13 mar 2011

Beuys Almond Lanzman Kapoor Andre and others


We wszystkich, znanych mi tekstach o Bałce autorzy podkreślają, jak szeroko ZNANA i NOWA jest jego twórczość. Nie inaczej jest na stronach anonsujących jego obecną wystawę pn. Fragment w Zamku Ujazdowskim. Tam znowu czytamy:  "Twórczość Mirosława Bałki znana jest niemal wszystkim historykom, kuratorom, krytykom i kolekcjonerom sztuki współczesnej" oraz  "W twórczości Bałki wideo odgrywa wyjątkową rolę. Dzięki niemu artysta wprowadził do swojej rzeźby zarówno NOWE formy artystyczne, jak i NOWE obrazy i NOWE tematy, które stanowiły nieoczekiwane przedłużenie jego dotychczasowej twórczości, i które pozwoliły mu w fascynujący sposób wykroczyć poza nią i spojrzeć na nią z NOWEGO punktu widzenia".


Każdy, kto nawet w niewielkim stopniu obserwuje polską scenę sztuk wizualnych wie, że po takich zdaniach warto wzmóc czujność i uważniej przyjrzeć się tej NOWOŚCI wiedząc, że gdy coś narzuca nam się zbyt natarczywie, zwykle jest z tym nie wszystko w porządku. Powód czujności jest jeszcze inny. Najczęściej, to sami autorzy etykiet ZNANE I NOWE, zachwalają w sposób bardziej lub mniej zawoalowany SWÓJ towar. Słowem, najpierw korzystając -z bynajmniej nie rynkowych- chwytów, SAMI wysyłają rzecz na prestiżowe, międzynarodowe imprezy, SAMI je wkręcają w prestiżowe galerie (zwykle drogą wymiany, przy użyciu dotowanych, polskich przestrzeni sztuki), wreszcie Sami piszą tyle sążniście co afirmatywnie, by potem powoływać się na te WŁASNEJ ROBOTY wydarzenia i teksty. 


Przykłady pierwsze z brzegu: Anda Rottenberg najpierw wysyłała Bałkę gdzie trzeba i gdzie się dało (weneckie Biennale, Documenta w Kassel), a potem pisała kompendia (np. Sztuka w Polsce 1945-2005), powołując się w nich na prestiżowe pokazy Bałki, które wcześniej sama pracowicie wygenerowała. W kompendiach tych Rottenberg niezwykle "obiektywnie" traktowała hasła -obiektywizm ten potwierdziła zamieszczona w książce opinia prof. Poprzęckiej- poświęcając jednemu Bałce 30 stron, a np. całej sztuce Arsenału (kilkanaście nazwisk), stron ...5. Później te kompendia przypadkowo wysłano do bibliotek różnych szkół i in. instytucji.
Przypadkowo też,  twórczość Bałki zauważyła Barbara Gladstone zaraz po tym, jak dzisiejszy jego wystawca czyli ZUJ, w początkach lat 90 podjął współpracę z Gladstone Gallery, pożyczając z niej obiekty Jenny Holzer.

tytuł wystawy NEITHER Bałki  w Gladstone Gallery, zapożyczony in extenso od Doris Salcedo z jej kilka lat wcześniejszej wystawy w galerii White Cube


Zostawmy jednak te przejrzyste -dla uczciwiej myślących- mechanizmy, przyjrzyjmy się samej twórczości Bałki, właśnie pod kątem jej NOWOŚCI. Tym bardziej, że szlachetnie wstrzemięźliwy wcześniej artysta, w ostatnim czasie jakby bardziej uwierzył w tę (awangardową) cechę swych dzieł. A już ostatecznie, po konsekrującej go wystawie How it is w Hali Turbin londyńskiej Tate Modern, Bałka o swoim nowatorstwie rozprawia zupełnie otwarcie.(wywiady dla Wprost, Gazety Wyborczej i in.).


Nie będę owijał, sam nigdy nie byłem entuzjastą Bałki jak i innych, deklarowanych "odnowicieli" plastyki tego pokroju. Nie z jakichś osobistych uprzedzeń sądzę, i nie na gruncie ulubionego przeze mnie zdania T. Manna, że "Kultura to UMIEJĘTNOŚĆ dziedziczenia". Zwyczajnie, wypływa to u mnie z prawdziwej niewiary w możliwość zaczynania "od zera" w sytuacji, w której codziennie jesteśmy bombardowani, bez naszej woli i świadomości, milionem informacji ze świata. Więcej, nie wierzę, że tzw. nowatorzy  wierzą w możliwość nowatorstwa w tych warunkach. W sztukach wizualnych bardziej niż słowne deklaracje, cenniejsze jest "rozpoznanie ogniem" czyli proponowany, ostateczny kształt dzieł. On rozstrzyga. U tzw. nowatorów zwłaszcza. Od razu widać czy kształt ten wynika z własnego ryzyka autora, czy grzebania w ryzykownych posunięciach innych autorów. W przypadku Bałki,  że jest NIENOWY widać tym bardziej, im bardziej jest ZNANY. 


Nienowy był od początku, czyli od Pamiątki Pierwszej Komunii Świętej. Choć to jedyna -moim zdaniem- rzeźba Bałki trzymająca się kupy jako osobny, niezależny od teoretycznego programu autora, obiekt, to wszystkie rzeźbiarskie chwyty i grepsy, które go uformowały, czystym strumieniem spłynęły od promotora jego dyplomu. Począwszy od rodzaju modelunku i materiału(sztuczny kamień), ażuru serwetki, poprzez zgrzebność ceramicznych w kolorze i plastrowanej fakturze powierzchni, takiż humor przenośni obciętych pazurków i krótkich spodenek, aż po poetykę archiwalnego zdjęcia, całość jawi się kieszonkowym wydaniem rzeźby Jana Kucza. Dziedzictwo to jest jednak w pełni prawomocne nie tylko młodym wiekiem autora i akademickiego terminowania, ale i czytelnym założeniem: nawiązując do przeszłości własnej (komunia), nawiązuje do przeszłości środków gatunku: stara formuła dla starego zadania.


Ale zaraz potem, Bałka porzuca buty Kucza i tę tradycję, by niemal z marszu, w najbliższej zajezdni (Dziekanka), zmienić je na żelazne chodaki Beuysa(dosłownie). Nie wiem, choć znam go z tego okresu osobiście, w jakim stopniu zaważył na tej decyzji klimat Dziekanki drugiej połowy l.80, wspólny tam pokój i pokrój z Kijewskim i Filonikiem czy może z Andą Rottenberg, kręcącą się wówczas wokół Dziekanki i Gruppy. W każdym razie już wtedy pojawiły się u niego, trwające do dzisiaj, pierwsze bóle nowej brzemienności. Już wtedy anektuje praktycznie cały repertuar i rekwizytornię Beuysa: 

klatkę, kratkę, skrzynkę, wannę, 
kurek, sznurek i brytfannę, 
kamień, rzemień filc i mydło, 
łój, zająca i poidło,
sól i smołę, papę z dachu
cembrowinę, kupę piachu
beton, lightbox i żarówkę
krople, tasak, neonówkę
Polentransport, gaz i koce
oraz inne camp pomoce
pleśń na ścianie, mursz na klocku
"B w Arbajcie", "O" w Otwocku 
krzesło, siatkę, linoleum
coś płynnego jak oleum
rdzawą rurkę, słupek z bramy
do chałupy swojej mamy
tłuszcz, video, fotografię
gąbkę, popiół i biografię


Właściwie autobiografię. Użyta na dyplomie wypaliła, więc odtąd stanie się programowym atutem dzieł artysty. Przy okazji świetnie pasującym do aktualnej, światowej koniunktury. Tak się złożyło. Otwock i rodzinny dom Bałki, to prawdziwa kopalnia materiału "na czasie", do obróbki w ramach aktualnych dyskursów: poetyce peryferii, opresji dzieciństwa, dyscyplinowania, wykluczeń, traumy wojennej, holocaustu. Co by nie powiedzieć, w kontekście rodzaju swojej twórczości, Bałka jednak miał szczęście, że urodził się w skromnym domku rzemieślnika w podwarszawskim Otwocku a nie np. w wypasionej willi handlowca RTV,  w podwarszawskim Piasecznie (Polkolor). Chociaż ... obecna wystawa monitorów i ekranów w ZUJ-u dowodzi, że i w tę tradycję potrafiłby się świetnie wpisać.
Dzisiaj wiemy, że jedyną tradycją, w którą się Bałka  wpisać się  nie potrafił i nie chciał była ta, wyniesiona z warszawskiej ASP. Od czasów Pamiątki.., bodaj tylko trzy- czterokrotnie wyrzeźbił jeszcze coś na kształt studium figury ale poziom wizualny  tych prokreacji, bardziej go zbliżał do prac podopiecznych Pawła Althamera na Nowolipiu, niż profesjonalnych pracowni  na Wybrzeżu Kościuszkowskim.


    Mirosław Bałka: Kain, Chłopiec i orzeł, Czarny papież, Pamiątka Pierwszej Komunii Św.




W tym czasie jednak, artysta już patrzył w inne rejony i kunstfora. Rozglądał się uważnie, szczodrze wysyłany na ważne pokazy. Np. na weneckim Biennale, widząc całe cetnary betonowej, geometrycznej galanterii, utwierdził się ostatecznie w przekonaniu, że Pamiątką z Komunii a tym bardziej -nawet pokaźnych rozmiarów-  fiutem Bokassy, takiego świata raczej nie zawojuje.


Biennale w Wenecji 1993: u góry od lewej: Cristina Iglesias, Heimo Zobering u dołu od lewej: Niek Kemps, Mirosław Bałka  


Patrzył, patrzył i -trzeba przyznać- wiele wypatrzył. Już u progu kariery na weneckiej lagunie, ale jeszcze więcej na równinach Hesji. Aż dziw bierze, że z kolei ci, na których patrzył, tak mało swojego wypatrzyli u niego. Chyba, że podziw dla popularności własnej myśli artystycznej, wziął u nich górę nad chęcią weryfikacji nowej, wschodnioeuropejskiej indywidualności. Przez kolejne lata, Bałka tak długo woził swe documenta czyli drzewo do kasselskich lasów sztuki niemieckiej, aż sztuka niemiecka zapomniała skąd woził. Oswald Oberhuber (1931), Ulrich Ruckriem (1938), Bernd Lohaus (1940) i Richard Artschwager(1931), przyjęli swojego młodszego kolegę, surowego minimalistę z surowego kamienia, jak szwagra, mimo że on chciał im dość wrednie przypomnieć o tym, o czym oni radzi by -jak sądził- nie pamiętać.




                    Ulrich Rueckriem                             Bernd Lohaus                            Oswald Oberhuber
   


Sęk jednak w tym, że ci, do których się zwrócił, o miejscach naznaczonych cierpieniem, przypominali -co najmniej- od dwóch dekad i, jak widać powyżej i poniżej, przypominali NIEMAL IDENTYCZNYMI ŚRODKAMI. Dlatego mogą zastanawiać słowa artysty z Otwocka, który jak zwykle pełen pogłębionej refleksji, mówi A.A. Fussowi: -Dzisiaj w sztuce liczy się przede wszystkim INDYWIDUALNOŚĆ, A NIE NURT czy TREND". Całkiem być może, ale nie zmienia to faktu, że bałkowa indywidualność -zbiegiem okoliczności- skutecznie wpisała się w licznie reprezentowany trend. Ponieważ w trend ten wpisała się także indywidualność pokaźnej grupy kuratorów i dyrektorów obsiadających wszystko co i gdzie trzeba w światowym artworldzie, trend ten -bynajmniej- nie należy do gatunków wymierających.


                     w górnym rzędzie: Mirosław Bałka
                                                 
                     w dolnym rzędzie Robert Morris                           

Chyba, że i indywidualność jest tak podzielna, że wystarczy na kilkanaście różnych osobowości. Do tego zupełnie niezależnie od biografii, którą Bałka tak hołubi. Jak widać niepotrzebnie. Urodzony w Kansas w 1931 r. Robert Morris dochodzi do identycznych rozwiązań, co urodzony w Otwocku ćwierć wieku później Bałka. A także inni, zewsząd: Tony Smith, Tatiana Trouve, Carl Andre, Vadim Fiszkin, Tony Rosenthall, Richard Serra, Ronald Bladen, Roni Horn, Rebecca Warren, Rebecca Horn, Rachel Whiteread, Bruce Nauman, Mona Hatoum, Lili Dojourie, Jean Marc Bustamante, Jedediah Cesar, Janine Antoni, Anish Kapoor, Hamilton Finlay, Heimo Zobering, Gonzalez Torres, Franz West, Donald Judd, Douglas Gordon, Dan Graham, Cristina Iglesias, Chris Burden, Charles Ray, Martin Boyce oraz wspomniani wyżej Niemcy.


     w rzędzie górnym: prace Mirosława Bałki
     w dolnym: U. Rueckriem, Martin Boyce, Donald Judd, Mona Hatoum


"Nie czuję się przywiązany na zawsze do wybranego materiału. Udaje mi się odkrywać NOWE"- rozbrajająco oświadcza nasz eksportowy (żeby nie powiedzieć importowy) artysta. Niestety, oświadczenie ma dość nikłe pokrycia w realu. Chyba, że dokończymy to zdanie: "Udaje mi się odkrywać nowe materiały w twórczości innych", wówczas nabiera ono sensu, choć nie zmienia faktu, że Bałka jednak jest od lat przywiązany -biednym sznurkiem- do swego posępnego wizerunku.
 z lewej u góry: M.Bałka, z lewej u dołu: R.Serra;   w środku u góry: Gregor Schneider;  w środku na dole: Roman Ondak ;    z prawej u góry: M.Bałka, z prawej u dołu: C. Iglesias


Trzeba przyznać, że Bałka nigdy nie silił się na specjalne licencje, by swoje przywiązanie do licencji cudzych jakoś specjalnie maskować. I tak wszyscy byli nim zachwyceni. W ciemno kupili "jego" kolejne NOWE i tą NOWOŚCIĄ AWANGARDOWE propozycje, choć -gołym spojrzeniem widać- niemal wszystkie były mniej lub bardziej skompilowanym importem. Właściwie nie znam ani jednego (!) rozwiązania i pomysłu Bałki, który nie miałby analogii, żeby nie powiedzieć pierwowzoru, w już gdzieś wymyślonych i zrealizowanych. Co ciekawsze, duża część owych alter ego, funkcjonuje obok siebie jakby nigdy nic, w tych samych, gościnnych i ufnych progach (np. van Abbemuseum, Eindhoven). Pamiętam zachwyty naszych dyżurnych zachwyconych "pomysłem Bałki", by nazwać swoją wystawę w Zachęcie współrzędnymi geograficznymi rodzinnego domu. Piotr Sarzyński pisał: Efektownie żegna się z Zachętą Anda Rottenberg. Wystawa prac Mirosława Bałki (laureata Paszportu „Polityki”) to jedna z najciekawszych propozycji artystycznych ostatnich lat w stolicy. To, co proponuje artysta, jest nie tylko perfekcyjnie zaaranżowane, ale mądre i poruszające". Owszem, ale jak na mądrą NOWOŚĆ mające tę wadę, że niestety nienowe. Tak się złożyło, że greps ze współrzędnymi wykorzystał już 36 lat wcześniej(w 1965 r.), tworzący w NY japończyk On Kawara (ur.1933).


