31 mar 2016

Zakupy tzw. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie A.D 2016



Zakupy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie dokonane w lutym 2016 r.

1. Kolaż z tkanin autorstwa Gülsün Karamustafa pt. Podwójny Jezus i młoda antylopa. (2 dzieło tej artystki w kolekcji MSN) nabyte w galerii RAMPA SANAT GALERISI LTD. STI., ISTANBUL, TURKEY 34357,
Cena wybranej oferty: 202.795,20 PLN + VAT (razem do równego rachunku 250 tys.)

2. Teresa Kazimiera Murak-Rembielińska, instalacja pt. Popiersie (rzeżucha w pleksiglasie, 3 dzieło tej autorki w kolekcji MSN).
Cena wybranej oferty: 175.500,00 PLN (razem ok.215 tys.)

3. Zakup obrazu ol./pł. pt. Popiersie kobiety (1944) autorstwa Marcina Maciejowskiego w RASTER Sp. z o.o. Sp. k., Lwowska 10 m. 12, 00-658 Warszawa, kraj/woj. mazowieckie.
Cena wybranej oferty: 162.000,00 PLN +VAT (razem ok. 200 tys.)

4. Zakup dzieła pt. Untitled (Bez Tytułu) autorstwa Cathy Wilkes. w galerii TOBY WEBSTER LTD, 14-20 OSBORNE STREET, GLASGOW, kraj/woj. Zjednoczone Królestwo.
Cena wybranej oferty: 710.474,94 PLN + VAT (razem ok. 873 tys.)

5. Zakup dzieła pt. Hysterical Men II (kolaż portretu papieża z transseksualistką i przyjaciółką Berlusconiego) autorstwa Henrika Olesena w Galerie Buchholz, Neven-DuMont-Str. 17, Kolonia, kraj/woj. Niemcy.
Cena wybranej oferty: 211.245,00 PLN + VAT (razem ok. 260 tys.)

Słowem: MSN, w lutym 2016 r. kupiło kolejne 5 obiektów do zbiorów za  ok. 1.800 tys. zł


Wnosząc z powyższej listy prac zakupionych przez MSN, zwłaszcza w zestawieniu z ich reprodukcjami internetowymi, szacowanie sztuki to sztuka, która bywa znacznie trudniejsza nawet od jej wykonania. Naturalnie, równie trudno polemizować z wysokością cen prac artystów zagranicznych, wobec nader skąpych danych nt. dzieł rzeczywiście gdzieś już sprzedanych, a nie tylko oszacowanych przez galerie, zwłaszcza będące wyłącznymi przedstawicielami protegowanych artystów. 

Ale już np. można pochylić się nad szacunkami i ostateczną ceną zakupu pracy Teresy Murak przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej, czyli za kwotę z VAT-em 215 tysięcy złotych w lutym 2016 r., . Tym bardziej, że inna praca tej artystki (,,Dla Ziemi I" z 1986 r.), w tym samym miesiącu i roku, 23 lutego o godz. 19.00 (ale już po zakupie ,,Popiersia" przez MSN!) w stołecznej Desie Unicum, estymowana na 5-8 tysięcy zł, w wyniku ,,ostrej" licytacji uzyskała cenę ... 3 tysięcy złotych (słownie: trzech tysięcy). Tak, oczywiście, wiem, to zupełnie inna jej praca...



źródło: 
http://www.desa.pl/pl/auctions/314/object/31765/teresa-murak-dla-ziemi-i-1986-r
http://www.przetargi.egospodarka.pl/zamawiajacy/Muzeum-Sztuki-Nowoczesnej-w-Warszawie.html

13 komentarzy:

  1. Anonimowy15:32:00

    Wierzę, że Joanna zostanie odsunięta - czy to w świetle dziennym, czy to pod osłoną nocy (dark) - w pełni na to zasługuje (nie zasługuje na tytuł męczennicy)... Powinna jeszcze zostać rozliczona z dymania podatnika. No ale "w państwie prawa" nic jej nie grozi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Andrzeju,
    jako muzealnik śledzę od czasu do czasu nurty, którymi płyną pieniądze z MKiDN w ramach tzw. Programów Ministra, zwłaszcza w strefie ogólnie pojętego muzealnictwa (wspieranie zadań muzealnych, kolekcje etc. - gdzieś już o tym pisałem w komentarzu na Pańskim blogu). Z regulaminu priorytetu wynika, że do dyspozycji ministra pozostaje 7 milionów złotych rocznie na narodowe kolekcje sztuki współczesnej. Patrząc na zeszły rok, MSN dostał trzy bańki, MS w Łodzi raptem 1,26 mln zł, MOCAK 1,62 mln i wrocławski MS 1,37 mln zł. Myślę, że w tym roku - mimo iż w informacji nie podano, ile komu w tym roku skapnie (te same instytucje - http://www.mkidn.gov.pl/media/po2016/decyzje/20160304_Wyniki_I_naboru-Narodowe_kolekcje_sztuki_wspolczesnej_2016.pdf) , to myślę że rozkład milionów będzie podobny. Dla przykładu na regionalne kolekcje Sztuki współczesnej Minister dysponuje kwotą 2 mln zł, a na klasyczne kolekcje muzealne - 3 mln złotych.
    Zauważam tendencję ogólną, aby stawiać sprawy do góry nogami. Czyli współczesność w muzeum stoi na piedestale, a uzupełnianie kolekcji muzealnych o nierzadko kilkusetletniej tradycji leży gdzieś tam, Panie, za rogiem, w kącie. Podobnie mają się rzeczy z tzw. digitalizacją, czyli grubymi milionami, które państwo pakuje w 'cyfrowe odwzorowania' zabytków. W ministerstwie zapanowała jakaś indolencja albo wręcz abnegacja umysłowa, albowiem nikt nie uzmysłowił sobie, w jakim stanie to dziedzictwo narodowe się aktualnie znajduje, oraz że podstawowym priorytetem Ministerstwa powinno być zachowywanie zabytków, czyli mówiąc w skrócie ich konserwacja i przechowywanie. No, ale że idiotyzm staje się regułą zachowania, to ja się przestaję czemukolwiek dziwić.
    Pozdrowienia
    MK

    OdpowiedzUsuń
  3. O, nie! To żaden idiotyzm, tylko jak najbardziej premedytowane działanie z teoretyczną podkładką tzw. Nowego Instytucjonalizmu, w myśl którego następuje (już nastąpiła) zamiana muzeum jako tradycyjnie pojmowanej ,,świątyni sztuki", kolekcjonującej, zabezpieczającej i wystawiającej ,,relikwie", na instytucję jako ,,miejsce animacji procesów społecznej komunikacji czy wręcz interwencji". Słowem: furtka otwarta na oścież dla tego nonsensu, które chcą praktykować te 4 tzw. muzea za miliony ministerialne. De facto furtka na uprawianie prywaty za publiczną kasę. Podany przeze mnie w poście powyżej przykład Murak jest ewidentnym tego przykładem: Mytkowska buduje sobie autorską kolekcję, nie bacząc na rzeczywiste ceny tzw. rynku, 70-krotnie przepłacając!!! Priorytety ministra są tylko na papierze. Mowa jest o kolekcjach rangi narodowej, a zakupy w większości dotyczą artystów innych narodowości. Warto więc ustalić, co należy rozumieć przez przymiotnik narodowy. A jeśli już zgodzimy się, że narodowe kolekcje powinny zawierać prace istotnych artystów innych narodowości, to powinniśmy przypilnować zasady zakupów ich prac. Jest absurdem, że ,,normalne" instytucje w Polsce, kupując wiele rzeczy ,,za grosze" musi wykazać każdorazowo, że zakup jest najkorzystniejszą ofertą na rynku, a kupujące za miliony np. MSN załatwia rzecz formułką, że np. Galerie Buchholz jest jedynym przedstawicielem Olesena, i że ona chce tyle a tyle, więc my jej dajemy. Tymczasem należałoby w pierwszej kolejności zażądać od MSN-u w takim przypadku DOWODU (co najmniej kilku notowań aukcyjnych konkretnych, realnych sprzedaży nie tylko wysokości oferty). Inną rzeczą są wywalane krocie na digitalizacje, o których Pan wspomina. W ulubionym przeze mnie MSN-ie to jest osobna opowieść, liczona także w miionach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda. Problem polega na tym, że (podejrzewam) tak, to wygląda w całym świecie. Transakcje są niejawne. A pole sztuki to idealne miejsce dla pompowania cen.
      To nie powinno być tak, że galeria kupuje co jej się podoba. Skoro to są publiczne środki, MUSI podlegać procedurom identycznym jak inne podmioty, oczywiście dostosowanym do specyfiki pola sztuki.
      Mogłaby np, ogłaszać konkurs otwarty, na zakup prac w dziedzinie [...]. Jednym z kryteriów powinna być cena np. prace wyceniane na max. x zł. (chodzi o to by do konkursu nie stawały prace droższe (z cenami z sufitu, na które nie stać galerii).

