29 sie 2010

Donos na Maksa

Donos na Maksa
"Iżeś bunt podniósł i święty sprzeciw uczynił przemożności zastygłego w jednej formie Ducha, a czerpnąwszy krwi Boskiej Chrystusa, formę dał nową Duchowi i ohydę oddał przyziemności a wzniosłości formę przywrócił - przeto bądź błogosławiony, Buntowniku Święty!" Jerzy Hulewicz "Do świętego buntownika" 1918

Trwa zmasowana szarża (p)rasowa na niejakiego Maksymiliana Biskupskiego. Ni(e)jaka "Wyborcza" niemal całą, drugą stronę swego, piątkowego wydania POŚWIĘCIŁA(nomen omen), by na wyprzódki ścigać się z Newsweekiem(35/2010) w ściganiu nieprawomyślnego rzeźbiarza.
Za co go ścigają? Z grubsza za to, że w poszukiwaniu szponsora, Biskupski zaprzyjaźnia się z biskupami po obu stronach Odry, oferując im swoje realizacje pomnikowe. Problem nie w tym jednak, że się zaprzyjaźnia, jeno w tym, że robi to BEZ KONSULTACJI Z TYMI, Z KTÓRYMI  BEZWZGLĘDNIE POWINIEN i, oczywiście, z bezczelnym pominięciem stosownego "odpału". Ponieważ nie można mu tego wyrzucać wprost, prasowi napastnicy zalatują z flanki: "Biskupskiemu bliżej do Rubika niźli Bałki" - powiadają, "uderza w gust masowego" - powiadają, "skumał się z PiS-owym" - powiadają. W tropieniu z kim jeszcze się Biskupski skumał i w imię czego, dwa dzielne pióra z Wyborczej: Wojciech Szacki i Bartosz Wieliński poszybowały aż pod Frankfurt do niewielkiego Seligenstadt, gdzie nasz obrotny bildhauer potrafił małej, protestanckiej społeczności wetknąć pomnik Chrystusa z ... genitaliami na wietrze. Ale -o dziwo- owymi genitaliami Mesjasza, kol. Biskupski w niewielkim stopniu rozdrażnił miejscowych dewotów (pomnik nie tylko stoi tam spokojnie od 11 lat, ale odbywają się pod nim msze i procesje), za to tych z Wyborczej rozjuszył do białości. Nic to, że w ostatniej dekadzie prowokatorów religijnych w sztuce polskiej więcej było niźli rąk i krzyży na pomnikach Biskupskiego. Nic to, że w narodowym templum sztuki przy Jerozolimskich nadal wisi(?) solenna kolekcja różnej maści przyrodzeń malowanych, rzeźbionych i fotografowanych (Ars Homo Erotica). Nic to. Szacki z Wielińskim w imieniu społeczności Hesji za genitalia nad Menem oburzyli się do żywego.
Chociaż... w czyim naprawdę imieniu oburzyli się wysłannicy z Wyborczej, możemy się tylko domyślać.

6 sie 2010

Precz z alfonsami sztuki...

...chciałoby się zacytować niejakiego Wolińskiego, patrząc na to co robi Woliński w warszawskim MSN a wraz z nim polskie instytucje sztuki. Dodajmy DOTOWANE INSTYTUCJE SZTUKI DOTOWANIA. Że co? Że alfons tu nie pasuje? Przeciwnie, alfons, tu brzmi, very brzmi, a jeszcze lepiej pasuje. Co na to Słownik pod hasłem alfons? Słownik wali w punkt:
                                   Alfons - zapewniający ochronę i utrzymujący się z  chronionej.
Jakby ktoś nadal miał wątpliwości, jak to się ma do..., poniżej publikujemy list otwarty malarza, członka warszawskiej Gruppy, Ryszarda Woźniaka. Życzymy miłej lektury, i ostrych, kurwa, jak brzytwa wniosków. Voila.