 


W żadnym razie nowością nie był gest przytaszczenia przez Bałkę (wnuka kamieniarza) do galerii sztuki tablic kamiennych z wykutym liternictwem, jak wówczas w Zachęcie. Takie obiekty pojawiały się dużo wcześniej za sprawą m.in Iana Hamiltona Finlaya, Bruce'a Naumana czy Jenny Holzer, jak wyżej wspomniałem, reprezentowanych przez te same, co Bałka galerie i zbiory.


                                 od lewej: Ian Hamilton Finlay, Bruce Nauman, Jenny Holzer


Nie jest nowym patentem Bałki (bez względu na powody) podwieszanie "do góry nogami" wystawianych, galeryjnych obiektów. Zanim na pomysł swoich odwróceń wpadł otwocki artysta, 45 lat od niego wcześniej zrobił to już Piero Manzoni (ur. 1933) ze swym postumentem (Socle du Monde, 1961), a 15 lat wcześniej (1990 r.) Concert for Anarchy "zagrała" na wiszącym u sufitu fortepianie Rebecca Horn (ur. 1944). 


                            od lewej: Mirosław Bałka, w środku: Mirosław Bałka, z prawej: Rebecca Horn


Niedawno zaprezentowany przez Bałkę numer z numerem w galerii (słynna "4" z Shoah Lanzmanna), takoż ma swoje pierwowzory w sztuce światowej i zaklęcia o NOWOŚCI oraz formalnych odkryciach, faktu tego nie zmienią. Nie wiem czy Bałka znał "numery" Jannisa Kounelisa, ale zważywszy ogólny timbre, urodzonego w Pireus w 1936 r. artysty, nieznajomość akurat jego dorobku raczej -w przypadku autora How it is- jest wykluczona.


            Jannis Kounelis                           Jannis Kounelis ( góra, dół)               Mirosław Bałka(góra, dół)


Importowane NOWOŚCI Bałki mnożą się jak króliki przy dawnym murze berlińskim. Co "odkrycie", to duplikat, niezwłocznie okraszany kolejnymi kwiecistymi sekwencjami prasowymi o Osobowości, Mądrości, Indywidualności i Perfekcji. Hałdy piasku, betonowe i inne korytarze, kamienie z tajemniczymi otworami, płaskie prostokąty na podłodze, metalowe klatki, cembrowiny i kubiki, to znana z wystaw grubo przed Bałką rekwizytornia.


        



       Mirosław Bałka     Roni Horn                 Johann Eyfells              Mona Hatoum  Tatiana Trouve




     Bruce Nauman                        Louise Bourgeois                             Mirosław Bałka                       


                           Tatiana Trouve                                  Mirosław Bałka                           Chris Burden




                            Anish Kapoor                             Mirosław Bałka                             Bernd Lohaus                



 od lewej: Nauman, w środku: Bałka, z prawej: Morris

  
Rzecz jasna Mirosław Bałka, intuicyjnie lub nie, przygotował się na ewentualność dociekania prawdziwego oblicza patentu na NOWOŚĆ I ORYGINALNOŚĆ kształtu wizualnego "swoich" projektów. Toteż przy wielu okazjach (np. w rozmowie z Dorotą Jarecką w red. GW), na wszelki wypadek uprzedza zarzuty: "W dziele sztuki interesuje mnie nie tylko strona wizualna, naprowadzam widza na doświadczenie".

Zostawmy więc na koniec tę wizualną stronę jego dzieł i dajmy się naprowadzić na DOŚWIADCZENIE Bałki. Jest po temu okazja, bo przecież w ZUJ-u trwa wystawa jego dzieł w NOWYM medium czyli video. A wśród nich opisana już przez wszystkie możliwe media realizacja z 2003 roku, pn. Winterreise
Statyczny kadr, przedstawiający sarny pasące się w sąsiedztwie drutów otaczających teren obozu zagłady (Auschwitz-Birkenau). Z pozoru zwyczajny obrazek, zawiera ukryty horror mentalnej wyprawy w czasie, relacji trwania i przemijania. Ukazania, jak owo "teraz" ma wpływ na kształtowanie się fałszującego realną przeszłość traumatycznego doświadczenia. Obecności koszmarnej przeszłości w fałszującym ją kształcie zwyczajnego "teraz".


                      z lewej: Darren Almond Shelter 1997;     z prawej: M. Bałka Winterreise 2003        

Niestety, wszystkie elementy powyższego opisu: zimowa podróż do Auschwitz, zwyczajny obrazek "teraz" fałszujący horror przeszłości, rejestracja video, to kopia opisu, po jaki musielibyśmy sięgnąć, streszczając sens pracy brytyjskiego artysty Darrena Almonda pn. Shelter (Przystanek), powstałej w 1997 r.. A więc 6 lat przed filmem Bałki. "Przystanek" był właśnie efektem podróży brytyjczyka do Auschwitz, który sfilmował "wstrząsająco zwyczajny" obrazek toczącego się "normalnego" życia (transport autobusowy) w cieniu sąsiadującego obozu i wydarzeń ukrytych ponad półwiecznym dystansem (transporty nazistowskie). Widoczne jest tu jak na dłoni, że "swoją" Wintereise", Bałka nie tylko skopiował  videoformę Almonda ale i jego doświadczenie: REAKTYWOWANIE PRZESZŁOŚCI OBRAZAMI TERAŹNIEJSZOŚCI. Licencja "Ludzie na przystanku - sarny na wybiegu" jest tu niczym innym jak prostym chwytem, kamuflujacym plagiatujące sedno.


z lewej: M.Bałka How it is; z prawej Darren Almond As it is


Bałka: "Nawet jednak filmy zrobione w miejscach stygmatycznych dla historii Polski, w miejscach zagłady, otwierają inne poziomy rozumienia i odbioru. Filmując sarenki biegające w Birkenau, wprowadzam SWOJĄ poetykę, gdyż MOŻNA TWORZYĆ po Holocauście". 
Owszem, można tworzyć, wprowadzając SWOJĄ poetykę. Wprowadzając poetykę CUDZĄ, można -co najwyżej- po Holocauście powtarzać. W takim przypadku twórczość może być znana ale czy NOWA? 

110 komentarzy:

  1. Anonimowy00:49:00

    O, tego nam było trzeba, łyżkę dziegciu do tej beczki peanów. Jakim cudem to rznięcie mogło sie przez tyle lat panoszyc po wszystkich odpustach, przez nikogo nie kwestionowane

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy01:01:00

    Ale przyszedł frustrat i nam rozjaśnił przedpole. Zakłady zamknięte czekają na takich jak pan, panie B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy01:08:00

    Te wszystkie kamienie, blachy i kratki second hand - mocne, ale mnie powala zestawienie Almond-Bałka. Nie wiem, jak po czymś takim można ludziom uczciwie spojrzeć w twarz. Zastanawiam się, na co liczył Bałka w dobie internetu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Internet jest -oczywiście- niezwykle pomocny ale akurat do licencji Almond-Bałka niekonieczny. Filmy Darrena Almonda były wałkowane np. w papierowym Arteonie, co najmniej dwukrotnie w obszernym materiale. Tym bardziej zastanawia brak jakiejkolwiek refleksji ludzi zawodowo rwących się do komentowania zjawisk artworldu. Zwłaszcza rwących się do rozbrajania różnych tabu, pod warunkiem, że to rozbrajanie -jak wiatr w gazowym ataku pod Bolimowem- nie zwróci się ku rozbrajającym.

    OdpowiedzUsuń
  5. mój ulubieniec od 15 lat :)
    niby wszystko fajne i proste....kupa roboty Panie Andrzeju....
    zbyt proste... tak samo jak zarzuty wobec Pana względem Bacona... :)
    bo wiadomo jest ,że wszystko już było...Bałka jedynie może przekroczyć granicę np. zagazować swoją rodzinę i z popiołów zrobić Papieża lub coś w tym stylu... ;)
    Najgorsze w tym wszystkim jest to ,że tego rodzaje TYPY są gorsze od tych ludzi ,którzy w Treblince szukały ,,skarbów,, po zamordowanych ...
    Tak... o TO nich można powiedzieć :HIENY LUDZKIE!
    ps.
    z góry przepraszam...(jeśli uraziłem kogoś...podobnie zresztą jak Oskar Dawicki... ;) )

    OdpowiedzUsuń
  6. świetne :)
    Andrzeju jakbyś nie wiedział, to Bałka jest również tricksterem.
    http://www.culturecongress.eu/event/trickster_site_specific
    A do kolekcji polecamy jego najnowszy projekt do Wrocławia.

    Pozdrawiamy!
    The Krasnals

    OdpowiedzUsuń
  7. no to jeszcze z ostatniego wywiadu(Uwarzam Rze) Lecha Majewskiego(Młyn i krzyż-się wybieram...):
    ...Kocha pan malarstwo flamadzkie.A co pan myśli o sztuce współczesnej?
    -W dużej mierze buduje ją estetyka śmietnika.Perfumowane szokowanie jest wyznacznikiem odwagi i wartości dzieła sztuki.Najłatwiej jest przywalić chrześcijaństwu.Ci,którzy to robią,nie mają odwagi skrytykować islamu.Ciekawe dlaczego?Zadawala ich noszenie koszulek z czaszkami,Che Guevarą i czerwoną gwiazdą-perfumowani rewolucjoniści z hipermarketu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mirosław Bałka - "W dziele sztuki interesuje mnie nie tylko strona wizualna, naprowadzam widza na doświadczenie".



    Szkoda tylko, że te wszystkie DOŚWIADCZENIA na które „naprowadza” widza p. Bałka ograniczają się do takich atrakcji doznaniowych, jak miedzy innymi:

    • Włóczenie się po ciemnym kontenerze.
    No genialne doświadczenie! Moim skromnym zdaniem tym „ściemnianiem” artysta przeszedł tu samego siebie.

    • Włóczenie się po pustym tunelu z napisem „Auschwitzwieliczka”.
    Pytanie, czy to „doznanie” zmieniłoby się diametralnie, gdyby ten napis zastąpić innym, np. „Koluszkiskierniewice”?

    • Włóczenie się wokół obiektów, których miłośnik sztuki spodziewa się bardziej na placu budowy. I bynajmniej nie jest zachwycony, gdy o tego rodzaju „pospolitości” potyka się w miejscu do którego chadza, by przeżyć coś bardziej wyrafinowanego, niż „doznawanie” betonowej dreny, płyty, czy innego prefabrykato-podobnego obiektu.


    Tak więc, ja już z góry podziękuję panu Bałce, za jego kolejne DOŚWIADCZENIA. Na które, jak znam życie, nie tyle NAPROWADZI, co SKAŻE widza!

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy01:49:00

    Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Dzisiaj spotkanie z Bałką w CSW. Spotkania, wywiady, wizyty w zakładach pracy, słowem demiurg.

    OdpowiedzUsuń
  10. To prawda panie Andrzeju twórczość Bałki budzi wiele wątpliwości, szczególnie jego przemiana na minimal-art i ukryte zależności od wielu twórców, także od J. Beuysa. Dałem temu wyraz podczas rozmowy z artystą i kolegą Arturem Zagułą w Muzeum Sztuki w Łodzi, po jakimś wernisażu. I artysta się obraził... Awanturę zrobiła jego żona... Wielkie pretensje miał do nas ówczesny dyrektor Muzeum Sztuki... I napisałem o tym tekst: Obrazić artystę!, „Kalejdoskop” [Łódź] 1997, nr 1.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy10:56:00

    Uderz w stół a nożyce się odezwą! Widać było coś na rzeczy skoro reakcja była tak… Spontaniczna!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  12. gość niedzielny: zarzuty o kopiowanie Bacona powtarzane są od lat 60. Kto tam go -ponoć- nie kopiował. Jednak konia z rzędem temu dzisiaj, równo pół wieku po tych "odkryciach", kto wskaże Bacona nr 2. (oprócz mojej skromnej osoby, rzecz jasna). Co do mnie nigdy nie tylko nie odżegnywałem się od inspiracji z tego kierunku (zgodnie z zasadą obraz rodzi obraz) a wręcz powoływałem się nań, za co tzw kanciasta awangarda z ekierką w łapie i kryterium NOWOŚCI na gębie, równo słała na mnie joby. Przykład z Bałką dowodzi, jak te Nowości wyglądają z tamtej strony.

    detonator: "włóczenie się po ciemnym kontenerze". Apropos bałkowych ciemności i pamięci, pamiętam jak w podstawówce spędzano nas do sali gimnastycznej, celem wyświetlenia filmu. Jak tylko wysłonięto okna i światła pogasły, słychać było gromkie: UWAGA NA PORTFELE! Może, zupełnym przypadkiem, jest to trafny komentarz do tej kontenerowej ściemy spod znaku How it is.

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Krzysztofie, zaciekawił mnie ten wątek awanturującej się żony artysty. Może jakieś szczegóły?

    OdpowiedzUsuń
  14. Wielce Szanowny Panie Andrzeju...
    alęż(błąd zamierzony ;) ...) mnie to osobiście wali ,kto kogo kopiuje itp.itd. ...bo nie jest to istotą rzeczy przecież...wszak wszystko już było...
    jedynym kryterium jakim (chyba...? ) jeszcze można przyjąć obecnie w tzw. Sztuce to określić można (faktycznie) czy dany Autor ma tzw. jaja(co Krasnale wielokrotnie podkreślały...)
    a niestety Szanowny Pan Bałka w ostatnich wywiadach udowodnił,że z tym jest kiepsko...
    (analogicznie bym powiedział ,że Pan Bałka w latach 50-tych zachowałby sie podobnie jak Szanowna Pani Wisława SZymborska...)
    dlatego cenię min. do dzisiaj Pana Bodzianowskiego,Maciejewskiego,Liberę mimo ,że są powiązani rastrem ...
    a bez Pana to już w tym małym kraju by było nudno i parszywie...
    uszanowania...

    OdpowiedzUsuń
  15. Polecam walkę o NOWOŚCI między NOWATORAMI: Ryszardem Waśko i Józefem Robakowskim na stronie Obiegu. Również uszanowania i absolutnie mi nie szkodzi Bacon

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy14:54:00

    „Psy szczekają, karawana jedzie dalej.”


    Rafał Ziemkiewicz, jako publicysta, zwykł porównywać siebie do psa łańcuchowego, próbującego ostrzec gospodarza i domowników przed zagrożeniem...

    „Też tak siebie widzę: jako pisarz jestem waszym psem łańcuchowym” – mówi.

    Tak więc i Wy Panowie, jak widzicie jakiego naciągacza, czy złodzieja pałętającego się po podwórku sztuki polskiej – proszę „szczekać” głośno i ochoczo, gardeł nie żałować!

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy16:51:00

    To pańskie zestawienie, co by nie mówić, robi wrażenie. Zawsze wiedziałam, że to mydło i kamienie krążą po jakimś znanym obszarze. Ale to, co wynika z takiego porównania, nie pozostawia najmniejszych złudzeń, że przy pokrewieństwie, Bałka ma jakiś "własny" ton.