      Każda zgłaszana praca powinna mieć potwierdzoną wycenę innych podobnych prac (ceny transakcyjne: targi, aukcje, rachunki). Nikt nikogo nie zmusza do sprzedawania galeriom prac po zaniżonych cenach (jednak jeśli ktoś chce ulokować pracę w prestiżowej publicznej galerii powinien poddać się tej procedurze. Polecam książkę "7 dni w świecie sztuki" i esej o niej.
      http://magazynsztuki.eu/index.php/ksiazki/74-swiat-sztuki-czym-jest-i-jak-go-badac
      Poniżej obszerny cytat z eseju.

      Usuń
    2. "Wskazane przez Thornton w wymienionym artykule powody, które skłoniły ją po kilku latach pisania na temat rynku sztuki do zaprzestania tego, świadczą o podatności tego rynku, a tym samym świata sztuki, na proces patologizacji. O wycofaniu się autorki książki z relacjonowania bieżących wydarzeń na rynku sztuki zdecydowało przede wszystkim jej poczucie obiektywnej niemożności unormowania jego sytuacji i prezentowania w tekstach prawdziwego obrazu świata sztuki. Jak bowiem twierdzi Thornton, prawnicy nie kwapią się z uruchomieniem machiny wymiaru sprawiedliwości, nawet jeśli dostarczy się im informacje o jakimś oszuście (punkt 3), a ci spośród nich, którzy czytają teksty przed publikacją skreślają wszelkie wzmianki na temat czyichś bezprawnych działań na rynku sztuki, gdyż bez zastosowania podsłuchu i śledzenia transferów finansowych nikomu nie da się nic udowodnić. Przy tym chodzi tu nie tylko o rozmaite oszustwa i zmowy cenowe, ale także o uchylanie się od płacenia podatków, a na niektórych obszarach o pranie brudnych pieniędzy (punkt 4), o obecność na rynku sztuki wśród nabywców wydających tu najwięcej pieniędzy osób, które zarabiają je w krajach niedemokratycznych, gdzie bezwzględnie łamie się prawa człowieka, o różnych oligarchów i dyktatorów (punkt 5). Zarazem Thornton zwraca uwagę, że dzięki astronomicznym sumom, jakie zasilają rynek sztuki dzięki tym oligarchom i dyktatorom podnosi się poziom życia całych grup ludzi, gdyż ci, którzy na tym zarabiają prawdopodobnie inwestują też w młodszą sztukę. Chodzi tu głównie o kolekcjonerów rosyjskich, arabskich i chińskich, którzy zapewniają rynkowi sztuki płynność finansową i pośrednio źródło utrzymania większej liczbie artystów, kuratorów i krytyków sztuki.

      Między innymi to, że, jak pisze Thornton, teksty o rynku sztuki są z wyżej wymienionych powodów niejako ze swej istoty skażone brakiem pełnej wiedzy na jego temat zraziło ją do dalszego pisania o nim. Do rezygnacji skłoniło ją wynikające z tego, jak stwierdza, nieuniknione wypaczanie w artykułach także obrazu świata sztuki, gdyż w sposób nieuchronny zbyt mocno nagłaśnia się w nich artystów, których prace osiągają wysokie ceny, a w rezultacie pisze się częściej, niż należałoby o malarstwie białych Amerykanów i z racji konieczności przekazania informacji finansowych lansuje dzieła, w których samemu się nie gustuje oraz artystów, którym nie przypisuje się ważności historycznej (punkt 1). Ta konieczność umożliwia bowiem manipulatorom reklamowanie artystów, których ceny windują na aukcjach, gdyż koterie marszandów i kolekcjonerów spekulantów liczą na to, że po prostu poda się w artykule rekordowe ceny, nie mając możliwości ujawnienia stojącej za tego rodzaju zwyżką zmowy (punkt 2). Poza tym rynek tworzy wrażenie, że w sztuce najważniejsze są pieniądze (punkt 8), co wzmacnia jego wpływ na świat sztuki, gdyż organizatorzy aukcji i targów w sposób doskonały potrafią sobie zapewnić stałą obsługę prasową i bezbłędny marketing, inaczej niż organizatorzy wystaw muzealnych i krytycy sztuki (punkt 9)."