Warszawa dnia 25.07.2010

wystawa: Mógłbym żyć w Afryce, MSN Warszawa, 24.07 2010-19.09.2010

kurator: Michał Woliński
współpraca: Magdalena Lipska

List otwarty,

„Wtedy po gorącym sierpniu (porozumienia sierpniowe) nastąpił zimny grudzień 1981, do kin miał wejść Czas Apokalipsy, a na ulice wjechały wozy opancerzone. Telewizja i radio nadawały zatroskanego generała Jaruzelskiego, cedzącego ogłoszenie stanu wojennego. Zamknięto granice, wprowadzono godzinę milicyjną. W sklepach były puste półki, przed nimi kolejki. Przerywano dostawy prądu i gazu, reglamentowano benzynę. …Tytuł wystawy zapożyczony został z holenderskiego filmu dokumentalnego Jacques'a de Koninga o polskim zespole reggae i post-punkowym Izrael. "Mógłbym żyć w Afryce" próbuje dotknąć atmosfery życia w Polsce w latach 80., tego, jak żyli ci "nowi dzicy" artyści…”,
cytat z tekstu informacyjnego do wystawy.

Tekst wiodący wystawy opublikowany w ulotce i na stronie MSN sugeruje jakoby prezentowane na wystawie prace odnosiły się bezpośrednio do czasu stanu wojennego
w Polsce, tymczasem dzieła tak datowane są na wystawie nieliczne.

Wystawa pomija dwie bardzo ważne dla sztuki w Polsce lat 80 formacje;
Grupę „Łódź Kaliska”(rok powstania 1979) oraz warszawski kolektyw malarzy
GRUPPA (1983-1989), obie uprawiające różne dyscypliny artystyczne oraz działania
typu happening i performens.

Konstrukcja wystawy sugeruje widzom jakoby kluczowym zjawiskiem dla początku lat 80 w Polsce była aktywność grupy „Neue bieriemienność” co jest sprzeczne z faktami (1986-88 i w 1989 roku jako Kaine Neue Bieriemienność).
Zagraniczna edycja wystawy całkowicie wyeliminowała medium malarstwa, kluczowego dla nowej sztuki w Polsce tego czasu i dla światowej transawangardy.
Prace na wystawie nie są opatrzone podpisami co nie mieści się w przyjętych standardach prezentacji sztuki gdziekolwiek na świecie.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie zaprosiło wybranych autorów i/lub właścicieli prac wypożyczonych na wystawę.
Jako twórca żywo związany z tym czasem protestuję przeciwko jawnej manipulacji zjawiskami sztuki w Polsce lat 80!

Od merytorycznych pracowników Muzeum Sztuki Nowoczesnej oczekuję szacunku dla aktualnego stanu wiedzy z zakresu historii sztuki. Szyld Muzeum obliguje realizatorów wystaw do respektowania faktów i chronologii wydarzeń. Protestuję przeciwko próbom modelowania historii sztuki pod wpływem nienaukowych pobudek i bodźców!
Nie godzę się na to by wystawy organizowane przez Muzeum z moim udziałem raziły niekompetencją i niechlujstwem organizacyjnym!

Wnioski:
Sposób realizacji wystawy Mógłbym żyć w Afryce jest aktem zawłaszczenia szczególnej
dla kultury w Polsce tradycji, tradycji nienależycie jeszcze poznanej i słabo opracowanej naukowo. Rażący jest brak spójności między ideą wystawy i wyborem dzieł a naszą wiedzą
o czasie, którego rzekomo dotyczy. Tworzenie kultury niezależnej początku lat 80 było naturalnym przywilejem generacji połowy lat 50. Bycie aktywnym artystą w czasie stanu wojennego wymagało odwagi i determinacji do uprawiania sztuki przeciw wszelkim przeciwnościom, pod presją i w warunkach politycznego i społecznego terroru.