    OdpowiedzUsuń
  18. Awanturująca się żona to oczywiście Z.J., która krzyczała i niemal płakała (zapowiedź pogrzebu?), że to polskie piekło i chcą zniszczyć artystę, czyli męża. Potem wszyscy nas pytali - mnie i Artura Zagułę "dlaczego obraziliście Bałkę?". Rzecz w tym, że nie chcieliśmy nikogo obrazić, tylko zadaliśmy kilka "trudnych" pytań. Odnośnie "Erraty" J. Robakowskiego w "Obiegu", to zestaw nazwisk, o które upomina się nestor neoawangardy dziwnie przypomina mi ten z mego tekstu na ten sam temat, choć oczywiście tradycyjnie artykuł ten wymierzony jest też we mnie. Proszę zobaczyć http://magazyn.o.pl/2010/konceptualizm-medium-fotograficzne-focus-biennale-w-lodzi-krzysztof-jurecki/.

    OdpowiedzUsuń
  19. Anonimowy01:49:00

    Ntb. Pani Janin ze swoim pogrzebem czy walką bokserską też nie jest wzorem oryginalności. Za to już nie histeryzuje w odpowiedzi na trudne pytania. Jak pamiętam P. Biernacki na tym blogu zadał jej pytanie o 60 tys. zł dotacji na lokal 30 w Londynie(nawet nie na konkretny projekt tylko na ogólnie pojętą działalność galerii). I Zuzanna Janin działa, wystawiając m.in. Robakowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowy01:53:00

    Pan/Pani który nawołuje dwa posty wstecz by nagłaśniać i gardeł nie żałować, mógłby "dla sprawy" nie żałować -jak ja, bojaźliwy- swej anonimowości

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy03:17:00

    To Pan zapytuje o moje nazwisko, Panie Biernacki?

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie, no ja -wprawdzie bojaźliwy- ale jednak podpisany.

    OdpowiedzUsuń
  23. Anonimowy09:38:00

    Jeżeli Szefowi Strony to nie przeszkadza, to ja nie widzę specjalnej potrzeby wychylania się z przyczajenia.
    Oddany sprawie - Przyczajony T. i Ukryty S. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. sporo takich było w czasie Powstania Warszawskiego...
    ->się nie wychylali...ale to już inny temat...
    Krzysztof Kamil Baczyński nie miał takich dylematów....

    OdpowiedzUsuń
  25. Anonimowy13:55:00

    I ile pięknych wierszy nie napisał! :(

    OdpowiedzUsuń
  26. ii Chuj! z wierszykami... z że Korczak również nie miał dylematów!
    i Jezus CH. też...
    --------------------------------------------------
    ,,Relatywizm moralny – pogląd, że istnieje wiele systemów wartości i żaden z nich nie jest systemem absolutnie najlepszym, więc różne kultury są uprawnione do stosowania różnych systemów,,

    OdpowiedzUsuń
  27. Anonimowy14:41:00

    chuj, jak dla kogo, ja tam bardzo lubię poezję Baczyńskiego i żal mi jego geniuszu.
    a powstanie warszawski było heroiczną, ale z punktu widzenia historii tragicznie zbędną ofiarą.

    OdpowiedzUsuń
  28. Anonimowy04:37:00

    żaden wysiłek nie jest ofiarą zbędną, choć nie zawsze korzystną dla dokonującego wysiłku. Obowiązuje zasada zachowania energii

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam cichą nadzieję, że ta zasada jeszcze obowiązuje.
    Chociaż -przyznam- nie zawsze czuję się komfortowo, jak mam pisać coś wrednego, nawet jeśli boleśnie prawdziwego.

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam to samo Panie Andrzeju, oj, mam to samo!
    Ale jakoś się przełamuję.

    OdpowiedzUsuń
  31. Anonimowy01:30:00

    Telegraph o How it is Bałki: "I’m not even sure how original the conception is..".
    Za bardzo oryginalna na pewno nie jest: trochę z Eliassona (czerń światłochłonna), trochę z Yoko Ono (estetyka wagonu i rampy), trochę z Serry (jak zwykle).
    Entuzjastyczny był Andreas Searle z Guardiana, czyli taka Jarecka na Londyn. Searle, członek Frieze Foundation, oddelegowany z niej do medialnej roboty, autor rankingu "setek najważniejszych".

    OdpowiedzUsuń
  32. Dzięki Panie Andrzeju za wskazanie interesującego tekstu („Odpowiedź na tekst interwencyjny…” pióra Ryszarda Waśko), który odsłania nieco tajemnicę kształtowania się mitu naszego polskiego szamana (arcymistrza w przelewaniu z pustego w próżne) na niwie sztuk wizualnych - Mości Robakowskiego. Podzielam odczucia p. Waśki, gdy pisze, że litość go bierze, gdy widzi jak p. Robakowski nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo szkodzi historii swojego „warsztatu” waląc na oślep ludzi gdzie popadnie. Z tą jednak różnicą, że moje politowanie miesza się z uczuciem radości. Bo tam gdzie dwóch mitomanów się kłuci, tam prawda korzysta!

    W sytuacji, gdy można wejść do historii sztuki nijako kuchennymi drzwiami - ponieważ większość krytyków dawno już postradała rozum, przesuwając w krytycznym dyskursie linię graniczną tego „co uchodzi za sztukę” do granic nonsensu (za którymi sztuka traci swą immanentną moc oddziaływania i trywializuje się w banalnych działaniach, quasi-intelektualnych gestach) - wiadomym jest, że wielu cwaniaków (a czasem i sprytnych gap) takiej sytuacji nie przepuści!
    Sprawa jednak ma się tak, że skoro jednemu wyszedł taki numer i udało mu się przemycić do masowej świadomości jakiś „artystyczny banał” pod płaszczykiem „wiekopomnego odkrycia”, to naturalną koleją rzeczy jest, że znajdzie się ktoś, kto podobny banał popełnił wcześniej (bo banalnych odkryć i prac jest zatrzęsienie całe). Taki „poszkodowany” zgłasza swój akces do glorii i chwały. I znaczna się przepychanka - kto był pierwszy, kto bardziej nowatorski?

    Ech, te burze w szklance wody, gdy mi po nocach śnią się oceany artystycznych doznań”! :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  33. Anonimowy15:58:00

    Na to, że tu są jakieś "gapy", raczej nie liczyłbym.

    OdpowiedzUsuń
  34. Są i „sprytne gapy”! Tylko muszą działać w zespole z przyjaznym krytykiem. Który rano, wieczór, we dnie, w nocy, będzie zawsze do pomocy. I on to już wszystko wyjaśni: co artysta miał na myśli, lub też nie… Ole! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Z wiki o Zuzannie Janin:
    'Jest autorką "rysowanych w przestrzeni" rzeźb z drutu i waty cukrowej (rzeźby Słodka dziewczyna, Słodki chłopak) oraz wideoinstalacji Walka / ILoveYouToo, w której walczy na ringu w sfingowanej walce z zawodowym bokserem. W 2003 stworzyła głośny projekt Widziałam swoją śmierć, polegający na symulacji niebytu samej artystki.'

    Czy to nie brzmi jak tekst jakiegos skeczu Monty Pythona? No coz, zeczywistosc czesto przekracza granice absurdy powstalego w glowach kabareciarzy...

    OdpowiedzUsuń
  36. Andrzej Biernacki04:00:00

    Dzisiaj jak tekst z Monthy Pythona brzmiałoby zdanie: Nic bardziej wzruszającego, bardziej nieodgadnionego, bardziej zaskakującego jak...proste namalowanie zwykłej rzeczy (Cybis).

    Janin, podobnie jak jej małżonek mają innych idoli, zdecydowanie bardziej "na czasie": Ostatniego dnia Documenta V w 1972 odbył się "mecz bokserski na rzecz bezpośredniej demokracji" pomiędzy J. Beuysem a A.D.Ch. Meobusem, który zgłaszał zastrzeżenia do organizacji imprezy. Na punkty wygrał Beuys i ogłoszono "Zwycięstwo Demokracji Bezpośredniej". I dzisiaj -zdaje się-, żadne blogi i zgrabne sentencje nie pomogą, jak sie kogoś nie wyrżnie pałą.

    OdpowiedzUsuń
  37. Anonimowy05:29:00

    Bo na „sztuce” trzeba się znać!
    http://www.youtube.com/watch?v=DirtxCHLmU4

    OdpowiedzUsuń
  38. no a Cybis był OK. ...eh,gdzie te czasy... :(

    OdpowiedzUsuń
  39. Cybis wprawdzie był OK ale to nie znaczy, że cytując go, upieram się atakować Bałkę z pozycji postimpresjonistycznego koloryzmu. To by dopiero był kąsek dla obrońców uciśnionej beriemiennosti. Nie. Chodzi o to, że biorąc na warsztat -jak się okazuje- POZORNĄ NOWOŚĆ i AWANGARDOWOŚĆ bałkowej propozycji, którą tak się zachwycali jego krajowi i międzynarodowi promotorzy, zostawiliśmy na boku inne jej przymioty. Ot, choćby od zawsze związany ze sztuką wątek łatwości jej wykonalności. Wiadomo, niejeden może i miałby ochotę być -za przeproszeniem- Rafaelem- ale sztuka przez wieki dowiodła, że między CHCIEĆ A MÓC jest wykopana przepaść.
    Toteż dzisiaj -podobno- KAŻDY JEST ARTYSTĄ, oprócz tych UTALENTOWANYCH.
    "Tak się jakoś złożyło", że wszelka -na ogół samozwańcza-awangarda proponuje dzieła na poziomie wykonawczym utworu: "Wlazł kotek i siedzi na żerdzi". Jak leci z kolejnym NOWYM, to to nowe nie jest skomplikowane jak genewski akcelerator cząstek LHC tylko jak pudełko zapałek, kubik z IKEI, arkusz blachy lub -co najwyżej- rulon siatki ogrodzeniowej ocynk i zardzew. Ma się rozumieć, nie polecałbym Bałce nawiązywać do Rafaela, ale jak go tak interesują zmacerowane materie, to spojrzałby chociaż kątem oka w stronę Kiefera, Tapiesa, Burri'ego, Millaresa, Schwitersa, a nawet Paolozzi'ego czy Panamarenki. Tam znajdzie i NOWE i CIEKAWE i odrobinę trudniejsze od trafienia piłką w podłogę lub kulą w płot kirkutu w Otwocku.

    OdpowiedzUsuń
  40. Anonimowy01:45:00

    Jako dowód na powyższe warto przypomnieć ukute przez zakutych określenie metod uprawiania współczesnej sztuki jako Syndrom Braku Kompetencji. Tak więc zanim zobaczymy w galeriach skomplikowanie akceleratora LHC, jeszcze przez czas jakiś będziemy zmuszeni do podziwiania niemoty SBK

    OdpowiedzUsuń
  41. Anonimowy01:18:00

    W najnowszym Art&Business Magdalena Wicherkiewicz pośród holokaustowych, znajduje u Bałki elementy "żartobliwe". Można i tak, ale przypomina się w tym momencie znany fragment "Rejsu", kiedy to Stanisław Tym wyrwany z drzemki po odegraniu i kulawym odśpiewaniu przez łzawego smutasa takiejż smętno-rzewnej pieśni, przekonywał, że to utwór wesoły, żartobliwy i optymistyczny. Niewykluczone więc, że na kolejnej wystawie Bałka, tym razem wzorem Kozyry, będzie fikał na wybiegu w roli cheerleadera, pamietając o rejsowej konkluzji: "Proponuję przenieść kolegę śpiewaka do sekcji gimnastycznej"

    OdpowiedzUsuń
  42. Anonimowy07:05:00

    Nowinki

    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8844974,Gwiazdy_i_orgia_swiatel_na_otwarcie_Stadionu_Narodowego.html

    Nie wiem jeszcze, co jest na rzeczy? Ale sprawa jest wielce niepokojąca, skoro w jury konkursu na zorganizowanie imprezy masowej zasiada pan Krzysztof Materna, właściciel firmy zajmującej się tym samym, czyli m.in. organizowaniem imprez masowych i promocyjnych. Jakoś samoistnie narzuca się podejrzenie, że firmę pana Materny „MM Communications” ze zwycięską firmą „Ars Communications”, łączy nie tylko podobieństwo nazw.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Andrzej Biernacki14:59:00

    Tu zachodzi inna koincydencja. W jury tego konkursu obok Krzysztofa Materny zasiadała nasza doba znajoma, Anda Rottenberg, która z Magdą Materna współtworzy fundację Open Art Projects. Sami swoi. 10 baniek do podziału non olet.

    OdpowiedzUsuń
  44. za 10 baniek dużych to można wysadzić w powietrze tak z 10 stadionów,kilka Galerii i w kosmos wysłać jakiś sygnał typu: jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie wspaniale... ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Anonimowy17:23:00

    10 baniek! Nie no, takiej okazji „Anda i Banda” nie przepuszczą – mowy nie ma!

    OdpowiedzUsuń
  46. Andrzej Biernacki01:02:00

    Stadiony i sztuka to osobny temat. Niedawno czytałem, że państwo wydając jakąś nieprzyzwoitą kasę na poznański stadion, tak naprawdę stworzyło super environmment by jakiś kibolski męt mógł sobie tam stworzyć sieć gastronomiczną (jakąś kebaniarnię), z której wyciąga 2 bańki rocznie. Gdy patrzę na powstające MOCAKI, CSW, MSN-y, czyli de facto prywatne galerie autorskie wyznaczonych ukazem dyrektorów, nie mam wątpliwości, że będą służyć temu samemu, co kebabiarnie męta na poznańskim obiekcie: królikowi i znajomym królika, oczywiście, na nieporównanie wyższym poziomie finansowym.

    OdpowiedzUsuń
  47. Anonimowy05:57:00

    Zapytam tak z czystej ciekawości, pod wpływem tego co zobaczyłem ostatnio na blogu Mariusza Arczewskiego, czy może przeszło Panu przez myśl, Panie Andrzeju, zorganizowanie kolejnej wystawy tego twórcy? Dla mnie to cholernie zdolny grafik i właśnie na takich młodych stawiałbym, z myślą o wielkiej polskiej sztuce w przyszłości. Nie wiem, co p. Mariusz aktualnie tworzy? Informacje mam tylko z sieci. Wydaje mi się, że ostatnimi czasy „rozpuszczał” on swój indywidualny talent w działaniach zespołowych (podczas pracy nad filmem animowanym dla gimnazjalistów). Mnie tam – ale to jest tylko moje prywatne zdanie - szkoda takiego formatu talentu do tego typu działań. A z wielką przyjemnością obejrzałbym coś na równie wysokim poziomie, jak to co było prezentowane na wystawie u Pana - „Monochromaty”. Dla mnie to był estetyczny „wykop” w przestrzeń wyobraźni! Tak czy owak, już jestem wdzięczny Panu, bo to dzięki stronie Pana galerii odkryłem twórczość p. Arczewskiego. Za co serdecznie Panu dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  48. Andrzej Biernacki11:07:00

    Podzielam podziw dla talentu Mariusza i podobnie jak Pan/Pani wolałbym żeby skupił się na indywidualnej pracy. Ale -jak wiem- to nie jest takie proste. Młodzi przecież widzą co jest grane. Co do mnie z przyjemnością zrobię mu kolejną wystawę w większym wyborze niż to miało miejsce na Nowym Świecie. Pozdrawiam, AB

    OdpowiedzUsuń
  49. prosimy o więcej takich porównań / zerżnięć !
    :D

    OdpowiedzUsuń
  50. Anonimowy00:34:00

    właśnie! ile można czekać na nowy wpis... cierpliwość mi się kończy:D

    OdpowiedzUsuń
  51. Andrzej Biernacki11:15:00

    Sorry, ale taki wpis jak o Bałce trochę jednak kosztuje i musi powisieć na planszy by nabrał mocy urzędowej. Jak na razie niewiele z tego zwisu wynika, żadnej znaczącej reakcji, karawana jedzie dalej, choć wytoczyłem najcięższe działa. Plujesz w twarz a towarzystwo adoracji wzajemnej utrzymuje, że deszcz pada. Oczywiście milczenie reakcji jest o tyle wymowne, że w świetle tak ewidentnych przykładów rżnięcia, nie wiem jakich argumentów trzeba byłoby użyć w kontrze. Zwłaszcza przykład Almonda jest bezwzględny i mnie samego powalił. Gdyby tu rzeczywiście światek sztuk wizualnych miał jakiekolwiek ambicje oprócz ambicji uwieszenia się u koryta, po czymś takim jak wpis "BALKA" już dawno powinno dojść do rewolucji.

