26 kwi 2010

Dobra wiadomość:

Niektóre nasze ulubione galerie wyjeżdżają z towarem do wulkanicznej Islandii.
Zła wiadomość: tylko na 3 tygodnie

20 mar 2010

Raster Restart czyli ArcyNarcy

Jest! Już jest! Aż chciałoby się dokrzyknąć - Łapaj, kto żyw!  Tak Jakub Banasiak, internetowy Krytykant, na forach Artbazaaru i Obiegu, zachwala swój najnowszy produkt, książkę pt. "Raster, Macie swoich krytyków".
Złapałem i ja, wcześniej wyskakując z 4 dych w przyjaznej, bo niemal zawsze cudownie pustej księgarni łódzkiego ms2.  Cóż to jest, pomyślałem,  głupie 40 zł za 15 lat rewolucji kulturalnej? 
Za taką cenę nawet nie wypada mieć pretensji do autora za mylący podtytuł książki ("Macie swoich krytyków", zamiast "Mamy swoich apologetów"), i do wydawcy za kilka błędów w nazwiskach (np. Krieger zamiast Krygier), za nie po kolei wklejone stronice (48 przed 41) i za zapowiedź wydawnictwa full color, przy faktycznych paru wyblakłych, amatorskich fotkach. Ale cóż znaczą i te drobiazgi, gdy weźmiemy pod uwagę młody wiek autorów. Wszak obaj, Banasiak i Gorczyca, zabrali się za rewolucję w polskiej kulturze jeszcze w wieku, gdy normalna większość osobników znajduje pod pachami zaledwie drugorzędne cechy płciowe: Gorczyca z  dorobkiem gazetki ściennej jednego z warszawskich liceów, Banasiak, z dorobkiem gazetki Gorczycy. Te wspólne źródła są dobrze widoczne: Gorczyca w zachwalaniu swojego towaru jest niemal tak świetny, jak Banasiak w zachwalaniu swojego. Zauważył to zresztą sam Banasiak, pisząc na 490 str., że "Raster" był ostentacyjnie narcystyczny. Wprawdzie zauważył dopiero na stronie 490, ale, jak to mówią, lepiej późno niż ktoś obcy. Oczywiście, oddajmy sprawiedliwość, gdyby książka miała format choćby zeszytu, a nie modlitewnika, jak ma (więcej znaków na łam), Banasiak zauważyłby narcyzm już po setnej stronie.
Walcząc z opadającymi powiekami zmęczyłem to wydawnictwo już po miesiącu. Opuściłem tylko indeksy i "Słowniczek" (znałem wcześniej). Poza tym byłem wszędzie, gdzie zawiódł mnie szybki Królik (jak mieni się Gorczyca): na londyński West End, do Cieszyna i Pragi. Zawiódł mnie tam, a potem lekko zawiódł. Był tak szybki, że nawet pędzący. Na ogół nie nadążałem, ale -przyznajmy uczciwie- za tym Królikiem rzadko kto, między Odrą i Bugiem, nadążyć może. Jeżeli czasami tylko nadążałem, to zaledwie między Bogiem a Prawdą. Tam właśnie znalazłem clou ..cz głównego przesłania Gorczycy, zapisany na pocztówce Rastra dedykowanej malarzom: ZANIM DOTKNIESZ POMYŚL.


Ponieważ niewielu -zdaniem Rastra- oprócz artystów tej stajni, rzecz jasna, przed dotknięciem myśli, Gorczyca ukuł ośmieszające ich, pojęcie Zespół Braku Treści, w skrócie ZByTy. Ale, jako że poruszamy się w obrębie sztuk wizualnych, należy zmodyfikować wiodące hasło i zamiast 500 stronicowej cegły, chyba dodrukuję samą pocztówkę z hasłem:  ZANIM POMYŚLISZ - ZOBACZ, a Zespół Braku Treści zamienię na Zespół Braku Oczu, w skrócie ZBOCZU. Będzie pasowała jak ulał do dzisiejszych tendencji, podobno, artystycznych.