W związku z powyższym, strategia usytuowania w centrum wystawy pracy Mirosława Bałki pochodzącej dopiero z roku 1987 (zrekonstruowanej specjalnie dla tej ekspozycji) jest nie do obrony z powodów merytorycznych. Bardziej pasuje do stylu działania galerii komercyjnej,
w państwowym muzeum sztuki jest nie do przyjęcia. Moim zdaniem, dyrektor muzeum nie ma prawa być okupantem historii sztuki ani jej twórcą. Nie ma też prawa manifestować osobistego zaangażowania w interesy wybranego spośród prezentowanych twórcy,
co uczyniła Joanna Mytkowska zakładając w dniu wernisażu koszulkę z napisem
Neue Bieriemiennost.

Zespół zaangażowany w realizację wystawy promującej sztukę niezwykle istotną dla podmiotowości współczesnego Polaka, wykazał się brakiem elementarnej wiedzy, tendencyjnością w podejściu do tematu i nonszalancją.

Wycofuję swoją zgodę na prezentację pracy pt: Świat bez wojen, 1984, olej na płótnie, własność prywatna, w wystawie Mógłbym żyć w Afryce i zdejmuję obraz z wystawy.
Ryszard Woźniak

P.S. Drogi Rysiu, miło że reagujesz, szkoda że tak późno i wtedy, gdy chodzi o Ciebie . Andrzej Biernacki


z lewej: Betsy Damon
z prawej: Joanna Mytkowska

4 sie 2010

KIT I KOT & HIT ELIT

Wiele można zarzucić dzisiejszym publicystom ale na pewno nie brak odwagi sądów. W ostatnim numerze Wysokich Obcasów (dodatku Gazety Wyborczej) Paulina Reiter, omawia hity i kit różnych aktualności, podobno, kulturalnych. W charakterze Hitu tym razem "robi" niejaki Wojtek Bąkowski. Jego kocią muzykę (grupa KOT z Bosackim i Smoleńskim) dobywaną z dwóch kaseciaków i smarowany długopisem film(wierzę na słowo, że to film), publicystka porównuje do siły i piękna kina Riefenstahl. Dla stylizowanych na jęki miluśkiego prostaka tekstów Bąkowskiego, Reiter znajduje analogon w literaturze Białoszewskiego. Alter ego zaś samej postaci Bąkowskiego upatruje w charyzmatycznym aktorstwie Klausa Kinski. I wszystko to, jednym tchem,  zaledwie, w paru linijkach tekstu.
Dalszych parę linijek, tym razem pod hasłem Kit, wypełniają uwagi o przygotowywanym przez Krytykę Polityczną przewodniku po -zaprzyjcie dech w piersiach- Lady Gadze. Jednym ze współautorów przewodnika ma być -jak pisze Reiter- "jakkolwiek absurdalnie to brzmi, sam Slavoj Żiżek".
Zupełnie nie rozumiem tego zdziwienia: dlaczego zestawienie Bąkowskiego z Riefenstahl, Białoszewskim i Kinskim jest naturalne a alians Żiżka z Lady Gaga, absurdalny. Pani Reiter zdaje się- nieuważnie śledziła inne, wiekopomne teksty filozofa z Lublany, choćby ten, cytowany kiedyś przeze mnie fragment z innego przewodnika KP (po Sasnalu).
Żiżek pisze tam: "Jeśli wyciągniemy z pustki ekscesywną plamę, nie otrzymamy w efekcie pustki jako takiej, znika wówczas sama Pustka"-"niekompletność ontologiczna transponowana na niekompletność epistemologiczną", "dyspozytyw sztuki", "gest radykalnej desublimacji", "zagrażająca implozja Prześwitu", "odbudowa sublimacyjnej matrycy poza obecnością kazirodczej rzeczy", "estetyzacja uniwersum towarowego", "Nadieżda Krupska z młodym komsomolcem", "nieokreśloność kwantowa jako właściwość ograniczonej rozdzielczości świata", "struktury natury na poziomie subatomowym", "pozory [appearances], które nie są oglądami substancjalnego Czegoś", "Zero jest mnogością bez jedynek gwarantujących ontologiczną spójność". Uff...