    OdpowiedzUsuń
  52. Andrzej Biernacki11:23:00

    Ntb. gratuluję visualculture kolejnego tekstu o Bałce.

    OdpowiedzUsuń
  53. cyt: ,,i musi powisieć na planszy by nabrał mocy urzędowej.,,
    -z tym wieszaniem to raczej ostrożnie ,bo na chama to można to podpiąć pod ,,nawoływanie do zbrodni,, ...
    i jeszcze to ,,rżnięcie,, ... kojarzy się z pogromami na Wołyniu itp. ...
    ;)
    ps.
    Panie Andrzeju...
    emaila wysłałem ,a pilne to jest bardzo(dla mnie...)
    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  54. Andrzej Biernacki04:48:00

    Z pogromami na Wołyniu "rżnięcie" kojarzy mi się najmniej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  55. jeśli chodzi o te "rżnięcie" to oczywiście kojarzyło mi się z rżnięciem piłą korpusów ludzkich...na Wołyniu oczywiście...(w latach 40 oczywiście...)

    OdpowiedzUsuń
  56. Andrzej Biernacki13:11:00

    A, chyba że tak. Ja jestem, widać, prostszej konstrukcji myslowej.

    OdpowiedzUsuń
  57. Anonimowy10:05:00

    Czy istnieją jakieś inne teksty krytycznie biorące(jak ten tutaj-za co jestem wdzięczna bo otworzył mi oczy) pod lupę twórczość Bałki?
    ...szukam i znaleźć nie mogę

    PS. Pan artysta M.Bałka będzie teraz uczył studentów na ASP w Warszawie, na Wydziale Sztuki Mediów i Scenografii w Pracowni Działań Przestrzennych...całe zastępy "nowatorów" się szykują;)

    OdpowiedzUsuń
  58. Anonimowy11:13:00

    Czyli, że Bałka zżyna? “Podwieszanie do góry nogami wystawianych, galeryjnych obiektów” według mnie nie jest jeszcze POMYSŁEM, zwłaszcza jeśli nie wynika z opowieści zawartej w pracy. Nie chodzi przecież o to, co kto pierwszy zrobił. Mam wrażenie, że autor kurczowo trzyma się wizualnej zbieżności z innymi pracami, co z resztą można uczynić przy okazji “analizy” prac wielu artystów. Mam wrażenie, że konkluzje autora posunięte są do granic absurdu a przez autora przemawia jakaś osobista niechęć do osoby Bałki. To problem krytyków i kuratorów, działających na rzecz popularności wystawy, którzy sięgając do jezyka reklamy, piszą o NOWYM i NOWOŚCI itd. Myślę, że jest to krzywdzące dla prac artysty bo odwraca uwagę od tego co jest w pracach Bałki ważne czyli to personalne doświadczenie i intuicyjność (która nie ma nic wspólnego z zimnym kalkulowaniem i próbą wpisania się w światowe trendy). Życzę jednak powodzenia panie Biernacki w dalszym “otwieraniu oczu” ludziom. Ewidentnie niektórzy sami nie potrafią patrzeć i imponuje im ta żonglerka ingnoranckich porównań.
    pzdr,
    M

    OdpowiedzUsuń
  59. Anonimowy04:14:00

    P.Biernacki w swoim tekście może celowo przejaskrawia, ale po to tylko żeby wyraziściej zaznaczyć niuanse, których odbiorca bez zaplecza intelekt. z dziedziny sztuki, hist.sztuki nie jest świadom, a to co dobre to artykuł przypomniał mi plejadę wspaniałych artystów, których twórczość właśnie zgłębiam...za każdym razem pod ogromnym wrażeniem

    P.Bałka może nie zżynać ...tylko niejako intuicyjnie, niechcący dochodzić do podobnych, zbliżonych rozwiązań formalnych co inni artyści;),i zgoda!,to w ogóle pokazuje jak w tego rodzaju sztuce ciężko zachować indywidualność, osobowość, oryginalność, jednak po tak promowanym artyście który SAM podobno określa się mianem nowatorskiego oczekiwałabym większej jawnie deklarowanej samoświadomości artystycznej spuścizny twórców, TYLKO TYLE...i w ten sposób "krzywdzony" artysta wyprzedziłby i odparł wszelkie zarzuty, obronił swoją sztukę, wrażliwość, to nie jest nieświadomość tylko najpospolitsza ignorancja w stosunku do dorobku wielkich artystów, jakiś ponury znak naszych czasów...
    żywię nadzieję, że tak nie jest, chciałabym się mylić, dlatego pytam zainteresowanych tematem o inne krytyczne artykuły w celu porównania, bo może wszyscy się mylimy razem z ewidentnie zawistnym P.Biernackim;),
    minie trochę czasu zanim wyrobię sobie własną opinię o sztuce M.Bałki, mam do tego prawo

    "To problem krytyków i kuratorów, działających na rzecz popularności wystawy, którzy sięgając do jezyka reklamy, piszą o NOWYM i NOWOŚCI itd. Myślę, że jest to krzywdzące dla prac artysty bo odwraca uwagę od tego co jest w pracach Bałki ważne czyli to personalne doświadczenie i intuicyjność "

    nie zgadzam się, to jest niestety problem artysty, któremu najwidoczniej jest to na rękę, co szkodzi sztuce, odwraca uwagę od istoty dzieła, wystawia ją na atak, krytykę, z którą zresztą artysta nie polemizuje, co świadczy już o arogancji, pytanie tylko dlaczego?, może wynika to z wygodnickiego poczucia bezpieczeństwa i to dopiero jest zastanawiające...bo kto mu to poczucie zapewnia i po co?

    nie sugeruję się bełkotem marketingowym, nie trafia do mnie... potrafię sama patrzeć i co Pan M. pominął też myśleć, a imponuje mi nie żonglerka tylko odwaga nazywania rzeczy po imieniu
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  60. Anonimowy13:47:00

    Anonimowy pisze: ”Ale przyszedł frustrat i nam rozjaśnił przedpole. Zakłady zamknięte czekają na takich jak pan, panie B.”

    Chrzescianska milosc do blizniego przywoluje swiadomie moralny porzadek na blogu i zakazuje zyczyc anonimowemu podobnej sytuacji. Byc odeslanym do zakladu zamknietego nie jest zapewne dla nikogo milym przezyciem, nie mniej jednak, czeka na Pana kolejny psychiczny sprawdzian.

    Wedlug wszystkich regul gospodarki wolnorynkowej, sztuka jest traktowana jako towar (bez wyjatku, takze w Polsce). Jakie propozycje artystyczne urosna do miany sztuki, okresla w publicznej debacie garstka ludzi, ktorzy poprzez zajmowane pozycje w systemie sztuki tworza i wplywaja na opinie publiczna.
    Zauwazona, slusznie w tekscie pana B., podczas tego procesu manipulacja jest czescia tego systemu i nie mozna jej calkowicie wykluczyc. Nalezy sie tutaj z duzym szacunkiem odniesc do tekstu i docenic trud pana B. i jego odwage oslaniania mechanizmow dzialania polskiego rynku sztuki na przykladzie tworczosci polskiego artysty Balki.

    Oto tutaj wspomniany powyzej sprawdzian dla animowego (w wolnym przeze mnie tlumaczeniu tekstu Daghilda Bartelsa).

    OdpowiedzUsuń
  61. Anonimowy14:14:00

    Niemiecki krytyk sztuki Daghild Bartels, powolujac sie na artykul nowojorskiego tygodnika Village Voice, ktory ukazal sie we wrzesniu 1987 roku, zrelacjonowal 3 lata pozniej jego tresc (patrz str. 203 “Moderne Kunst. Zugänge zu ihrem verständnis”, Klett-Verlag 2001), ktory z akrobatyczna dokladnoscia opisal process zdobywania amerykanskiego rynku sztuki przez wloskich malarzy, Francesco Clemente, Sandro Chia i Enzo Cuchi, nazwanych skromnie ” 3 C”.
    Bartels w swoim artykule opisuje "zwycieska historie trzech panow C, demonstruje doskonale, jak niespelna tuzin aktorow, dobrze usadowionych na ziemskim globie wystarczylo, aby wylansowac nowy kierunek sztuki w zachodnim systemie sztuki. Dowodzi takze fakt, ze w tym spektaklu krajowa krytyka sztuki pozostaje bez wiekszego znaczenia wobec operujacej w zachodnim swiecie sieci publicznych instytutow sztuki, muzeow, Kunsthallen, galeri ze swoimi wplywami.
    Glowna figura w tym spektaktu byl galerzysta Gian Enzo Sperone, dzieku ktoremu rozpoczela sie transkontynentalna roped-party, ktora swoim zasiegiem objela siec miast, Bonn-Amsterdam-Londyn-Nowy Jork. Juz wczesniej, Gian Enzo Sperone w swojej galeri w Turynie lansowal trzech wspomnianych wloskich artystow. W tym takze czasie niemiecki galerzysta Maenz, wspolpracujac z nim, zorganizowal sprawnie szereg kolejnych grupowych wystaw wspomnianych artystow w Kielu, Mannheimie, Bonn, Wolsburgu i Groningen. Bardzo wazna role odegrala przy tym zorganizowana przez Jean Christophe Ammanna grupowa wystawa w Kunsthalle w Basel, ktory piastowal tam funkcje dyrektora. Wystawa ta objechala potem Muzeum Volkwang w Essen i Stedelijk Muzeum w Amsterdamie. Byly dyrektor amsterdamskiego muzeum Edy de Wilde zakupil okolo 20 prac dla niego i kilka dla siebie. Ten muzealny engagement byl waznym sygnalem dla galerzysty z Zürichu Bruno Bischofbergera, ktory kooperujac ze Sperone zakupil z tej wystawy jedna trzecia prac przeznaczonych do sprzedazy . Do tego, wszystko to, co mozna bylo jeszcze w atelier wloskich artystow nabyc i szybko potem staly sie one istotna czescia zbiorow Guntera Sachsa, znanego niemieckiego kolekcjonera sztuki. Takze Markx, zachodnio-berlinski znaczacy kolekcjoner sztuki, zdecydowal sie zagrac wazna role w tym spektaklu. Villege Voice skomentowal te wydarzenia jako istotny impuls dla dalszych niezdecydowanych kolekcjonerow. Teraz zakup obrazow byl dla nich oplacalnym interesem. Kiedy Charles Saatchi, posiadacz najwiekszej reklamowej agencji na swiecie, jak zawsze z duzym stylem, wlaczyl sie do interesu, trudno jest oszacowac. Fakt jest, ze uznany jest za jednego z najwiekszych trendsetterow, ktory dominuje rynkiem sztuki zachodniej i cenami prac. Nie nalezy przy tym wspomniec wloskiego profesora histori sztuki Achille Bonito, ktory nie tyko uwiecznil wloskich artystow w jego ksiazce, sytuujac ich trafnie w swiecie sztuki, ale takze wymyslil nazwe dla grupy, ktora w procesie dystrybucji ich prac, uzywa sie do dzisiaj jako marke, Trans-Avant-Guardia"

    Wracajc na krotko do postaci Bruno Bischofbergera, slynnego szwajcarskiego galerzysty, informuje, ze zorganizowal on w Kunsthalle Bielefeld w Niemczech wystawe pod nazwa “The 80s Revisited”, ktora mozna jeszcze do 20 czerwca obejrzec.
    Powolujac sie na artykul z Handelsblatt z 27. maja 2010 roku (http://www.handelsblatt.com/lifestyle/kunstmarkt/marktanalysen/obsessive-malerei-besteht-nicht-immer-markttest/3459300.html) i jego analizie rynku sztuki, mozna przypuszczac, ze celowe "Heiligsprechungen verteuern Kunst" z 80 lat na wystawie w Bielefeld ma sluzyc rewitalizacji podupadlych w miedzy czasie cen obrazow bylych podopiecznych Bischofbergera.

    Pozdrowienia z Hamburga - :) - max.dogin

    OdpowiedzUsuń
  62. Andrzej Biernacki04:23:00

    Te włosko-szwajcarskie koligacje przypominają o błyskawicznym "sukcesie" Ziółkowskiego u Wirtha (mój starszy post: Bajki z mchu i paproci) i jego licencje z transawangardy Clemente i Palladino. Taki kontynuator urzeczywistnia żywotność trendu i sens całości łańcucha następstw.
    Postawa Ammana z Kunsthalle Basel i Edy de Wilde ze Stedelijk (zakupy do zbiorów publicznych i własnych) a także Saatchiego, który jako członek przystawki Tate (The Partners) kupował na dwa fronty(do Tate i dla siebie) Francesco Clemente jest kluczowa w zrozumieniu procederu wygodnych promocji: nacjonalizowanie kosztów i prywatyzowanie zysków.

    OdpowiedzUsuń
  63. Anonimowy05:44:00

    Tekst ujawnia...ignorancję autora w zakresie doświadczeń postrzegania jak i warsztatu badawczego. Zatrzymanie się przy czystym formalizmie w ocenie dzieła sztuki? Toż to kompromitacja intelektualna. Wykłady na IHS UW są za darmo i dostępne dla wolnych słuchaczy. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  64. Drogi Anonimowy. Jak uważnie przeczytasz pierwsze zdanie mojego tekstu z łatwością zrozumiesz, bez dodatkowych wykładów dla wolnych słuchaczy, że clou mojego tekstu stanowi właśnie odniesienie się do kwestii NOWOŚCI formalnej Bałki. Ba, nawet cytuję krytyków, którzy piszą o jego twórczości, że wprowadził: "NOWE FORMY(..) jak i obrazy i tematy", koniec cytatu. Stąd moje zatrzymanie się na "czystym formaliźmie" Bałki. Oczywiście nigdzie nie twierdzę, że te porównania WYCZERPUJĄ zagadnienie. Moje ambicje były skromniejsze. Liczę zatem, że Anonimowy dokończy dzieła i uzupełni moją, być może kulawą analizę formalną o "zakres doświadczeń postrzegania" demonstrując wszystkie walory swego warsztatu badawczego po kursach na IHS UW.Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  65. potasik03:11:00

    a propos intelektualnej kompromitacji: Anonimowemu - fanowi Bałki, powinna być na rękę ignorancja i kompromitacja intelektualna Biernackiego, tymczasem z jego wpisu przebija wyraźna troska o dokształt a w konsekwencji troska o los Biernackiego. Zastanawiam się jak chce to kolega/koleżanka Anonim pożenić logicznie?