P.S. Ponieważ Artbazaar zapowiada na ten sezon dominację produktów oficyny 40000 (nie wiem czy zgadzają się zera, nie liczyłem) malarzy na rynku (na rynku to może za dużo powiedziane) wydawnictw o sztuce przypominam, żeby włączyć do Słowniczka Rastra brakujące hasło, które kiedyś podrzuciłem p. Banasiakowi. Brzmi ono mniej więcej tak: ARCYNARCY - salonowy underground, handlujący -ile wlezie- NIEKOMERCJĄ(!) po wszelkiej maści TARGACH, pod warunkiem, że opłaci je MKiDN. Arcynarcy, przekonany o swej niemałej atrakcyjności wśród rzesz kuratorek o urodzie feministek, częsty bywalec kronik towarzyskich. Wielka CHĘTA na Zniechętę, czyli autor popularnej wśród PR-owców zwanych krytykami sztuki, instrukcji  budowy galerii narodowej w piwnicy (lub suterenie) przygodnej, warszawskiej kamienicy.

14 mar 2010

Najdroższy po przystępnych cenach?

                                                                            Piotr Uklański "Pięść" Berliner Biennale 5

Znani z udanego mariażu Kultury-Handlu i Rozrywki, twórcy bloga Artbazaar, panowie Bazylko i Masiewicz donoszą, że moskiewski oddział sieci sklepów IKEA postanowił pójść ich śladem i rozpocząć realizację analogicznej strategii. W ramach najnowszego projektu pn. Kultura-Handel-Rozrywka, IKEA zapragnęła poszerzyć swój, dotychczas niewygórowany cenowo asortyment, o produkty m.in. Piotra Uklańskiego. Obiekty naszego, jak skromnie ujmuje w swojej notce Artbazaar, najdroższego artysty, podobno już niebawem staną pośród paździerzowych meblościanek w sosnowej okleinie, słomkowych abażurów, bawełnianej pościeli w rzucik i kompletów kuchennych IKEI. Na razie nie podano, który segment strategii wypełni twórczość naszego internacjonała. Możemy się jedynie domyślać, że skoro od wystaw półki GALERII  IKEI się uginają a od ROZRYWKI w podmoskiewskich lokalach aż kapie, jeśli zaprasza się "najdroższego", ani chybi chodzi o HANDEL. Pozostaje mieć nadzieję, że przedmiotem handlu Uklański nie uczyni znanej z Berliner Biennale 5, drucianej "Pięści". Gdyby tak się jednak stało, obawiam się, że marża od transakcji może powędrować nie do kieszeni pomysłowej IKEI, tylko do niejakiego Stephana Hubera. To -zdaje się- jego projekt (na załączonym niżej zdjęciu), prezentowany na kasselskich documenta ćwierć wieku temu, tak przypadł do gustu naszemu, nie tylko najdroższemu ale i najbardziej pomysłowemu twórcy.

                                            Stephan Huber: Instalacja "Das Wunder von Petersburg", 1985. 800x400x400

Choć moim zdaniem do IKEI i do rosyjskiej rzeczywistości bardziej pasowałaby poniższa praca Richarda Hughes, zwłaszcza, że utrzymana w podobnej poetyce.