W związku z powyższym upieram się, że właśnie Żiżek do Lady Gaga pasuje idealnie, podobnie jak 
Pani Reiter do Blaue Reiter (rejterada od rzeczywistości). Może tylko nieco mniej którykolwiek ze stękających współcześnie na polu sztuki (Bąkowski, Smoleński, Bosacki) pasuje do Kinskiego, Białoszewskiego lub Riefenstahl.

16 lip 2010

CSW ZNAKI CZASU TORUŃ - OTWARTY PROTEST - BOJKOT PRZECIWKO BOJKOTOWI ARTYSTÓW I KURATORÓW

20 lat po oficjalnym upadku komuny, obecnie jak nigdy dotąd polską sztuką rządzi prowincjonalizm, komunistyczna nomenklatura i zażarte dążenie do centralizacji i monopolizacji kultury. Czyli Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej (OFSW) i osoby z nim sympatyzujące.

1. Towarzystwo OFSW wykazuje się skandalicznym brakiem tolerancji w stosunku do artystów i ludzi sztuki nie ze swojego kręgu, co jest sprzeczne z głoszonymi przez nie ideami i głównymi założeniami opierającymi się na dążeniu do demokracji w sztuce.
List ten kierujemy również do cenzury 73, gdyż mamy tu do czynienia z jawną formą CENZURY, polegającą na wykluczeniu innych opcji w sztuce. Paweł Łubowski ma rację mówiąc – że promowana jest jedyna - słuszna wizja sztuki, powiązana z układem warszawskich galerii. Czyli przykładowy totalitaryzm! Nie daje się szansy nikomu innemu aby zaistnieć w tych instytucjach.
Przedstawiciele i członkowie środowiska OFSW wychodzą między innymi z założenia, że należy edukować niedojrzałe społeczeństwo w byciu tolerancyjnym. Z ich obserwacji bowiem wynika, że jest ono zamknięte, ograniczone, homofobiczne, antysemickie, zaściankowe, właśnie z powodu braku otwartości. W praktyce okazuje się, że samo jądro Forum jest towarzystwem wyjątkowo ksenofobicznym wobec innych niż własne propozycji artystycznych – totalnie wykluczającym innych artystów, nawet na bardzo wysokim poziomie artystycznym.

2. Inicjatorzy bojkotu za wszelką cenę starają się przedstawić Łubowskiego w czarnym świetle, zrównać z ciemnogrodem. Paradoksalnie wychodzi na jaw, że to wobec Forum czas najwyższy skierować zarzuty prowincjonalizmu, a nie w kierunku Łubowskiego.
W Gazecie Wyborczej czytamy:
„Wszystko wskazuje na to, że międzynarodowa i nowoczesna linia programowa zostanie złamana, a CSW podryfuje w stronę prowincjonalizmu.”Po pierwsze zaściankowość środowiska OFSW objawia się głęboko zakorzenionymi kompleksami wobec zachodu - dążeniem kropka w kropkę za „doskonałym” wzorem narzuconym z zewnątrz. Natomiast siłą zjednoczonej Europy jest właśnie mocne, lokalne, ale jednocześnie otwarte działanie. Odpowiednia osoba na stanowisko dyrektora instytucji o charakterze CSW w Toruniu, powinna być osobą szlachetną, otwartą, myślącą globalnie. A nie kimś wywodzącym się z nurtu typowego warszawskiego karierowiczostwa zalewającego swymi uzależnieniami cały kraj. To są właśnie najgroźniejsze mohery w kulturze – które modlą się i klękają przed jedynym Bogiem – układem scalonym kilku zaledwie warszawskich galerii. To jest właśnie ta kultywowana niestety nadal mentalność radzieckiego działacza (o której mówi Balcerowicz), o konserwatywnym zacięciu – pisowsko-rastrowska nomenklatura dążąca do centralizacji sztuki, nie pozostawiająca innych opcji. Problem polega na tym, że napływowa ludność stanowiąca jądro tych struktur, w pogoni za karierą, wpycha się w układy, monopolizując całą strefę. Ich propozycja artystyczna zamyka się w wybranych 20-30 artystach, od Azorro, przez Sasnala po Rajkowską, którymi eksploatuje się wszelkie możliwe źródła promocji za publiczne pieniądze. Natomiast artyści międzynarodowi zapraszani przez OFSW są jedynie niezbędnym barterem dla ważnych kontaktów i interesów za granicą. Czy na tym ma się opierać owa nowoczesna i międzynarodowa linia programowa? Ten program już się skończył!!! Jest przewidywalny i nudny. Formalnie miałki, intelektualnie jałowy. Czy jeszcze raz chcielibyście pokazać Sasnala? Co ten artysta ma do zaproponowania – obrazki komercyjne nad kominek - ostatnio wierzby przy dróżce… Co on ma do powiedzenia na temat kultury i jak śmie podpisywać się pod listą? A Żmijewski – będzie poszukiwał byłych obozowiczów lub niepełnosprawnych w Toruniu? A Althamer - tym razem może popłynie złotym statkiem z Bródna do Torunia? Znamy to od podszewki i mamy tego serdecznie dosyć! Nawet jeśli powiedzieliście coś 15 lat temu, to teraz jesteście jak pustaki.
Nie widzimy powodu, dlaczego teraz nie mielibyśmy skorzystać z programu zaproponowanego przez Pawła Łubowskiego. A co – po raz kolejny miałby on być narzucony przez Andę Rottenberg i Mytkowską?