    OdpowiedzUsuń
  66. Anonimowy05:57:00

    on/ona w dupie ma logikę jak chodzi o koryto

    OdpowiedzUsuń
  67. hmm podobieństwo wizualnej formy nie świadczy jeszcze o tym, że zostało skopiowane dzieło sztuki. liczy się przecież również kontekst. forma okręgu wykorzystana w pracy artysty z kręgu minimalistów i forma okręgu wykorzystana przez Bałkę mają zupełnie różne znaczenia. nie wiem, czy taką argumentacja da się obronić wszystkie powyższe prace Bałki, ale sporo tak.

    OdpowiedzUsuń
  68. Oczywiście ma Pani rację, że wizualne podobieństwo nie świadczy o tym, że skopiowano dzieło sztuki. Też uważam, że liczy się kontekst, więc tym bardziej nie wiem jak da się -uczciwie- obronić licencję Almond/Bałka (Przystanek/Winterreise), Serra/Bałka, Nauman,Bałka, On Kawara/Bałka etc..
    Jednakże, jak napisałem na wstępie artykułu, ilekroć słyszałem o Bałce uderzała mnie szermierka określeniami NOWE, NOWA FORMA, NOWY PUNKT WIDZENIA. Pół biedy gdy słyszałem to latami od krytyków, ale gdy sam artysta zaczął w to wierzyć (wywiady z Fussem i Jarecką), zareagowałem. Zgromadziłem i porównałem materiał i to zestawienie -muszę przyznać- mnie samego walnęło jak obuchem.
    Wracając jednak do Pani zdania, że "wizualne podobieństwo nie świadczy o tym, że coś skopiowano", warto być w tym konsekwentnym.
    Kiedyś, stała apologetka Bałki, Anda Rottenberg, na propozycję wysłania do Paryża (w ramach Roku Polskiego we Francji) obrazów Jacka Sienickiego ucięła krótko: nie warto wozić drzewa do lasu. Przyłączyła się tym samym do chórku krytyków permanentnie wyrzucających Sienickiemu wpływy de Staela, Giacomettiego, Wróblewskiego, Nachta, w sytuacji, gdy sam artysta nie odżegnywał się od wspólnoty z nimi własnej postawy. Obraz rodzi obraz, mawiał o swoich fascynacjach i próbach nawiązania skromnego dialogu. Ale na to znowu dyżurni kapłani nowości i nowatorstwa w sztuce wyskakiwali zza węgła i machając nowościami na sztandarach, wywalili Sienickiego z większości muzeów i galerii, wciskając na to miejsce zwały "bałkowego" towaru. Ponieważ bliższa mi postawa mojego majstra, dyskretnie zwróciłem uwagę, że wbrew wszelkim pozorom i nachalnej propagandzie, o żadnym towarze "bałkowym", jak na razie, nie bardzo możemy mówić. Amen

    OdpowiedzUsuń
  69. Zastanówmy się w takim razie nad przedstawioną przez Pana pracą Naumana "Double Steel Cage Piece" z 74 roku i pracą Bałki zrealizowaną dla niemieckiego muzeum. Pracę Naumana ujmuje się zazwyczaj jako instalację mającą na celu wywołanie u odbiorcy uczucia zamknięcia, frustracji, czy paniki, coś w rodzaju klaustrofobicznego cielesnego doświadczenia. Z kolei praca Bałki tematyzuje same warunki odbioru sztuki (http://parergonn.blogspot.com/2010/06/najnowsza-praca-mirosawa-baki-w-muzeum.html).
    Pod względem treści są to zatem zupełnie różne prace.

    OdpowiedzUsuń
  70. Pani Aneto. Dawno temu Tadeusz Baird zauważył, że bardzo wielu ludzi miewa genialne pomysły i super treści, ale niewielkie lub żadnych możliwości ich kongenialnego artykułowania. A właśnie artykulacja, sposób wydobycia tego szczególnego, jedynego w swoim rodzaju "tonu" z użytego w dziele materiału czyli PRZEKŁAD pomysłu na kształt wizualny jest tym, co odróżnia człowieka tylko z pomysłami od artysty. To raz.
    Dwa, Mirosław Bałka przed laty zrezygnował z tradycyjnie pojmowanej rzeźby, bo mu -rozumiem- ta tradycja ciążyła. Jego prawo. Ale jak komuś ciążą stare środki, znaczy się ma w odwodzie albo poszuka środków nowych. No i ma WŁASNY POWÓD do zastosowania SWOICH, nowych środków. Przyzna Pani, że zamiana STARYCH, CUDZYCH środków na CUDZE NOWE nie jest najlepszym sposobem na uwolnienie się od ciążącej tradycji. Słowem, nie byłoby problemu Bałki tylko problem Naumana gdyby klatka Bałki miała datę 1974 a Naumana 2010. Ponieważ -niestety- jest odwrotnie, zadowoleni z Bałki mogą być wszyscy, oprócz Naumana.
    Trzy. Jeżeli -jak Pani pisze- pod względem treści są to różne prace, to -oprócz tego że ŁATWIEJ- po co realizować je identycznymi środkami?

    Swoją drogą fajnie, że Pani bezinteresownie upomina się o Bałkę. Ale czy Bałka potrzebuje obrońców? Przecież jemu żadna krzywda się po moim artykule nie dzieje. Przeciwnie. Bryluje jak brylował po wszystkich odpustach sztuki. Jeszcze dobrze nie skończył pokazów w londyńskiej Hali Turbin i oxfordzkim Tate a już w ZUJ-u retrospektywa filmików, w Madrycie konsekracja gniota, w Salonie ASP kolejny gniot kiwający główką. W ASP tak dobrze kiwał, że nawet profesorem go zrobiono. Serdecznie pozdrawiam, AB

    OdpowiedzUsuń
  71. 1. nie jestem przekonana co do tego, że forma obu tych prac jest identyczna - jednak są różnice w obu konstrukcjach, u Bałki zdaje się, że były jakieś wentylatory itp., poza tym umieścił on swoją instalację w muzealnych salach z dawnym malarstwem, co też wpływa na jej wizualny odbiór.
    2. nawet jeśli przyznamy, że użyte środki artystyczne są takie same/bardzo podobne, to i tak trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy jest to w ogóle istotne w kontekście oceny twórczości Bałki. w swej wypowiedzi zakłada Pan, że artysta powinien szukać nowych środków, że środki w ogóle są ważne. dla mnie nie jest to sprawa oczywista. wydaje mi się, że eksperymentowanie z formą jako wartość/kryterium oceny (jak i w ogóle cały paradygmat 'wizualny' czy 'zmysłowy' w sztuce) nie pasuje do wielu zjawisk współczesnej sztuki (zaczęło się m.in. od słynnej łopaty Duchampa). Przejawia się to choćby w tym, że dla wielu współczesnych artystów, choćby z nurtu sztuki zaangażowanej, czy krytycznej, wartości estetyczne i jakiekolwiek poszukiwanie nowych środków nie mają specjalnego znaczenia, nie mówię, że to w ogóle nie jest dla nich istotne tylko, że jest to dla nich problem drugorzędny, dzieło sztuki rozpatrują zawsze w odniesieniu do konkretnego kontekstu, więc ew. identyczność formy w obliczu odmiennych okoliczności jej użycia zupełnie ich nie martwi. być może jest tak również dla Bałki.
    3. nie wiem, czy Bałka potrzebuje obrony, czy nie. szczerze mówiąc zupełnie mnie to nie interesuje. piszę, bo ciekawi mnie problem.
    pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  72. Andrzej Biernacki12:52:00

    O tak, tej sztuce(?) i osobowości wentylatory potrzebne są jak ...powietrze. Zadaniem mojego tekstu było właśnie przewietrzenie tego zaduchu powstałego z nadmiaru kuratorskich peanów głównie -przypominam- w kwestii NOWOŚCI bałkowej FORMY. Jak się okazało, że forma -bynajmniej- nie bardzo jest NOWA, to teraz -oczywiście- NIE JEST TAKA WAŻNA.
    Obawiam się, Pani Aneto, że się nie dogadamy, bo ja stoję na wielce niemodnym dzisiaj -zwłaszcza dla teoretyków- stanowisku, że FORMA w sztukach WIZUALNYCH jest JEDYNIE WAŻNA. Stoję na stanowisku, że tylko ze ZNALEZIONEJ i WŁAŚCIWEJ formy dzieła bierze się jego TREŚĆ. Treść, która ma niewiele wspólnego z TEMATEM i do której wyłożenia nie potrzeba tasiemcowych objaśnień i uzasadnień kuratorskich. Tych wszystkich kartek doczepianych hurtowo do prac, całej tej drętwej pisaniny oplatającej twórczość plastyczną w ramach "instrukcji odbioru". Bo forma znaleziona i właściwa tłumaczy się sama. Sama. Bez pośrednictwa tych, którzy teraz chcą grać i zresztą grają (bo z reguły trzymają łapy na instytucjonalnej kasie) pierwsze skrzypce, nawet przed artystą.

    Załóżmy jednak, jak chciałaby Pani, że forma, środki, wartości estetyczne nie są dla Bałki istotne. Jeśli tak, dlaczego z nich w ogóle nie rezygnuje, tylko wybiera najłatwiejszy wariant: POWTARZA FORMĘ ARTYSTÓW DAWNO URZECZYWISTNIONYCH, POWTARZA ICH GESTY, KTÓRE BYŁY RYZYKOWNE LATA WSTECZ. WOZI SIĘ NA ICH RYZYKU I ICH -oczywiście- SUKCESIE.
    Warto zauważyć, że Bałkę wypromowali CI, KTÓRZY SĄ żywotnie ZAINTERESOWANI W PODTRZYMYWANIU MITU TYCH, W KTÓRYCH PRZED LATY ZAINWESTOWALI: Naumana, Serry, Morrisa. Zainteresowani w podtrzymywaniu ich AKTUALNOŚCI w kolejnym wcieleniu i jeszcze do tego z drugiego obszaru (Europy śr.-wsch.).
    Co do łopaty Duchampa, to choć nie jest to moja bajka jestem za, bo on właśnie miał te jaja: nie cenił paradygmatu wizualnego więc z niego zrezygnował. Powiedział formie Adjeu! i przerzucił się na szachy. Sprawa jest czysta. Bałka wprost przeciwnie: nie tylko nie rezygnuje z paradygmatu estetycznego ale jeszcze wstępuje w szeregi (Akademii) SZTUK PIĘKNYCH. Paranoja albo... himalaje hipokryzji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  73. Anonimowy10:39:00

    Pani Aneto i Panie Andrzeju - pozwole przylaczyc sie do dyskusji i odpowiedziec na problem.
    1. Kazda z wypracowanych dotychczas teori i estetycznych moze byc uzyta do analizy dziela sztuki. Pytanie jednak: na jakich zalozeniach metodologicznych dokonuje sie analizy faktu artystycznego i czy trafnie go interpretuje?
    2.Zarowno Pani metoda perfomatywna (kontekstualna) uzyta do krytyki instalacji Balki w niemieckim muzeum w Karlsruhe (patrzy: http://parergonn.blogspot.com/2010/06/najnowsza-praca-mirosawa-baki-w-muzeum.html), jak i Pana Andrzeja formalna wychodza z tradycji hermeneutyki , ktora traktuje dzielo jako integralna calosc. "Sens jest zawarty nie poza faktem artystycznym, lecz jest immanentna zdolnoscia produkowania sensu wewnatrz faktu artystycznego". Roznica polega jedynie na tym, ze Pan Andrzej odnosi analize do podobienstawa formalnych (wizualnych), Pani do procesu.

    OdpowiedzUsuń
  74. Anonimowy10:40:00

    Przyklad (wraz z krotka historyczna perspektywa):

    Praca Naumana "Double Steel Cage Piece" z 1974 roku jest przykladem sztuki instalacji i arrangements , ktorej poczatki datuje sie na koniec lata 50-tych i poczatek 60. Prace takich artystow jak Bruce Nauman, Vito Aconci, Chris Burden, Dan Graham, Rober Morris, Alan Kaprow czy Nan June Paik w latach 60 i 70 zaadaptowaly nowe przestrzenie artystyczne i zaakcentowaly przesuniecie dotychczasowej analizy estetycznej dziela sztuki z tzw. estetyki przedmiotu na rzecz wydarzenia i procesu, w ktorym obserwujacemu dzielo sztuki przypada, zamiast kontemplatywnej, rola aktywnego uczestnika. W sytuacji przestrzennej proponuje sie uczestnikowi estetyczne doswiadczenie, ktore dzieki jego wrazliiwosci i wiedzy zostaje indywidualnie konstruowane. Interpetacja zdarzenia dbywa sie na poziomie powstajacej dynamicznej konstrukcji: instalacja - aktywny uczestnik i przesuwa znaczenie interpretacji z pytania "dlaczego" na "jak".
    Takie postepowanie badawcze zawiera metodologiczna slabosc , ktora usuwa z pola analizy tworce dziela sztuki i nie wpisuje go i pracy w aktualny kontekst kulturowy. Skupia sie przede wszystkim na wspomnianej juz wczesniej dynamicznej konstrukcji i wychodzi z tradycji hermeneutyki (albo z histori sztuki opartej na strukturze - Hans Seldmayr)

    OdpowiedzUsuń
  75. Anonimowy10:41:00

    3.Tutaj chcialbym nawiazac do tradycji metod badawczych, ktore nie traktują dziela sztuki jako integralnej calosci. Wybieraly pewien aspekt dziela sztuki i analizowaly go w odniesieniu do innych zrodel, np. kulturowych. Wobec obecnych zmian kultury w Europie i jej transformacja w kierunku celebrity kultur, ta tradycja wydaje mi sie bardziej adekwatna. Wlasnie dla potrzeb interpretacji wspolczesnych dokonan sztuki instalacji i tym samym instalacji Balki zespol zjawisk kulturowych jest niezmiernie wazny i dostarcza krytycznych intrumentow.

    Balka i i wielu innych artystow instalacji z Zachodu mozna zaliczyc do grupy tzw. celebrity artists,
    a ich instalacje z tendencja do aranzacji duzych "spektakli" (teatralizacji) asocjuja podobne zjawiska w lonie obecnej europejskiej kultury, ktora krytycy kultury nazywaja event kultur.
    Moze znajdzie sie na blogu czas i powod, aby dalej kontynuowac ten temat i tym samym krytyke instalacji Balki. Pani Anety analiza na jej blogu instalacji Balki w Karslruhe nie dostarcza, pod tym katem , zadnego istotnego powodu i jest przykladem, ze czesto nie tylko artysta ale krytyk sztuki i jego uzyte narzedzie krytyczne jest problemem?