8 mar 2010

FreeWOLNY RYNEK

Zeszły rok upłynął nam pod znakiem obchodów 20 rocznicy ogłoszenia przez pewną przedstawicielkę świata kultury, faktu upadku komunizmu w Polsce. Wraz z nim, jak sądzono, upadku ręcznego sterowania, deputatów, koncesji,  także "naszyzmu", petentyzmu, etatyzmu, słowem: dyktatury proletariatu na wszelkim urzędzie. Dzisiaj, ta sama przedstawicielka kultury pokazuje nam swoje, nagie tyły, w geście bezsilności wobec -jak to teraz ujęła- przewlekłego "paraliżu  partnerskich relacji".
"To mój gest -wyjaśnia- ale nie można go oddzielić od tego, co dzieje się szerzej: walczą ze sobą z jednej strony ci, którzy uważają, że sztuka jest miejscem DALEKO IDĄCEGO EKSPERYMENTU W RAMACH ŚWIADCZEŃ PAŃSTWA i ci, którzy czują się zobowiązani wobec odbiorcy pokazaniem formy gotowej i dojrzałej".
Niedawny Kongres Kultury, w pełni potwierdził tę diagnozę: Zdecydowana większość obecnych tam "delegatów" uznała -nie dziwię się- że tylko stała transfuzja państwowych środków, zapewni im życiowe i twórcze trwanie, zaś jej brak - rychły uwiąd. Chodzą nawet słuchy, że spora część, można powiedzieć żelazna "reprezentacja", z uwagi na chroniczne łaknienie- ma do portfela na stałe zainstalowany wenflon. Nie trzeba być szczególnie bystrym, by dostrzec o kogo chodzi. Dla gorzej widzących, dzisiejszy proletariat na urzędzie, odpowiednią ustawą zmuszony  jest każdorazowo podawać do publicznej wiadomości dane tych, szczególne potrzebujących (i to jest niewątpliwy dorobek ostatniego 20-lecia). Poniżej fragment opublikowanej listy płac,  w dziedzinie-podobno- sztuk wizualnych:

Żak Branicka foundation
Promocja polskiej sztuki na targach Art Basel ....................dotacja 44 581,00
Żak Branicka foundation
Promocja polskiej sztuki współczesnej na targach Frieze 2010  ...............dotacja 38 500,00

Galeria Arsenał  Poznań
Wystawa ”Minimal Differences” w Nowym Jorku ................................dotacja 100 000,00

Galeria Raster(Stow. Integracji Kultury)  na Frieze Art Fair  ................dotacja 38 481,00

BYTOMSKIE CENTRUM KULTURY
Artur Żmijewski „Trembling bodies” .....................................................dotacja 108 790,00

Fundacja Lokal Sztuki w Warszawie
Realizacja programu galerii  lokal 30 warszawa london ......................... dotacja 60 000,00
Fundacja Lokal Sztuki w Warszawie
Udział galerii lokal_30 w LISTE 2010 w Bazylei. ................................  dotacja 41 014,00

Lubelskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych
SIŁA SZTUKI   ................................................................................ dotacja 100 000,00

Fundacja "KORPORACJA HA!ART" "10 lat liberatury" ..................dotacja 39 122,00

Galeria Bunkier Sztuki
Niegrzeczne. Wystawa polskich artystek współczesnych. ......................dotacja 52 457,00

Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu
Zakup wyposażenia do Centr. Edukacji Kult. ARTPUNKT  .................dotacja 200 000,00

Muzeum Sztuki w Łodzi
Nowoczesna ekspozycja - zakup wyposażenia ......................................dotacja 52 812,00

Powyższa lista dotyczy, oczywiście, tylko jednego segmentu ministerialnych dotacji w obszarze sztuk wizualnych ("promocja"), a właściwie sztuk "aspołeczno-politycznych".
                                          Marcin Maciejowski
Postarajmy się ją sukcesywnie uzupełniać o inne, ciekawe przypadki.

P.S. 1. Warto zwrócić uwagę na formę organizacyjną dotowanych (fundacja, stowarzyszenie), żeby nie było, że oto łapę wyciąga handlowy podmiot na handlową imprezę. Oczywiście to tylko chwilowa zamiana, bo w odpowiednim czasie na tabliczki stoisk targowych powróci właściwa nazwa - Galeria.
P.S.2. Ciekawi obecność w tym gronie instytucji, które mając stałe, bywa milionowe budżety (Bunkier, Bytmskie CK, łódzkie MS) oczekują, by dorzucić im jeszcze "pół litra". I się doczekują.
P.S.3. Korporacja (przynajmniej ci nazywają rzecz po imieniu) HA!ART za 40 tys. podsumowuje 10 lat LIBERATURY. Uwazam, ze jak na "Polaka z urodzenia, sercem Prażanina a talentem świata Obywatela, trochę to mało! Wszak wychodzi 10 zł/dzień. Dodajmy trudny dzień przy chorej babce.
P.S.4. 108 tys. dla Żmijewskiego. O, tu jest OK. Widać, że jak dobrze potrząsnąć ciałem liberała (Trembling bodies), to i jest po co lewą łapę wyciągnąć. Albo dwie lewe.