3. Podpisani pod bojkotem i opowiadający się oficjalnie za demokracją - w praktyce bez konkursu obstawiają dyrektorskie stołki w najważniejszych muzeach sztuki w Polsce!
Wszelkie bariery etyki i dobrego smaku zostały przekroczone, kiedy Joanna Mytkowska i Piotr Piotrowski podpisali się pod bojkotem. Jakim prawem krytykują Łubowskiego, skoro sami zdobyli swe posady w efekcie przekrętu? Natomiast tracąc swój monopol wpadają w panikę, lamentują jak małe dzieci demaskując swe prawdziwe, wszystkim znane oblicze i intencje.

4. Czy nazwiska jak Joanna Rajkowska mają jakiekolwiek podstawy do tego aby uważano je za autorytety? Wręcz przeciwnie! Tym lepiej, że nie będą autoryzować i psuć imienia tak dobrze zapowiadającej się instytucji. Przynoszą one jedynie wstyd polskim obywatelom, gdyż są wynikiem kwitnących w najlepsze w naszym kraju, zwłaszcza w obszarze sztuki, mafijnych układów, lobbingu, silnych zależności i niezawodnego systemu wyciągania pieniędzy publicznych dla swoich prywatnych celów i interesów wąskiej grupy ludzi.
W bojkocie artystów, na którego czele stoi Joanna Rajkowska czytamy:
„Oświadczamy, że w zaistniałych okolicznościach nie będziemy – jako artyści czy kuratorzy – uczestniczyć w organizowanych przez CSW Znaki Czasu w Toruniu przedsięwzięciach. Nie chcemy bowiem wspierać i autoryzować tej sytuacji własnymi nazwiskami.”A kto powiedział, że pozycja tych „nazwisk” jest niekwestionowana czy jakaś wyjątkowa? Podziwiamy tupet i bezczelność osób, które same sobie przyklejają etykiety wielkich, kombinują jak się dorwać do wszelakich źródełek, aby rozdać sobie wszystkie możliwe nagrody, a ponadto wierzą w naiwność społeczeństwa, które nie dość że przyjmie do wiadomości, to uwierzy, będzie cenić i uznawać je za autorytety.. Ich strony i blogi przypominają prostackie reklamy proszków do prania – gdzie co kto dostał, za ile się sprzedał, gdzie pokazał ładne obrazki, no i że to dowód że jest najlepszy. Na przykład Joanna Rajkowska – inicjatorka bojkotu… Nie udało jej się wydostać kasy miejskiej z Poznania na minaret, to robi z niego wesołe miasteczko, żeby wyszło – powiedzmy - na jej. Wielka artystka z rękoma w kieszeniach, raz po raz wyciągająca paluch i – o! - Tu palemka, tu minarecik, tu milion za to i za tamto, żeby sprowokować dyskusję. Ile razy jeszcze ma zamiar je prowokować? Ile razy ma za nie być nagradzana? Czy to ona aby nie jest intelektualnym zerem – jak nazywa wprost tych, którzy śmią podważyć jej „wypracowany” autorytet?
Łubowski trafnie określa sytuację: „To, co zaprezentowała dotychczas pani Zielińska, jest bardzo jednokierunkowe i niestety powiązane układami z warszawskimi galeriami, również prywatnymi. Prywatne pieniądze zaczęły mieszać się z publicznymi. Jak? Dzięki publicznym funduszom lansuje się artystów, aby potem sprzedać ich prace prywatnie” Ale – okazuje się – że system miejscami przecieka, i objęcie posady dyrektora CSW przez Łubowskiego jest niespodziewaną awarią, bardzo kosztowną, bo z portfeli naszej czołówki sztuki polskiej rocznie będzie ubywać sześć milionów złotych potencjalnie zagarniętych już pieniędzy.