    OdpowiedzUsuń
  76. Anonimowy10:42:00

    4. Pana Andrzeja krytyka prac Balki dostarcza przykladow na to, ze porownujac trud Naumana szukania roznorodnych srodkow (uzytej materia) do rozwiazan artystycznych w ciagu jego dlugoletniej tworczej pracy z poszukiwaniami Balki, stawia Balke w niekorzystnym swietle.
    Pana Andrzeja reflekscje o znalezieniu wlasciwej formy, ktora broni sie sama zmodyfikowalbym na: zadaniem artysty jest szukanie odpowiednich srodkow do wyrazenia idei. Jesli srodki do wyrazania idei artystycznej tak nachalnie przypominaja wczesniejsze uzyte przez innych artystow , to jest to problem? Albo artysta jest leniwy, albo idzie na latwizne? Nie nalezy sie dziwic, ze juz w latach 70-tych ubieglego wieku jakis inny zmeczony podobienstwem wielu prac sztuki ziemi do siebie
    napisal dumnie, nie wykopalem zadnego dolu w ziemi. Oto kolejny przyklad (dolaczam do przykladow pana Andrzeja) znaleziony w internecie: http://search.it.online.fr/covers/?p=1164.

    Pozdrowienia z Hamburga :)- max dogin

    OdpowiedzUsuń
  77. Andrzej Biernacki02:16:00

    Pańskie zdanie: "Znalezienie odpowiednich środków do wyrażenia idei" nie jest -jak sądzę- modyfikacją mojej refleksji o znalezieniu formy właściwej. Jest jej wstępem. Innymi słowy, znalezienie właściwych środków to dopiero połowa zadania dla artysty, drugą połową jest -przy użyciu tych środków- znalezienie formy właściwej.I "jedynej" w danym przypadku, tzn. takiej, w której niepodobna zmienić żadnego elementu bez zmiany sensu całości: materii dzieła (czyli nienaruszyć harmonii kontrastów) oraz jego przekazu czyli treści.

    OdpowiedzUsuń
  78. Anonimowy06:49:00

    Panie Andrzeju nie chcialbym, aby w dyskusji naszej uszedl uwagi problem? i moje uwagi do tego?
    Powtorze dlaczego: pytaniem Pani Anety Roztkowskiej bylo zasadnosc uzycia Panskiej metody opisu dziela sztuki do instalacji Balki. Dlatego zaproponowala porownac instalacje Baumana "Double Steel Cage Piece" z 1974 roku z instalacji Balki w niemieckim muzeum w Karlsruhe i zaproponowac analize peformatywna , ktora uzyla we wlasnej krytyce na jej blogu (patrz: http://parergonn.blogspot.com/2010/06/najnowsza-praca-mirosawa-baki-w-muzeum.html), twiedzac, ze adekwatniej opisuje prace.
    Moim zamiarem jest zwrocic (odwoluje sie do przemyslen filozoficznych Richarda Rorty w eseju "Non Reduktive Physicalism") , ze do opisu dziela sztuki kazda sprawdzona historycznie metoda badawcza w estetyce jest adekwatna, tzn. nie redukowac jednej na rzecz innej, uwazajac, ze jest mniej efektywna. W przypadku uzytej przez Pania Anete Roztkowska i Pana metody badawczej zwrocilem uwage na ich hermeneutyczna ograniczonosc i braku komponentu poza dzielem sztuki - kontekstu kulturowego, ktory moim zdaniem obecnie do analizy zjawisk sztuki jest niezmiernie wazny.

    OdpowiedzUsuń
  79. Anonimowy06:50:00

    Dlaczego?

    Propozycja Pani Anety Roztkowskiej porownac die instalacje Neumana i Balki o tyle moze byc uzasadniona jesli, co zreszta uczynila w swojej recenzji, uzyje sie performatywnej analizy. Chcialbym jednak zwrocic uwage (to jest pytanie do Pani Anety?) na fakt, ze czas powstania tych dwoch instalacji rozni prawie 30 lat? I biorac pod uwage kontekst kulturowy, a wiec zmiane otoczenia kulurowego (takze formy systemu ekonomiczno-politycznego) performatywna analizy jest niewystarczajaca.
    Tak wiec recenzja Pani Anety Roztkowskiej pozostaje zawieszona w "vakuum kulturowym" i skupia siejedynie na dynamicznej konstrukcji museum- instalacja - uczestnik. To prowadzi do zaniku krytycznego dystansu do tworcy i jego kulturalnego otoczenia i generuje konformistyczne wnioski.
    Moim zdniem, i tu powoluje sie na Panskie przemyslenia, tego rodzaju konformistyczne recenzje generuja dalsze i w koncowym efekcie produkuja zafalszowane fakty kulturalne, ktore stara sie Pan na blogu "rozszyfrowac"
    Przypadek Balki i innych tzw. "wylansowanych" polskich artystow jest tego przykladem. Dlatego tak wazna jest otwarta dyskusja na ten temat, nie tylko na blogu ale w publicznej sferze.
    Krytycy sztuki ponosza duzo odpowiedzialnosc, bo nadaja faktowi artystycznemu symboliczna wartosc?

    OdpowiedzUsuń
  80. Anonimowy06:52:00

    Odpowiadajac na Panskie pytanie odnosnie mojego: "Znalezienie odpowiednich środków do wyrażenia idei". Aby uniknac ponowie dyskusji na temat formalnej analizy, ktora Pan uzyl do prac Balki, zainteresowal mnie fakt podobienstwa formalnej jego prac do innych prac artystow (co bylo takze powodem Panskiego artykulu), nie jest to oczywiscie zarzut, ale problem? Dlatego przeformulowalem je (albo przesunalem) na teren etyki. Tzn. jak dalece artysta inspiruje sie formami innych prac, jak dalece je nagminnie kopiuje? Czy mozna na to pytanie uzyskac odpowiedz?

    Pozdrowienia z Hamburga :)- max dogin

    OdpowiedzUsuń
  81. Moim zdaniem fakt podobieństwa formalnego pracy artysty, którego właśnie rzekome NOWATORSTWO formy, tak jest hołubione przez krytykę jest ewidentnym ZARZUTEM, a nie -zaledwie- problemem. Natomiast fakt podobieństwa formalnego takiej skali jaką wykazałem swoim zestawieniem jest jego zwyczajną KOMPROMITACJĄ.

    Przypomnę raz jeszcze, że w czasie gdy brak internetu nie pozwalał na szybką konfrontację faktów, tacy kuglarze jak Bałka, rezygnujący z tradycyjnego metier, jako tzw. awangarda byli całkowicie wyłączeni z podejrzeń o wtórność. Za to tym batem piętnowani byli nagminnie artyści tradycyjnego warsztatu, którzy zresztą nie wypierali sie wpływów, wspólmoty idei, etc. Ale mieli oni notorycznie na karku zręcznych szermierzy NOWOŚCI i samozwańczych kapłanów NOWATORSTWA, którzy im skutecznie utruwali życie i utrącali sztukę: ten wali pod Giacomettiego, tamten pod Tapiesa inny pod Bacona.
    Dzisiaj, korzystając z dobrodziejstw internetu, swoim wpisem pn. BALKA wykazałem jak naprawdę jest z tą NOWOŚCIĄ formy owej farbowanej awangardy. Oczywiście reakcja obrońców uciśnionego Bałki jest jak najbardziej przeze mnie przewidziana: mętne stękanie o strategiach subwersywnych, zawłaszczaniu (appropriation) albo też ta uwaga Anety Rostkowskiej, że strona wizualna w sztukach wizualnych nie jest ważna. Jak się tego słucha, to zaczyna się mieć wątpliwości jakiego koloru jest węgiel?

    OdpowiedzUsuń
  82. Anonimowy20:07:00

    Pisze Pan: " .....albo też ta uwaga Anety Rostkowskiej, że strona wizualna w sztukach wizualnych nie jest ważna. Jak się tego słucha, to zaczyna się mieć wątpliwości jakiego koloru jest węgiel?"

    Przyjrzyjmy sie uwazniej recenzji Pani Anety Rostowskiej instalacji Balki " Wir sehen dich"
    (patrz: http://parergonn.blogspot.com/2010/06/najnowsza-praca-mirosawa-baki-w-muzeum.html) zapraszajac ja tym samych do wspolnej dyskusji.

    Poczatek tekstu recenzji:
    "W trakcie spotkania zorganizowanego w ramach festiwalu ArtBoom Mirosław Bałka wspomniał o swej najnowszej pracy „Wir sehen dich” przygotowanej dla Staatliche Kunsthalle Karlsruhe. W salach z malarstwem staroniemieckim umieścił kraty - uniemożliwiające bliższe podejście do obrazów oraz ‘dzielące’ przestrzeń ich odbioru na kwadraty - oraz - uruchamiane za pomocą czujników ruchu - duże wentylatory, wywołujące silne strumienie powietrza. Link do filmu prezentującego pracę tutaj.
    Użycie kraty kieruje uwagę odbiorcy ku samemu procesowi doświadczania sztuki. Stwarza ona dystans, czyniąc obraz częściowo niedostępnym, a jego odbiór fragmentarycznym. Paradoksalnie wzmaga to pragnienie kontaktu z obiektem, chęć zbliżenia się do niego, a także scalenia poszczególnych fragmentów w całość. Podmuchy powietrza zwracają ponadto odbiorcę ku jego własnej cielesności, fizyczności, usytuowaniu tu i teraz, w konkretnej, historycznej - ograniczonej czasowo i przestrzennie - rzeczywistości. W ten sposób wskazano na trudności związane z recepcją dawnej sztuki. Pomysł bardzo prosty, a dający niezły efekt.
    W pracy tej Bałka zdaje się kontynuować temat obecny np. w słynnej instalacji dla Tate Modern w Londynie - refleksję nad samą sytuacją odbioru sztuki. W Tate odbiorca został skonfrontowany z absolutnie czarną przestrzenią ogromnego prostopadłościanu, której eksploracja wymagała zaufania i do artysty i instytucji muzeum. „Ciemna noc zmysłów” kontrastowała z obfitością estetycznych bodźców oferowaną przez galerię. Była antidotum na wielość bodźców, które po dłuższym kontakcie mogło czynić zmysłowe doświadczenie intensywniejszym niż zwykle. Wejście w 'pustkę' kierowało ponadto odbiorcę ku niemu samemu, ku funkcjonowaniu jego ciała w nietypowym otoczeniu. Został on w tej instalacji zdany na siebie, na to, co sam wnosi do galeryjnej przestrzeni. Zmuszono go do poszukiwania punktów orientacji, np. za pomocą dotyku, kontaktu z podłożem. Praca ta wprowadzała w sytuację zagubienia, braku orientacji – podważając w ten sposób zaufanie do muzeum jako archiwum - miejsca, gdzie dokonuje się, a właściwie usiłuje się dokonać, porządkowanie sztuki.
    I w Londynie i w Karlsruhe mamy zatem specyficzne uwięzienie skutkujące zwrotem ku samym warunkom doświadczania sztuki. Poddano próbie indywidualną zdolność poradzenia sobie w obliczu dezorientującego doświadczenia"
    Koniec tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  83. Anonimowy20:32:00

    Prosze porownac promocyjne wideo z wystawy Balki na YouTube (http://www.youtube.com/watch?v=_eTJZe76zUU) i rozmowe jego z kuratorem wystawy Julianem Heynen (rozmowa prowadzona jest w jezyku angielskim z niemieckimi tlumaczeniami) i porownac z tekstem Pani Anety Rostkowskiej. Chcialbym takze dodac, ze idea realizacji instalacji Balki powstala w trakcie rozmowy kuratora z dyrektorka Staatliche Kunsthalle Karlsruhe, ktorego pomyslem bylo "w ...jaki szczegolny sposob mozna wspolczesna sztuke osadzic w muzeum, ktore poswiecone jest (staroniemieckiej ) sztuce". Zasugerowal, aby zachowac punkty stycznosci do eksponatow muzealnych. Wybor padl na Balke, kiedy kurator obejrzal staroniemieckich malarzy widzac natychmiast asocjacje z jego tworczoscia? (Jaki rodzaj nie ujawnil? Moze ktos na blogu potrafi odpowiedziec na to pytanie, albo pani Aneta?)
    Jest to tzw. praca na zamowienie (Auftragsarbeit) dla muzeum pod opieka kuratora. Chce tutaj poinformowac, ze obecnie tendencje w wiele muzeach wspolczesnej sztuki, takze starej na Zachodzie sa , zamiast pozwolic sie widzowi na sztuce autonomicznie skoncentrowac, wlaczyc ja jako element wiekszej inscenizacji. Mozna przypuszczac, ze jednym z glownych powodow budowy instalacji Balki jest zachecenie milosnikow sztuki do czestszych wizyt w museum staroniemieckiej sztuki. Sztuka wspolczesna w tym przypadku, sluzy jako element marketingowy. Artysta bierze udzial (swiadomie czy nieswiadomie) w rynkowej spekulacji, ktora ma przyniesc dodatkowy finansowy i nie tylko (w postaci zwiekszonej uwagi publicznej i wplywow z zakupu biletow) profit muzeum. Koncowy rezultat takiego "ukladu" poplaca obu stronom. Taka postawa charakteryzuje obecnie wielu znanych zachodnich artystow i nie tylko zachodnich i nazywa sie "marktreflesive Geste".

    OdpowiedzUsuń
  84. Anonimowy20:34:00

    Jako, ze sens recenzji Pani Rostkowskiej nie wiele sie rozni od tresci rozmowy Balki z Heynen'en (co bylo celem porownania) mozna sadzic, ze jest rodzajem servicu, ktory spelnia role tzw." dworskich uslug" (Heynen)

    Zamieszczam tutaj wycinek z interview Juliana Heynen'a jaki udzielil Barbarze Josepha Scheuermann z artnet Magazin (http://www.artnet.de/magazine/interview-mit-julian-heynen), aby jego slowami wyrazic opinie na temat stanu obecnej krytyki takze polskiej.

    "artnet Magazin: Auffällig im Kunstbusiness ist, dass höchst selten wirklich ehrliche und kritische Meinungen vertreten werden, dass überhaupt Argumente vorgebracht werden, geschweige denn, dass sich eine solide geführte Diskussion über die Qualität künstlerischer Arbeit ergäbe.

    (Tlumaczenie: Zauważalne jest w branży sztuki to, że bardzo rzadko sa reprezentowane rzeczywiscie szczere i krytyczne opinie, że w ogole argumenty sie udokumentuje , nie mówiąc już, że postanie solidnie przeprowadzona dyskusja na temat jakości pracy artystycznej)

    Julian Heynen: Wir leben in einer völlig affirmativen Gesellschaft. Deswegen stellt sich heute ja so dringend die Frage, was überhaupt noch ein kritischer Umgang mit Kunst ist oder was er (wieder) sein sollte. Man muss über Kriterien reden. Bei der Kunstkritik ist es im altmodischen Verständnis relativ leicht: Sie soll mit deutlichen Worten sagen, was sie gut findet, was sie schlecht findet und warum. Heute gibt es stattdessen diese Serviceleistung „Kunstkritik“, die nur Hofberichterstattung ist, oder es gibt diejenigen, die eher eine Art von Ideologiekritik auf theoretischer Ebene betreiben. Die Funktion der Kunstkritik als etwas, das ein Zwischenglied darstellt zwischen dem Publikum und den Kunsttatsachen muss wieder gestärkt werden in dem Sinne, dass sie stärker Stellung bezieht.