26 lut 2010

33 + odsetki

"Rankingów jest już wiele, ale Setka "Obiegu" - zachwalają autorzy - wciąż jest jedyna w swoim rodzaju"(www.obieg.pl)  I trudno się z tym nie zgodzić. Specyfika właśnie tego rankingu polega na tym, że nikt nie wie na czym polega. Sami autorzy się w tym - jak to bywa "po setce" - pogubili więc całość opatrzyli legendą, z wdziękiem dobierając skróty. Mamy tu: Ku (przyjmijmy, że kurator), G (powiedzmy galerzysta), D (niech będzie dyrektor), a nawet 2 D (spółka albo, zręczniej, duet dyrektorski). Całość okala KRAFT czyli KRytycy, Artyści, Fundacje i Teoretycy. Są nawet urzędnicy - U uu...!
Kiedyś, a było to dobre 25 lat temu, autor podobnych rankingów był B (be), teraz  jest C (cacy). Czasy się, widać, zmieniają. Natomiast jedyną stałą, i to nawet nie od ćwierćwieku ale od z górą 65 lat jawi się zainteresowanie problematyką holocaustu. "Najważniejsi" (jak to się teraz mawia) z rankingowych artystów wprawdzie w tzw. realu nawet nie otarli się o wojnę, holocaust czy nazizm (w wydaniu np. NSDAP), ale dzisiaj, w najmniejszym stopniu nie wadzi im zaanektować tej tematyki do "artystycznej'(?) i innej obróbki. Więcej. Dla Żmijewskiego, Libery, Kuśmirowskiego, Sasnala, Uklańskiego i Bałki, holocaust stał się świetnie "smarowanym" wehikułem do jazdy nie tylko na szczyty rankingu warszawskiej redakcji przy ul. Jazdów 2, ale nawet na londyńską street, konkretnie na Rivington Street 81(Frieze). Oczywiście, na to nie mogą być ślepi młodzi, ambitni (Flash Art) redaktorzy Obiegu. Trzeba byłoby być głupcem, żeby mieć im za złe rankingowe laudacje właśnie tych, bezpiecznych związków. Przecież nikt z nich nie chciałby usłyszeć, jak Wojciech Krukowski od Zbigniewa Libery na spotkaniu OFSW, by klamkę drzwi do świata jedyniesłusznej sztuki zamknął z drugiej strony. Każdy chce być w Run kingu, a tym bardziej w krwiObiegu.
P.S. Podział na kategorie funkcji osób sklasyfikowanych ma zamulić obraz, że niby artyści w liczbie 33 to najliczniej reprezentowana rankingowa grupa. Nie zmienia to faktu, że w setce 33 jest tworzących, na 67 "obsługujących" . I tak trzymać!
 
powyżej wykorzystano pracę Mirosława Bałki, "How It Is" (oryginał poniżej)
 
 

31 sty 2010

Czarna żółć czyli "Od melancholii do pasji" według Piotrowskiego.