      Usuń
  4. Jeszcze jeden link - artykuł wspomniany w powyższym eseju.
    Naprawdę warto spojrzeć na rynek sztuki z szerszej perspektywy. Pozwoli to zauważyć, że nie sposób (lokalnie) uwolnić tego rynku od patologii i na nic dobra zmiana. Sprawi jedynie, że galerie zaczną kolekcjonować innych artystów, ale na dokładnie takich samych szemranych zasadach. Dodatkowo polscy artyści znikną ze światowego rynku sztuki, bo aby grać na tym polu, trzeba robić to zgodnie z obowiązującymi na nim "zasadami". Nie wiadomo co lepsze. Pojawia się Szekspirowski dylemat "to be, or not to be": Oni, ale nie my TAM i tu. My tu i tylko tu.
    http://blogs.artinfo.com/abovetheestimate/files/2012/10/THORNTON10ReasonsMarketTAR.pdf

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy05:19:00

    Zamiast zmartwień o światowy rynek sztuki warto byłoby zainteresować się przede wszystkim rodzimym. MKDiN powinien opracować programy stymulujące rynek kolekcjonerski. Ciekawym przykładem jest program "Own Art", który w 2009 wdrożono w Wielkiej Brytanii. Polega on na rocznych, nieoprocentowanych kredytach na zakup dzieł współczesnych, i co ważne, żyjących artystów. Pierwotnie można było pożyczyć na taki cel do 2500 funtów w Anglii i 5000 w Walii. Jakiś czas temu zwiększono limit: http://ownart.org.uk/what-is-own-art/own-art-plus/

    Nie jestem zwolennikiem zadłużania społeczeństwa, ale to ciekawa inicjatywa. Tym bardziej, że dotyczy nie tylko zakupu gotowych prac, ale też zleceń, np. wykonania czyjegoś portretu (http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/8386391.stm) itp. Jak dotąd z pożyczek skorzystało 36 000 osób.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy05:38:00

    Errata: "MKiDN powinno"

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy11:41:00

    Mozna sie interesowac jednym i drugim. Internet jest po to aby kazda/kazdy mial swoje 5 minut - wtedy gdy dysponuje 5 minutami.
    .............
    Okreslenie `rynek sztuki` brzmi troche kolokwialnie. Cos takiego z definicji nie moze zaistniec.

    anonimowy 2

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy11:30:00

    Off- topic

    Widze ze Salon lansuje obecnie intelektualistke Naomi Klein. No wiec powiem tak. Nie wiem gdzie bylaby dzis Kanada gdyby Pamela Wallen, dziennikarka CBC nie miala w latach swojego talk-show, w ktorym toczyly sie naprawde ciekawe rozmowy. Zaproszono tez Naomi Klein, ktora opowiadala o swojej ksiazce "No Logo". Zaproszono tez wlascicieli firmy "Roots"( http://www.roots.com/ca/en/homepage ) ktorzy sprezentowali Naomi zestaw gustownych gadzetow z logo "No Logo".
    ............
    A co do kapitalizmu i ekologii... Kanadyjscy inwestorzy zamiast w technologie zwiazane z energia odnawialna zainwestowali w wydobycie ropy z tak zwanych piaskow bitumicznych. Metoda nie tylko okropna dla srodowiska ale i piekielnie droga. Ostatnio ceny ropy na rynkach swiatowych spadly i inwestorzy poniesli straty. Brak wplywowo podatkocwych dla panstwa od firm ktore nie maja zyskow i tak dalej.

    anonimowy 2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy11:34:00

      errata
      Talk show Pameli Wallen nadawany byl w latach 90-tych.

      anonimowy 2

      Usuń
  9. „Wyborcza” nazwała go Macierewiczem polskiej sztuki. Jest z tego dumny-rozmowa z Piotrem Bernatowiczem
    http://niezalezna.pl/80120-wyborcza-nazwala-go-macierewiczem-polskiej-sztuki-jest-z-tego-dumny

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobry tekst Bernatowicza. Kowalczyk jarała się ideolo w sztuce, a ta ją wycięła z komisji.

    OdpowiedzUsuń