    (Tlumaczenie: My zyjemy w affirmatywnym spoleczenstwie. Dlatego, naglace jest obecnie pytanie, jakie jest wogole krytyczne podejscie do sztuki, jakie ono powinno byc. Musi sie o kryteriach rozmawiac. W krytyce sztuki, staromodnie rozumujac jest to latwe: ona powinna wyraznie powiedziec, co jej sie podoba , co nie i dlaczego? Dzisiaj, zamiast tego jest serwis "krytyka sztuki", ktora jest tylko dworska usluga, lub sa tacy, ktorzy prowadza bardziej rodzaj krytyki ideologicznej na poziomie teoretycznym.
    Funkcja krytyki sztuki jako cos, co stanowi posredni zwiazek pomiedzy publicznoscia i faktami sztuki musi sie wyrazic, w tym sensie, ze zajmie stanowisko)

    Ten wpis jest poczatkiem do analizy recenzji Pani Rostkowskiej. Zapraszam ja ponownie serdecznie do dalszej dyskusji, w ktorej przedstawie kolejne krytyczne argumenty odnosnie jej tekstu i wystawy Balki w muzeum w Karlsruhe, a Panu Andrzejowi zycze brak "wątpliwości jakiego koloru jest węgiel".


    Pozdrowienia z Hamburga :)max dogin.

    OdpowiedzUsuń
  85. miło mi, że tak wiele uwagi poświęcono w tej dyskusji mojemu tekstowi ;-)
    proszę uwzględnić, że tekst ten nie jest pracą naukową na temat instalacji M. Bałki, lecz prostym tekstem na blogu. stąd daleko mu do wyczerpującej analizy, jak najbardziej można by rozszerzyć kontekst.
    1. zgadzam się z p. Biernackiem, że w dziele sztuki forma jest ściśle związana z treścią.
    2. przeciwna jestem jednak poglądowi, że 'forma tłumaczy się sama'. Gdyby pokazał Pan ciekawe formalnie (w Pańskiej ocenie) prace osobie z zupełnie innego kręgu kulturowego, to ich forma się nie 'wytłumaczy'. Oczywistość odbioru formy to złudzenie wynikające z faktu, że przeczytał Pan wcześniej wiele karteczek.
    3. zgadzam się z Panem, że osoby piszące o nowatorstwie formy w pracach Bałki nie mają racji. przekonująco pokazał Pan to w swym poście. nie zgadzam się natomiast z tym, że prace Bałki są słabe: moim zdaniem ta sama forma nabiera różnych znaczeń w zależności od kontekstu; prace Bałki (nie wiem czy wszystkie) pojawiły się w innym kontekście, w
    innych miejscach i okolicznościach, niż prace artystów, których Pan przywołał, stąd traktują o czym innym niż tamte.
    4. podoba mi się wskazówka o wykorzystaniu pracy Bałki w celu skłonienia odbiorców do zobaczenia dzieł sztuki dawnej. nie sądzę, by organizatorzy tej wystawy mieli coś przeciwko temu, zapewne właśnie o to im chodziło - zapewnić nową perspektywę oglądu w galerii sztuki dawnej. co w tym złego? to powszechna i zrozumiała strategia wielu muzeów.
    5. jeśli chodzi o uwagi dot. krytyki sztuki, to jak najbardziej się zgadzam - tak, potrzebujemy prawdziwie krytycznej krytyki. nie widzę jednak powodu, by ograniczać teksty na moim blogu tylko do 'prawdziwie krytycznych'. zamieszczam i takie i takie. takie prawo blogera ;-)

    OdpowiedzUsuń
  86. Pani Aneto. Niepotrzebnie i nieuważnie Pani ironizuje, że "wpis na blogu to nie praca naukowa"). Max Dogin się trochę rozpisał, odnosząc się do Pani większego artykułu o Bałce na blogu parergon, a nie tylko do Jej drobnego wpisu tutaj.
    Ja jednak cały czas wyczuwam pod skórą Pani -z pozoru neutralnych- dociekań, pewną stronniczość. Ponieważ zdecydowanie wolę stronniczość zdeklarowaną, powiem Pani, że nie podejrzewałem siebie o tak rzetelny namysł (jak w moim wpisie BALKA) nad ewidentnym rżnięciem jakie od lat demonstruje Bałka i nad skowytem zachwytu jego kuratorskich alter ego. Scjentyzm, którym próbuje się okrasić ten dość jednak prymitywny fakt rżnięcia (niech Pani jeszcze raz spojrzy na Morrisa i Bałkę, Serrę i Bałkę oraz wczyta się w sens Winterreise Bałki i Przystanku Almonda) nie omija Pani wpisów i Maxa Dogina, a dla mnie jest tylko stawianiem dziurawego parawanu przed tym wielkim (190 cm), nagim królem.
    Zgadza się Pani, że "że osoby piszące o nowatorstwie formy w pracach Bałki nie mają racji", choć próbuje Pani ratować jego JAKOŚĆ. Tyle tylko, że w te klocki, w które gra Bałka, JAKOŚĆ jest funkcją NOWOŚCI. POMYSŁ I KONTEKST to trochę za mało jak na sztuki W I Z U A L N E. Dlatego przytoczyłem zdanie Bairda. Ja -bynajmniej-nie twierdzę, że Bałka jest idiotą ( przeczy temu zgrabne przystosowanie uznanych zjawisk, zwłaszcza minimal artu, do otwockiej autobiografii), tylko twierdzę, że jego talenta powyższej mimikry, w sztukach wizualnych to ciut przymało. A więcej niż CIUT przymało na gwiazdę światowego formatu, co grzejący się w jego formacie przyboczni starają sie wmówić całej reszcie stojącej od lat z wywalonymi gałami i opadnięta szczęką z ...osłupienia.

    OdpowiedzUsuń
  87. Anonimowy06:07:00

    Pani Aneto odpowiem na punkt 4 sadzac, ze pozostale niewymienione sa ponownie skierowane do pana Andrzeja Biernackiego, ktory jak czytam podjal juz dialog.
    Honorujac "takie prawo blogera" i Pani teksty na blogu parergon na przyszlosc bede zwracal uwage na takie, ktorym wiecej wysilku poswieca sie w ich redagowaniu!

    "4. podoba mi się wskazówka o wykorzystaniu pracy Bałki w celu skłonienia odbiorców do zobaczenia dzieł sztuki dawnej. nie sądzę, by organizatorzy tej wystawy mieli coś przeciwko temu, zapewne właśnie o to im chodziło - zapewnić nową perspektywę oglądu w galerii sztuki dawnej. co w tym złego? to powszechna i zrozumiała strategia wielu muzeów"

    OdpowiedzUsuń
  88. Anonimowy06:11:00

    Tu sie Pani myli. Pare podstawowych informacji.

    Muzea w Niemczech sa od lat strukturalnie niedofinansowane. Sytuacja jest obecnie szczegolnie katastrofalna. Polityka neoliberalna w Niemczech w ostatnim dziesiecioleciu systematycznego skracania wydatkow na kulture, jak i niedawny kryzys finansowy doprowadzily do zamykania duzych i tradycyjnych panstwowych muzeow. Wiele z nich broni sie przed ta sytuacja, sprzedaza eksponatow lub systematycznymi ich aukcjami, podnoszeniem cen biletow i korzystaniem z bezinteresownej pomocy ludnosci.
    Burzy sie strukture muzeow politycznymi naciskami i zarzadzeniami , ktore zadaja wieksza finansowo-gospodarcza samoaktywnosc, grozac kompletnym ukroceniem budzetu.
    Za przykladem sprawdzonych modeli kulturalnych event kultur sa wypracowywane podobne wewnatrz muzeow. Modne sa takie okreslenia niemieckie jak, "erlebnisorientierter Atmosphäre" albo "die Kunst des Exponierens" rodem z musicalowych przedstawien, atmosfery domow handlowych, czy massmedia spektakli. Powstaje dzieki nim gleboka rysa na dotychczasowym modelu ponad 100 letniej kultury muzealnej, na recepcji kultury i sztuki plastycznej wogole.
    W tym kontekscie, nowa dyrektorka Kunsthalle Pia Müller-Tamm, majac na uwadze wytyczne polityczne i niedofinansowanie muzeum w Karlsruhe zainicjowala program, w ktorym wspolczesni, przede wszystkim (jakze inaczej !!!) znani artysci wchodza w dialog ze stara sztuka (chce zauwazyc, ze przy dramatycznym finansowaniu sektora kultury takie inicjatywy, wedlug przekonan wiekszosci niemieckich dyrektow nie maja sensu i sa szkoda dla kultury) inspirujacy sie kolekcja muzealna staroniemieckiej sztuki, zarazem ja analizujac????

    OdpowiedzUsuń
  89. Anonimowy06:18:00

    Zaprosila w roku 2010, przez wynajetego kuratora Juliana Heynen, Balke. Zadaniem kuratora bylo zadbac o strone organizacyjna i merytoryczna przedsiewziecia wraz z produkcja katalogu i tzw. "opieke" nad sektorem rezenzji gazetowych, a artysta w tym przypadku Balka na wykonaniu zadania. Praca artysty byla finansowana z pieniedzy niemieckiego podatnika, jak do niej katalog i to w wysokosci parunastu tysiecy euro (jesli nie wiecej, razem z oplata kosztow za material instalacji, "niestronniczych" artykulow w katalogu i personelu bioracego bezposredni udzial w realizacji instalacji).
    Zreszta innego rodzaju teksty, jak i recenzje prasowe nie wchodzily w rachube, bylyby kontraproduktywne do celu przedsiewziecia muzeum. Artysta wpisuje sie w przestrzen muzealna jak w przypadku Balki, produkuje wellness - instalacje z dodatkowym (charakterystyczne jest dla takich faktow artystycznach) komentarzem. Juz dawno przebrzmialy aksjologiczne walki herosow sztuki instalacji. Po 30 latach walki pozostaly beztresciowe inscenizacje, ktorych rola spelnia sie w rozmachu i ich spektakularnosci. Zasada marketingowej atrakcyjnosci zostala wpisana w koncept wystawy. Nie pomaga tutaj zadne wentylatory, ktorych podmuch powietrza sluzy pielegnacji wlosow (prosze sie dokladnie przyjrzec promocyjnemu wideo?) a przechadzka wewnatrz, dodatkowa atrakcja po wyimaginowanym molo w Sopocie. Kontakt z obrazami staroniemieckiej sztuki staje sie pustym merytorycznie gestem i nic wiecej. Niektorzy, co odwazniejszy krytycy w Niemczech nazywaja takiego rodzaju instalacje poprostu zlom!!!, za ktory milosnik sztuki zaplaci za bilet wstepu, pomimo podatku placonego miesiecznie na kulture, z wlasnej kieszeni.

    Jesli jest Pani dalej zainteresowana dyskusja, sluze uprzejmie.
    Blog Pana Andrzeja to nie zabawa w ciuciubabke, w obliczu problemow wspolczesnej sztuki. Mam wrazenie, ze inni (z branzy sztuki) traktuja swoje na podobienstwo wellness-urlopu ("takie prawo blogera")?

    Pozdrowienia z Hamburga :) - max dogin

    OdpowiedzUsuń
  90. A ja tam myślę, że sztuki wizualne już dawno znacznie zredukowały swoją wizualność... ciężko mi uwierzyć - zwłaszcza w świetle historii ruchów awangardowych - w istnienie czegoś takiego jak 'istota sztuki' (np. istota polegająca na wizualności, czy zmysłowości). no ale tu już chyba sprawa się o pryncypia rozbija (esencjalizm contra antyesencjalizm...).
    co do pracy Bałki w muzeum w Karlsruhe - uważam zastosowany przez niego zabieg za ciekawy (dlatego napisałam o nim na blogu), natomiast myślę, że można by tam zrobić coś ambitniejszego. To ostatnie nie zmienia faktu, że i tak to mi się podoba. Wentylatory miały zdaje się podkreślić cielesność oglądających, a nie pielęgnować włosy ;-)
    co do ostatniej uwagi, no cóż, prawem blogera jest pisać, jak mu się podoba, a prawem użytkownika internetu czytać to lub nie. pozdrawiam ;-)
    PS Może poda Pan dla równowagi przykład jakiejś świetnej pracy ostatnio zrealizowanej w Niemczech?

    OdpowiedzUsuń
  91. Zależy jak dla kogo sztuki wizualne zredukowały swoja wizualność. Bardzo wielu teraz wyrywa się do publicznego obiegu ze swoim; "a mi się podoba", "a mi sie nie podoba", w ogóle nie biorąc pod uwagę własnych predyspozycji i rzeczywistych możliwości recepcji sztuk wizualnych. Niektórym się np. wydaje, że jak postudiują trochę historii sztuki czyli dowiedzą się o paru faktach z przeszłości sztuki, strategii sztuki czy filozofii sztuki to im się od tego "gały" wyostrzą na wizualne. Tymczasem nic bardziej złudnego. Drewniane oko pozostaje pomimo, że łeb pęka od nadmiaru wiedzy o faktach.
    Słowem: sztuki wizualne z gruntu są dla nader nielicznych a pchaja się do nich masy przyciągane dwoma, zasadniczo, aspektami: małym stopniem sprawdzalności i niemałym społecznym prestiżem.

    OdpowiedzUsuń
  92. A -dodam-, że jak ci z drewnianym okiem i łbem nafaszerowanym faktami dorwą się do kasy publicznej, przeznaczonej na sztuki wizualne, to wtedy jest już prawdziwa masakra.

    OdpowiedzUsuń
  93. sporo racji w tym, co Pan pisze. truizmem będzie tu konstatacja, że coś jest nie tak z systemem edukacji w Polsce...
    a co Pan sądzi o projekcie Yael Bartany na Biennale?
    (w ramach uzupełnienia -
    - do p. Andrzeja - gdy pisałam o skrótowym, niewyczerpującym tekście o Bałce na blogu, to miałam na myśli mój blog Parergon, a nie blog Galeria Browarna
    - do p. Maxa - przypomnę jeszcze, że pracę Bałki z Muzeum w Karlsruhe przywołałam w sporze z p. Andrzejem na temat tego, czy taka sama forma oznacza taką samą treść (a nie jako przykład wybitnego dzieła w twórczości tego artysty))

    OdpowiedzUsuń
  94. Anonimowy21:23:00

    Bardzo duzo problemow estetyczno-filozoficznych zostaje rownolegle poruszonych w dyskusji?
    Mam wrazenie, ze powoli ucieka mi problem sporu, dlatego ponownie go rekonstruje i w ten sposob go zakoncze. Chce by moje argumenty nie uciekly uwadze.

    1. Pani Anety uzasadnionym pytaniem bylo: o slusznosc porownania formalnego prac Balki z pracami innych artystow. Z tego co zrozumialem, Pan Andrzej nie kwestionuje tego, ze ta analiza jest calkowicie adekwatna, ale powodem zestawu formalnego byla odpowiedz na pojawiajace sie w krytyce i wypowiedziach artysty slowa nowosc. Ten zestaw formalny prac udowodnil, ze o takim zjawisku nie mozna mowic.