Odnotujmy kolejny, po muzealnych zestawieniach, wyczyn Piotra Piotrowskiego. Otóż autor ten, tym razem napisał książkę, która okazała się poczytną zanim trafiła na półki księgarskie. Stwierdził to skromnie sam Piotrowski w rozmowie z Adamem Mazurem i Grzegorzem Borkowskim w red. "Obiegu" . Współudziałowcem wyczynu, Piotrowski uczynił wydawnictwo Universitas, które jego książkę "Sztuka według Polityki. Od Melancholii do Pasji" wydało, ale nie potrafiło zadbać o dystrybucję. Jako powód Piotrowski podaje fakt, że "to prestiżowe wydawnictwo zadowoliło się dotacją z MKiDN" i odpuściło sobie starania o sprzedaż tytułu. Oczywiście nasuwają się pytania:
1. Dlaczego wydawnictwo uchodzi za prestiżowe, skoro się NIE STARA.
2. Dlaczego dotacje otrzymują wydawnictwa prestiżowe, zwłaszcza jeśli przedmiotem wydania ma być książka poczytnego, jak Piotrowski- autora.
Chyba, że prestiżowe są tylko wtedy gdy wydają Piotrowskiego, a gdy dystrybuują prestiżowe są już mniej. Ale właściwą odpowiedzią na te pytania jest -jak sądzę- fragment dalszej części rozmowy w "Obiegu" gdy Piotr Piotrowski rozbrajająco oświadcza, że: "Mamy do czynienia z upadkiem neoliberalnego projektu. Co do tego nie ma w tej chwili żadnej wątpliwości, że on po prostu upadł". Zgadzam się i absolutnie nie dziwię: Neoliberalizm upadł po tym, jak tacy jak Piotrowski, wymuszają na urzędnikach ministerstw dotacje do towaru, który i na wolnym rynku byłby -jako poczytny- chodliwy.
Nie chcąc zanudzać moich czytelników zawartością całej rozmowy (dla wytrwałych do przeczytania na stronie "Obiegu") wyłowiłem z dialogu dwie tezy Piotra Piotrowskiego, myślę że wiekopomne dla sztuki:
1. "Indyferentyzm artystów, jest częścią ich konformizmu. Artysta będąc indyferentnym wspiera system władzy".
2."W mniejszym stopniu ważna jest intencja artysty, w znacznie większym znaczenia nadawane przez kontekst i recepcję".
By sprawdzić prawdziwość pierwszej tezy p.Piotrowskiego, podstawiłem sobie pod wyraz artysta, nazwisko Nachta-Samborskiego. Wyszło mi, że "biedak" ten nie wiedział, iż mizerabilizm jego fikusów w doniczkach na krzywych stołkach, jako politycznie indyferentny, wspierał reżym komunistyczny, a ten -niewdzięczny- w odwecie za wsparcie, raz po raz wywalał "lizusa" z posady profesora na ASP. Na usprawiedliwienie trzeba jednak powiedzieć, że Nacht, przynajmniej w części realizował tezę Piotrowskiego, mówiącą o konieczności wyjścia artysty z pracowni i wejścia w przestrzeń publiczną. Samborski niemal codziennie wychodził (wyjeżdżał taksówką) z pracowni przy Rynku Nowego Miasta i wtapiał się w publiczną przestrzeń słynnego lokalu w SPATIF-ie, zaniedbując wprawdzie zielone fikusy ale dzielnie, choć nieświadomie, walcząc w ten sposób z czerwonym właścicielem PRL-u.
Z drugą tezą Piotrowskiego, przy założeniu, że dotyczyć może także tegoż artysty (why not?), będzie jeszcze ciekawiej. Naczelną, jak wiadomo, intencją Nachta, jak i całej grupy jego kolegów, kapistów (w tym Potworowskiego, bohatera jednego z esejów PP), było właśnie wywalenie ze sztuki wszelkich pozamalarskich kontekstów i recepcji, które tak hołubi Piotr Piotrowski i które serwuje nam obficie w swych poczytnych książkach.
Proponuję zatem, by przy następnej pozycji książkowej, Piotrowski porzucił leniwe choć prestiżowe wydawnictwa z aluzją do naukowości w nazwie jak Uniwersitas i przeniósł się -wzorem swego rozmówcy, Adama Mazura, w przestrzeń wydawnictwa 40 000 malarzy. Wprawdzie w tej nazwie więcej jest zer niż malarzy, ale znając legendarną nadaktywność redakcji, z dystrybucją nie będzie najmniejszych kłopotów. Może odrobinę z poczytnością?

26 sty 2010

Yes, yes, yes...

Z podziwem przeczytałem, że imprezy w ramach londyńskiego Polska! Year obejrzało 2 miliony widzów. Ale zaraz po tej informacji doprecyzowano, że te 2 miliony widzów mogły obejrzeć to, co obejrzały, pod warunkiem pobrania 8 milionów zł z kasy Instytutu Adama Mickiewicza i kolejnych 16-17 mln od brytyjskich "partnerów". Z prostego rachunku wynika więc, że tym dwóm milionom londyńskich miłośników kultury zafundowano bilety po 12,50 zł. (w tym ponad 4 zł z IAM) A jeśli tak, to teraz z kolei się dziwię, że na Polska! Year przyszły tylko 2 miliony!