5. Na tym się jednak nie kończy. OFSW powinno być rozwiązane i ukarane za nieetyczne manipulowanie ludźmi młodymi i szantaż moralny! To zresztą ulubiona technika typowych sowieckich działaczy! Młodych ludzi sztuki nawołuje się do składania podpisów pod listą bojkotujących. Na czele listy prócz Rajkowskiej znajdują się „przedstawiciele partii” rządzącej sztuką – wykładowcy uczelni oraz studiów kuratorskich będący jednocześnie właścicielami lobbingowych galerii oraz dyrektorami głównych instytucji kultury. Jak ma poczuć się student, któremu Joanna Mytkowska – jego wykładowca, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, prawa ręka Fundacji Galerii Foksal i nieoficjalnie wielu innych instytucji – mówi że ma złożyć podpis pod petycją? Wybór jest jeden: albo jesteś z nami albo przeciwko nam… ale jak jesteś przeciw nam to jesteś skończony!

Apelujemy! Ile mamy ulegać presji centralizacji Warszawy? Wesprzyjmy Pawła Łubowskiego! OFSW jest bandą nieudaczników, której głównym celem jest ssanie – z publicznych pieniędzy. Jest wiele innych artystów i ośrodków kultury o wysokim potencjale spoza tego układu, dajmy im również możliwości! Jak długo ma trwać ta historia?
Wreszcie jest szansa na zalążki demokratycznego działania w sztuce, która osłabi istniejącą dotąd oligarchię, nie mającą nic wspólnego z głoszonymi przez OFSW dążeniami do demokracji!


(Apel przeniesiony ze strony The Krasnals)

10 lip 2010

Exgirl i paplaCebo

Nowym, dowodzącym Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu został Paweł Łubowski (1955).
Zanim to nastąpiło, pani redaktor Dorota Jarecka, miesiącami ciężko pracowała po gazetach,  by przygotować właściwy grunt do reelekcji dotychczasowej pani dyrektor, Joanny Zielińskiej (1976). Niestety, harówka zasłużonej p. redaktor okazała się bezskuteczna. Po dramatycznym
-expose Jareckiej,
-exgirl Zielińskiej uprzejmie wskazano
-exit, dokonując na niej
-exmisji jako
-exdyrektora, Łubowskiego zaś obłożono
-exkomuniką, a dyżurna grupa beneficjentów różnych, polskich CSW zapowiedziała
-exodus z CSW w Toruniu. Powody tych
-excesów, zamiast  wymaganej od niego pokonkursowej
-expiacji zwięźle i nie owijając w tzw bawełnę wyłuszczył na łamach prasy sam Paweł Łubowski. Stwierdził mianowicie, że: "To, co zaprezentowała dotychczas pani Zielińska, jest bardzo jednokierunkowe i niestety powiązane układami z warszawskimi galeriami, również prywatnymi. Prywatne pieniądze zaczęły mieszać się z publicznymi. Jak? Dzięki publicznym funduszom lansuje się artystów, aby potem sprzedać ich prace prywatnie". Od razu warto zaznaczyć, że stwierdzenie to, choć dla niektórych very ordynarne, w warunkach polskiego środowiska sztuk wizualnych bynajmniej nie jest ...
-extraordynaryjne. Wyrażali je już wcześniej m.in. rezygnujący z posady dyrektora warszawskiej galerii Foksal Jaromir Jedliński, Jan Michalski z krakowskiej galerii Zderzak, grupa The Krasnals, że o sobie z łowickiej Galerii Browarna skromnie nie wspomnę (patrz starsze posty w tym blogu(2007-2008), przeniesione z bloga Krytykant).