    1. Rownolegle w Pani Anety pytaniu zawarte jest takze kolejne: o zasadnosc uzytej metody do analizy sztuki kontekstualnej, tutaj interesujacej nas sztuki instalacji, podajac przyklad instalacji Naumana i Balki i link na swoja recenzje.

    2. Moja odpowiedz byla: zarowno formalna jak i kontekstualna metoda, kazde na swoj sposob wnosza cos do zrozumienia faktu artystycznego, przy czym ta druga bardziej odpowiada intencjom artystow z lat 60 i 70 - takze Pani Anecie, na co przykladem jest jest recenzja - ktorzy wychodzac poza dzielo rozumiane dotychczas jako autonomiczne (odseperawane i wyizolowane z otoczenia) zaanektowali inne przestrzenie i spowodowali, ze w ramach krytyki modernizmu w histori sztuki zaczely dominawac postrukturalistyczne teorie interpretujace dzielo poprzez kontekst.

    OdpowiedzUsuń
  95. Anonimowy21:35:00

    Jak je rozumiem?

    Interpretacja ta zaklada konstrukcje (w interesujacym nas wypadku): instalacja - uczestnik, ktory w dynamicznym procesie organizuje jej sens. Innymi slowy, konstrukcja jest rozumiana jako proces zlozony z kontekstualnych stuktur. Zwrocilem uwage przy tym, ze na podobnym zalozeniu funkcjonuje kolo hermeutyczne, uzywane w formalnej analizie (dzielo odseparowane i wyizolowane z otoczenia). Moze nie uzywa pojecia struktura, lecz interpretuje dzielo sztuki podobnie: całośc nie funkcjonuje bez zrozumienia szczegółu i szczegol bez calosci.
    Kontekstualna metoda powoduje, ze granica miedzy tym, co jest "wlasciwie" dzielem sztuki a co przychodzi z zewnatrz jest niestabilna -problemy z definicja dziela sztuki? Tutaj dylemat Pana Andrzeja, jezeli dobrze rozumiem jego dalsze wpisy? Tzn. nauka o sztuce musi teraz formalne decyzje artystow rozpatrywac do roznorodnych kontekstow. Powiekszyl sie horyzont interpretacji czego dowodem jest jeszcze wiekszy przyrost teoretycznych analiz, co powoduje z uplywem lat (ponad 40) od metologicznego przelomu - na co takze zwrocil uwage Pan Andrzej - przesyt, bezradnosc i mozliwosc manipulacji intelektualnej.

    OdpowiedzUsuń
  96. Anonimowy21:41:00

    3. Moja odpowiedz byla takze: kontekstualna interpretacja usuwa z pola analizy tworce dziela w przypadki sztuki instalacji i dalsze konteksty wplywajace posrednio na artyste i jego wybory np. ekonomia, jak dziala system sztuki, rynek sztuki, ksztalt kultury itp. Nie sa one dostatecznie brane pod uwage, bo bezposrednio nie wplywaja na analize dziela sztuki. Powiedzialbym, "szemaraja" gdzies w oddali.
    Dlatego moj zarzut do recenzji Pani Anety (nawet jesli, "prawem blogera" nie jest nia?) na jej blogu, ze ich nie wziela pod uwage. Po 30 latach rozniacych powstanie instalacji Naumana i Balki, powinno sie uwzglednic te "szemrajace" w oddali zmiany.
    Moich zdaniem osoba artysty i te dalsze konteksty, wplywajace posrednio na artyste i jego wybory, odgrywaja obecnie decydujaca role w ocenie dziela sztuki.
    Dlatego moja krytyka instalacji Balki uwzgledniajaca ten punkt widzenia, ilustrujaca caly kontekst powstania i realizacji instalacji. Domagajaca sie oczywiscie dalszych argumentow?
    O dziwo, na blogu Pan Andrzeja pojawiaja sie one czesto np. w postaci takich tematow jak: funkcjonowanie systemu sztuki, jego struktura, polityczne uzaleznienia etc. Pozornie nie dotycza bezposrednio dziela sztuki, ale maja obecnie wplyw na tworzenie wartosci symbolicznej.

    Inny zarzut do recenzji (choc sie teraz przed nia pani Aneta ironicznie broni. Dla mnie kazdy slad pozostawiony w internecie przez krytyka sztuki jest godny zainteresowania, nawet obecnie krotki wpis Izy Kowalczyk na jej blogu przyznajac sie, ze jest fanka Maurycego Gomulickiego. Sformulowanie tego typu jest rodzajem bezkrytycznej"uslugi dworskiej" artyscie, jaka zazwyczaj fanowie swojemu klubowi sportowemu oddaja) jest przelozenie intencji autora instalacji " Wir sehen dich" i jego kuratora z promocyjnego wideo, nie podajac zadnego kryterium dyferencjujacego.

    Na koniec mniej powaznie: swietna praca zrealizowana w Niemczech? Brak odpowiedzi z mojej strony. Moge tylko wspomniec dwie wystawy, ktore pozostaly mi w pamieci. 2 lata temu Bacona i 2 miesiace temu o kolektywie artystycznym SPUR (http://members.chello.nl/j.seegers1/situationist/spur.html).

    Pozdrowienia z Hamburga :) - max dogin

    OdpowiedzUsuń
  97. Pani Aneto, sorry ale nie widziałem jeszcze filmu Bartany.

    OdpowiedzUsuń
  98. Anonimowy11:02:00

    Rostkowska: "Gdyby pokazał Pan ciekawe formalnie (w Pańskiej ocenie) prace osobie z zupełnie innego kręgu kulturowego, to ich forma się nie 'wytłumaczy'".
    Dodam: A gdyby bałkowy "przekaz" i "kontekst" zaprezentować osobie z zupełnie innego kręgu kulturowego?
    A kto się u licha tworząc zastanawia nad potencjalną recepcją tego w innych kręgach kulturowych, skoro dotarcie z czymkolwiek, co nie wiąże się z zarabianiem pieniędzy oczywiście, do własnego kręgu kulturowego graniczy z cudem?!

    OdpowiedzUsuń
  99. -w te klocki, w które gra Bałka, JAKOŚĆ jest funkcją NOWOŚCI. POMYSŁ I KONTEKST to trochę za mało jak na sztuki W I Z U A L N E
    -talenta mimikry, w sztukach wizualnych to ciut przymało. A więcej niż CIUT przymało na gwiazdę światowego formatu
    -zgadzam się, że osoby piszące o nowatorstwie formy w pracach Bałki nie mają racji
    -potrzebujemy prawdziwie krytycznej krytyki
    -serwis "krytyka sztuki" jest tylko dworską usługą
    -w branży sztuki bardzo rzadko są prezentowane rzeczywiście szczere i krytyczne opinie, rzadki fakt dokumentowania atgumentów
    -Artysta bierze udział (świadomie łub nie) w rynkowej spekulacji, która ma przynieść dodatkowy finansowy profit muzeum. Taka postawa nazywa się "marktreflecsive Geste"
    -fakt podobieństwa formalnego pracy artysty, którego właśnie rzekome NOWATORSTWO formy, tak jest hołubione przez krytykę jest ewidentnym ZARZUTEM, a nie -zaledwie- problemem
    -Natomiast fakt podobieństwa formalnego takiej skali jak u Bałki jest zwyczajną KOMPROMITACJĄ
    -gdy brak internetu nie pozwalał na szybką konfrontację faktów, tacy kuglarze jak Bałka, rezygnujący z tradycyjnego metier, jako tzw. awangarda byli całkowicie wyłączeni z podejrzeń o wtórność. Za to tym batem piętnowani byli nagminnie artyści tradycyjnego warsztatu
    -recenzja zawieszona w "vakuum kulturowym" i skupiająca się jedynie na dynamicznej konstrukcji museum-instalacja-uczestnik, prowadzi do zaniku krytycznego dystansu do twórcy i jego kulturalnego otoczenia oraz generuje konformistyczne wnioski.
    -konformistyczne recenzje generuja dalsze i w końcowym efekcie produkują zafałszowane fakty kulturalne
    -znalezienie właściwych środków to dopiero połowa zadania dla artysty, drugą połową jest -przy użyciu tych środków- znalezienie formy właściwej.I "jedynej" w danym przypadku, tzn. takiej, w której niepodobna zmienić żadnego elementu bez zmiany sensu wizualnego całości
    -Jeśli forma, środki, wartości estetyczne nie są dla Bałki dlaczego z nich w ogóle nie rezygnuje, tylko wybiera najłatwiejszy wariant: POWTARZA FORMĘ ARTYSTÓW DAWNO URZECZYWISTNIONYCH, POWTARZA ICH GESTY, KTÓRE BYŁY RYZYKOWNE LATA WSTECZ. WOZI SIĘ NA ICH RYZYKU I ICH -oczywiście- SUKCESIE
    -Bałka nie tylko nie rezygnuje z paradygmatu estetycznego ale jeszcze wstępuje w szeregi (Akademii) SZTUK PIĘKNYCH
    -Zadaniem tego tekstu było przewietrzenie zaduchu powstałego z nadmiaru kuratorskich peanów

    OdpowiedzUsuń
  100. -przesyt, bezradność i możliwosc manipulacji intelektualnej.
    -rodzaj bezkrytycznej"usługi dworskiej" oferowanej artyście
    -funkcjonowanie systemu sztuki, jego struktura, polityczne uzależnienia mają obecnie wpływ na tworzenie wartości symbolicznej
    -interpretacja usuwa z pola analizy twórcę dzieła
    -Drewniane oko pozostaje pomimo, że łeb pęka od nadmiaru wiedzy o faktach.
    -wielu teraz wyrywa się do publicznego obiegu ze swoim; "a mi się podoba", "a mi sie nie podoba", w ogóle nie biorąc pod uwagę własnych predyspozycji i rzeczywistych możliwości recepcji sztuk wizualnych.
    -Praca Bałki była finansowana z pieniędzy niemieckiego podatnika
    -zasada marketingowej atrakcyjności została wpisana w koncept wystawy Bałki w Karlsruhe
    -krytycy w Niemczech nazywają tego rodzaju instalacje po prostu złomem!!!, za który miłośnik sztuki zapłaci za bilet wstępu, oprócz i pomimo podatku płaconego miesięcznie na kulturę
    -Praca artysty byla finansowana z pieniedzy niemieckiego podatnika, katalog za parunaście tysięcy euro plus opłata kosztów za materiał instalacji, "niestronniczych" artykułów w katalogu i personelu biorącego bezposredni udział w realizacji instalacji.
    -Scjentyzm, którym próbuje się okrasić dość jednak prymitywny fakt rżnięcia

    OdpowiedzUsuń
  101. małe resume nie zaszkodzi

    OdpowiedzUsuń
  102. Anonimowy15:43:00

    "Z braku laku dobry kit" - to powiedzenie odzwierciedla postawę polskiej, decydującej krytyki, która musiała kogoś wypchnąć jako towar eksportowy polskiej, na czasie, sztuki. Oczywiście nie mogła ona odbiegać od standardu światowego, dlatego kit, bo wybitnego w modnych nurtach brak, a innych finansjera, która lokuje kapitał w "sztukę" nie chce znać, bo aktywa stracą na wartości. Reszta to pierdolenie od rzeczy ludzi, którzy utrzymują się dzięki takiemu przepływowi pieniądza - wybitnym znawcom i krytykom. Gratulacje Panie Andrzeju. j.f.

    OdpowiedzUsuń
  103. Dzięki, Panie Jacku. Przede wszystkim za otwartość sądu, choć miałby Pan powody rodzinne, by się ze mną nie zgadzać.
    A jak wiadomo powody rodzinne są mocną kartą w dzisiejszej przepychance "sztuki". Ostatnio doniósł mi Max Dogin z Hamburga o aferze w Szwajcarii, którą wywołał artykuł w Die WeltWoche (pn. "Kunst kommt von Kassieren"), mówiący o dojeniu publicznych pieniędzy przez tamtejsze "artystyczne" VIP-y: Pippilotti Rist, Thomasa Hirschhorna i duet Fischli und Weiss. Od lat dojąc publiczną kasę m.in z Kunst Kredit, VIP-y wytransferowały na swoje prywatne konta milionowe sumy. Ostatnio zaś 23-letni synek Petera Fischliego, Fredi, został w cudowny sposób jako piąty kurator dokooptowany do wysoko budżetowej (1,7 mln euro) wystawy berlińskiej "Leistungsschau". Do kuratorskiego podziału było 140 000 eurasów więc jest nadzieja, że jeszcze kilka takich akcji i synek utuczy swój portfel na wzór przedsiębiorczego tatusia. Słowem: bezinteresowna awangarda. Pozdrawiam AB

    OdpowiedzUsuń
  104. Anonimowy11:17:00

    Dlaczego praca Almonda została przygotowana na fotografii prezentującej pracę Bałki, a rzutnik i kratki wentylacyjne wyczyszczone?

    OdpowiedzUsuń
  105. Andrzej Biernacki12:51:00

    to JEDYNA W ZESTAWIE INGERENCJA, dla łatwiejszego odczytu analogii meritum czyli samej projekcji. Swoja drogą gratuluję oka i czujności. AB

    OdpowiedzUsuń
  106. Anonimowy16:15:00

    panie biernacki, jestes pan szalenie niedobrym tworca. i do tego pewnie jak wiekszosc takich, rozgoryczonym człowiekiem. poswiecasz pan tyle czasu i energii na cos tak niekonstruktywnego. zamiast idiotycznie dopierdalac sie dajac upust frustracji i rozgoryczeniu, wez pan rozped i zapierdol glowa w sciane, slad ktory na niej zostanie bedzie lepszy niz te pana obrzydliwe obrazki. tym miedzy innymi balka rozni sie od pana ze nie marnuje cennej energii i pamieta o tym ze doba jest zbyt krotka zeby zajmowac sie jechaniem po ludziach. sam tez o tym pamietam i nie mam zamiaru poswiecic panu juz ani minuty

    OdpowiedzUsuń
  107. Anonimowy17:04:00

    Anonimowemu spadła z półki podczas snu na głowę książka Charlesa Darwina „On the Origin of Species”. Odreagowując poranny ból glowy siedzi teraz ze skwaszoną gębą w kuchni, bo z małego człowieczka nagle stał się Wielkim Ferdynandem. Chwała mu za to! – skwitowała jego zamiar mysz kościelna z sąsiedztwa nie poświęcając mu ani minuty wiecej.

    OdpowiedzUsuń
  108. Z prawdziwą przyjemnością czytam takie komentarze jak ten przedostatni, widać z nich bowiem, że moja nadszarpnięta pisaniem doba nie poszła całkiem na marne. Przeciwnie, odniosła należyty skutek czyli taki poziom wkurwienia szanownego czytelnika, że nie mógł się powstrzymać i popuścił.

    Jeśli zaś chodzi o skutek uwag nt mojej "twórczości", to aż taki wielkoduszny nie jestem, by interesować się opinią kogoś, kogo kwalifikacje streszczają się w kłopotach z tożsamością i pęcherzem (z ukrycia popuszcza). Pozdrawiam, AB.

    OdpowiedzUsuń
  109. Anonimowy12:46:00

    O ja, gdzie ja trafiłem. Ale głupie...

    OdpowiedzUsuń
  110. Anonimowy09:12:00

    Gdzie trafiłeś? Jesteś w dupie, głupie!

    OdpowiedzUsuń