7 paź 2010

ONE FOR ALL ( in the Family)


(Artforum, maj 2003) 
ONE FOR ALL
Po nominacji Bonamiego, Sgarbi został z hukiem wyrzucony ze swojego biura następnego lata. Bonami natomiast zaprosił do projektu tuzin prominentnych kuratorów, wśród którch znaleźli się Hans Urlich Obrist, Catharine David, Daniel Birnbaum, Massimiliano Gioni, Igor Zabel, Carlos Basualdo, Gilane Tawadros. Odbyło się 11 pokazów, które Bonami porównuje do nielinearnej narracji hipertekstu. Z prac artystów w przestrzeni wystawienniczej o powierzchni około 79 000 stóp kw., widzowie mogli  ułożyć własne Dreams and Conflicts (nawiązanie do pierwszej części tytułu wystawy. Każda z części miała wtedy osobny tytuł zaproponowany przez jej kuratora).
Bonami: Chciałem tą wystawą ograniczyć prace, które nie niosą ze sobą odpowiedniej treści w odpowiednim czasie. Zaproponowałem uwspółcześnić Biennale w Wenecji i imprezy towarzyszące tak, żeby stworzyć sztukę i świat, który tę sztukę reprezentuje. Bonami mówi o swoim show jak o „żywej komórce reagującej w nieprzewidywalny sposób". Sugeruje, że monolit musi się rozpaść, stać się bardziej składny, dostępny i właśnie na rzecz takiej przemiany będzie działał (dodajmy tylko, że już wcześniej Bonami próbował wcielić w życie taką koncepcję, tyle, że na dużo mniejszą skalę: w 1993 roku – Achille Bonito Oliva rozdał poszczególne sekcje wystawy Aperto różnym kuratorom. Wśród nich był  i Bonami).
Mowa tu jest stale o duchu czasu - wydźwięk tej wystawy jest artystycznym wyznacznikiem społecznej i politycznej struktury świata. Massimiliano Gioni napisał, że jego przestrzeń wystawowa jest metaforą roli Włoch w europejskiej historii. Tematy, które pojawiają się wielokrotnie w wystawach: postkolonializmu, odebrania praw wyborczych, sztuki samej w sobie jako społecznej instytucji, opozycji lokalny – globalny, kina oporu, transformacji społeczeństwa, kryzysów społecznych, narodowych walk, rasizmu.
Ciekawe, że rok wcześniej, Bonami chlapnął wojowniczo, że nie interesuje go sztuka jako esej antropologiczny czy społeczny. Wypomniano mu to ostro.
Bonami zresztą, był jedynym wśród swoich współpracowników, który uparł się, że te wystawy są tematycznie niepowiązane.  Tiravanja: Francesco [Bonami] zgromadził ludzi, którzy mają podobną wrażliwość, a Nesbit dodała: dużo rozmawialiśmy z innymi kuratorami, a poza tym wszyscy się dobrze znamy. Oczywiście to są różne projekty, ale to przecież pole wymiany informacji i doświadczeń, wielka rozmowa i to co będzie można zobaczyć na tym Biennale jest jakby centrum tej rozmowy.
 Kusząca jest myśl, że dwa modele nowy i stary walczyć ze sobą w Wenecji: jeden zdecentralizowany politycznie a drugi popierający despotyczne świętości scentralizowanych reguł. Jeszcze jest szansa, że granice nie będą takie przejrzyste. 

Komentarz AB.: Od samego początku Bonami zadbał na Biennale o interesy "kuratorskiej rodziny", zapraszając najważniejszych rozgrywających (Birnbau,Obrist, Gioni). Odtąd nic w sztuce światowej (oczywiście przede wszystkim  tej, suto dotowanej publicznymi pieniędzmi), nie odbędzie się bez kurateli wówczas zaproszonych przez Bonamiego -jak określiła Molly Nesbit- dobrych znajomych. Ci dobrzy znajomi zaprosili z kolei do swoich "projektów" swoich dobrych znajomych. W ten sposób na  50th Venice Biennale pod Bonamim "ustalił  się " szczelny kanon - monolit nazwisk kuratorów i artystów, który obowiązuje do dzisiaj. Tam gdzie pojawiają się nazwiska Bonamiego czy Birnbauma (wówczas kuratorów działek biennalowych pn. Delays and Revolutions i Clandestine), tam na pewno pojawią się: Franc Ackerman, Kai Althoff, Matthew Barney, Glenn Brown, Maurizio Cattelan, Sam Durant, Fischli and Weiss, Isa Genzken, Robert Gober, Dan Graham, Massimo Grimaldi, David Hammons,  Sarah Lucas,  Gabriel Orozco, Richard Prince, Shirana Shahbazi,  Andy Warhol oraz Philip Guston, Maria Lassnig, Francesco Clemente, John Currin, Peter Doig, Elisabeth Peyton, Gary Hume, Luc Tuymans, Takashi Murakami. 

A także, a jakże, znajome gwiazdy: Piotr Janas (FGF), Lucy Mc Kenzie(FGF), Paulina Ołowska(FGF), Monika Sosnowska (FGF), Paweł Althamer (FGF) i Piotr Uklański(FGF).