Oczywiście zdanie osób wymienionych, tym różniło się od zdania nowego dyrektora CSW w Toruniu, że o ile wymienieni mieli do dyspozycji zaledwie słowa (kto by się przejmował takim głupstwem), o tyle Paweł Łubowski oprócz słów będzie miał 6 milionowy...
-extra  budżet. No i się nożyce rozwarły. Posypały się petycje. Oczywiście -to takie polskie- głównie od różnej maści samozwańczych fanów PRZEJRZYSTOŚCI. W tej liczbie znalazły się takie asy przejrzystości na linii publiczne-prywatne jak: Joanna Mytkowska, Joanna Rajkowska, Aneta Szyłak, Anda Rottenberg i Piotr Piotrowski. W kontekście toruńskiego KONKURSU NA DYREKTORA szczególną uwagę zwracają w tej grupie dyrektorzy Mytkowska i Piotrowski (przypominam: wybrani bez konkursu, lub jak p. Piotrowski, po politycznym wycięciu LEGALNIE WYBRANEGO DYREKTORA Muzeum Nar. w Warszawie Wojciecha Włodarczyka. Równie ciekawie wyglądają w tym przejrzystym gremium przejrzyste exdyrektorki: Aneta Szyłak i Anda Rottenberg, obie zwolnione z zajmowanych stanowisk z zarzutami znacznego przekroczenia dyscypliny finansowej kierowanych przez siebie instytucji (gdańska Łaźnia i warszawska Zachęta).

Wszyscy oni cytuję: Z nagła "ZANIEPOKOILI się" wyborem Pawła Łubowskiego na kierownika instytucji wystawienniczej. No bo rzeczywiście, KTO TO JEST, ten Łubowski na dzisiejsze standardy: po pierwsze malarz (horrendum) i jakby tego było mało, po... Akademii Sztuk Pięknych, założył i redagował raptem trzy tytuły prasowe (Gazeta Malarzy i Poetów, Arteon, Artluk), na dodatek to jakiś przybłęda z prywatnej (superhorrendum po 1989 r.) poznańskiej galerii Szyperska, i jeszcze do tego "wcinający" swoje trzy grosze między kuratory (niewybaczalne). Gdyby nie przypadki Rottenberg i Piotrowskiego, zapewne wytknięto by Łubowskiemu, że stary jakiś, jak na rzutkie działania elastycznego, nowoczesnego menedżera (za chwilę kadr kierowniczych będą szukać w żłobkach).Tendencję tę potwierdza niezawodny organ prasowy ZUJ-a, niejaki Obieg. Na jego gościnnych łamach pełnoletni, od niedawna, Tomasz Cebo, miłośnik okularów w niebowym kolorze i -jak wskazuje Kronika Towarzyska Obiegu, takiż miłośnik Joanny Zielińskiej(wręcza jej - moim zdaniem trochę niegrzecznie-pęk zieleniny), w tekście pt "Z bardzo dobrego na jakie?" pokusił się p. Cebo o analizę pokonkursowej, trudnej, toruńskiej sytuacji. Dyplomowe motto pana Cebo (znalazłem w necie), nie pozostawia wątpliwości, że lepszego analityka trzeba by było ze świecą szukać. Cebo deklaruje i deklamuje:

"Autentyzmu głód jest moim głodem
chce żywić się szczerością
prawdy być płodem
do bólu żywym
prostym nie krzywym
zwierciadłem człowieka który żyje nie ucieka".


