Biedroniem, który wpasował się wszędzie, że strach lodówki otworzyć, by nie wypadł z niej Biedroń.
    Co do Jareckiej, Pawłowskiego, Derkaczew, Reiter i in. to mówiąc szczerze, nie wiem czy nie największym szkodnikiem w świecie dzisiejszej kultury nie jest ta bezczelna sfora dziennikarsko-krytyczna, rekrutująca się z reguły z grona niedoszłych i nieudanych artystów, która się połapała, że na tym, redakcyjnym pośrednictwie można się jeszcze lepiej i zdecydowanie tańszym kosztem urządzić i zaliczyć do artystycznej elity, niż robiąc coś, co im wcześniej nie wyszło, a co i tak w końcu tego pośrednictwa potrzebuje. Bo powiedzmy sobie jasno, jedyną cenzurą jaka dzisiaj niewątpliwie występuje jest cenzura ekonomiczna. Jak się jednego utuczy a drugiego zagłodzi to reszta się sama ustali.

    OdpowiedzUsuń
  22. Anonimowy07:53:00

    bardzo Was przepraszam, ale ja już nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Anonimowy04:05:00

    ale czego to?

    OdpowiedzUsuń