I rzeczywiście, autentyzm, szczerość i prawda sączą się z jego Obiegowej analizy wartkim strumieniem i obfitym przypisem. Do pełni zabrakło mi tylko odpowiedzi na postawione w tytule jego tekstu pytanie o jakość CSW w Toruniu: "Z bardzo dobrego na jakie?" Tymczasem odpowiedź jest "do bólu" prosta, wręcz szkolna: Z bardzo dobrego na CELUJĄCE.... w samo podbrzusze "przejrzystej" koterii.

25 cze 2010

Fal(lu)Start

Wybierajcie! - zachęca nas Dorota Jarecka w Gazecie Wyborczej. O co chodzi? O to, że malarz-redaktor Maciej Mazurek napisał w Rzeczpospolitej parę zdań n.t. wystawy Ars Homo Erotica a redaktor-niedoszła malarka Jarecka twierdzi, że Mazurek twierdzi to, czego on -gołym okiem widać - nie twierdzi. Gołym okiem też widać, że jeśli mamy wybierać między zdaniem Jareckiej a innym zdaniem Jareckiej, tym różniącym się od poprzedniego, że przypisywanym Mazurkowi, to o żadnym wyborze nie ma mowy. Niedoszła malarka Jarecka kilka razy w tekście przypomina podwójną profesję Mazurka (malarz-redaktor), dając czytelnikom do zrozumienia, że o sztuce pasjami może rozprawiać np. idiota-redaktor (lub pozostając w poetyce parytetów: idiotka-redaktor), ale malarz-redaktor - w żadnym wypadku. Nic dziwnego więc, że niedoszła malarka-redaktor zatytułowała swój tekst wzorem malarza redaktora  "Ładunek hipokryzji". Spory -przyznajmy- to ładunek. Tym większy, że niedoszła malarka-redaktor pańskim gestem zachęca nas do wybierania dopiero wtedy, gdy już dawno wszystko CO ISTOTNE zostało wybrane. Ot, choćby stanowisko dyrektora, bez konkursu wybranego gospodarza wystawy Ars Homo - Piotra Piotrowskiego.

17 cze 2010

AKT Homo EREKCYJNY.

Ogłasza się wszem, wobec i każdemu z osobna, iż po miesiącach grzebania w ...no mniejsza w czym i wielkim zaangażowaniu ...ważnych organów, z(a)wisł wreszcie albo stanął (choć trudno ustalić co zrobił w tym przypadku) przed oczami publiczności Muzeum Narodowego w Warszawie owoc zauroczenia -a jakże- dwóch panów z Poznania - wystawa Ars Homo Erotica.
Podkreślam wątek poznański, bo jest on widoczny niemal od progu wystawy: zainstalowane w hallu przy wejściu poletko dorodnej pyry, ograniczone w zagonek konturów Polski, uprawiają jacyś mnisi (bynajmniej nie cisi). Grzebią (znowu grzebią) tępym pazurem drzewca tęczowej szturmówki w pyrowisku, a co wygrzebią dostarczają do Zachęty, prawdopodobnie do obrania. Albo do przybrania w ... torcik.
Kartoflisko Cernego to tylko przygrywka do całości tego panoptikum jakim jest prokreacja Leszkowicza i Piotrowskiego. Boć czego tam nie ma. Laboga! Tajemniczy igielnik i dwie zszyte "nowiuśkie koszuli", zbliżenie zbliżenia i zaszczany materac, trochę sacrum (Sebastian) i trochę profanum (Karol). Gdyby nie wpleciono w to dziwowisko wypiłowanych po bożemu knotów petersburskich, wystawa mogła by być nawet poruszająca, dla ...mecenasa Mazurkiewicza z Radomia.
Po chwili chichotu, zakonnice z dziećmi odwróciły się od dzieła znudzone.