Jeżeli pojawia się kurator Hans Ulrich Obrist (wówczas od działki Utopia Station) w ślad za nim podążą: Stafano Boeri, Jeremy Deller, Olafur Eliasson, Fischli and Weiss, Gilbert and George, Liam Gillick, Rodney Graham, Pierre Huyghe, Arata Isozaki, Ilya Kabakov, Julius Koller, Joep van Lieshout, Steve McQueen, Yoko Ono, Anri Sala, i inni, w tym obecny współjuror Obrista z łódzkiego Fokus Biennale - Mirosław Bałka (FGF).
Słowem:
1. Tak się złożyło, że pod powyższą kuratelą pojawiają się bez wyjątku WSZYSTKIE nazwiska, które właśnie od 2003 r. były prezentowane w naszych, gościnnych i publicznych instytucjach takich jak Zachęta, ZUJ i CSW Toruń: m.in. Serrano, Holzer, Yoko Ono, Tuymans, Richter, Cattelan, Elliason itd.
2. Tak się złożyło, że z prywatnych, polskich galerii tylko oferta Fundacji Galerii Foksal (wówczas zaledwie 5-letniej) z armadą aż 7(!) artystów współpracujących, spotkała się z niebywałym uznaniem, wyrażonym zaproszeniem jej do Wenecji bez względu na zawartość polskiego pawilonu narodowego.  
3. Tak się złożyło, że w 40 milionowym narodzie wszystkie asy polskiej sztuki znalazły schronienie  właśnie pod dachem gościnnej Fundacji Galerii Foksal.
4. Tak się złożyło, że właśnie w 2003 roku wenecki akces polskich artystów współpracujących z FGF zbiegł się z sukcesem wyboru Adama Szymczyka z tejże FGF na dyrektora Kunsthalle w Bazylei. 
5. Tak się wreszcie złożyło, że wybór Szymczyka w Bazylei w dużej mierze zależał od tych, którzy do Wenecji zaprosili polskich artystów z FGF współpracujących . 

4 paź 2010

Art mafia czyli jak to się robi gdzie indziej


Poniższym artykułem rozpoczynamy publikację cyklu tekstów, rzucających nieco światła na kulisy funkcjonowania sztuki w Europie i USA w dekadzie 2000-2001. Wprawdzie teksty te głównie opisują wybory dyrektorów w tzw. czołowych instytucjach sztuki, ale także uwikłanych w nie uczestników i metody działania głównych rozgrywających. Faktem bowiem jest niezbitym, że właśnie dotowane instytucje publiczne, ze swoimi milionowymi budżetami (a nie, jak wcześniej, wespół z wielkimi galeriami prywatnymi typu szwajcarska Beyeler) nadają teraz główny ton, stojąc za każdą karierą na wszystkich, liczących się rynkach sztuki. I -o dziwo-  właśnie na tych, kontrolowanych przez instytucje rynkach, doszło w ostatniej dekadzie (choć początki miały miejsce w latach 90ub.w.) do radykalnej redefinicji kanonu sztuki współczesnej. Zdecydowanie pobladło albo wręcz poznikało ze sceny większość tych nazwisk, którymi do połowy lat 90 wytapetowane były wszystkie rankingi, programy galeryjne, cykliczne impezy sztuki, najważniejsze o niej pisma. Twórcy na tyle młodzi, że tej absencji absolutnie nie można tłumaczyć zwykłą, pokoleniową zmianą warty i na dodatek twórczo jak najbardziej czynni. Na jeden z takich, ewidentnych przykładów, trafiłem niedawno na łamach monachijskiego pisma  Ambiente, traktującego o... urządzaniu wnętrz(sic!). Oto Reiner Fetting, jedna z najważniejszych postaci berlińskiej sceny sztuki l.80 i 90(Neue Wilde), obecnie gruntownie nieobecny w światowym obiegu, wypowiada się o dzisiejszym "układzie sił" w dominujących instytucjach krótkim Das ist Kunstmafia. Angielskie tłumaczenie tego zwrotu czyli artmafia, często będzie przewijać się przez teksty, które zamierzamy Państwu stopniowo udostępniać. Wszystkie one pochodzą z miesięcznika Artforum z lat 2000-2003. Artforum -naszym zdaniem- główny obecnie współautor gry i wspomnianej redefinicji, jeszcze wówczas nie podejrzewając, że jest to rodzaj "zostawiania śladów", ochoczo opisywała mechanizmy nominacji dyrektorskich w Wenecji, Zurychu i Londynie, nie omieszkując rzucać odpowiedniego światła na te manewry. Czytając zatem poniższe artykuły warto wziąć poprawkę na to, kto to pierwotnie publikował, zwłaszcza w kontekście poprzednich moich wpisów, głównie tekstu All in the Family. Andrzej Biernacki. 


(Artforum, maj 2002)
Venetian Brass  
W grudniu zeszłego roku Vittorio Scarbi (podsekretarz we włoskim Ministerstwie Kultury) zaproponował Roberta Hughesa na stanowisko Dyrektora Biennale Sztuki w Wenecji. Chociaż w kompetencjach podsekretarza nie leży wybór dyrektora Biennale (to zadanie Prezydenta Biennale – Francesco Bernabe – oraz jego załogi) , jednak naciski Scarbiego nieuchronnie doprowadziły do pytania: dlaczego Hughes? Hughes jest oczywiście znanym i wspaniałym krytykiem Time, ale nigdy nie kuratorował żadnemu artystycznemu wydarzeniu, a już na pewno nie tak dużemu jak Biennale Sztuki w Wenecji. Sgarbi wyjaśnił:
Dla mnie, gówno to gówno a malarstwo to malarstwo. Ale we Włoszech gówno jest malarstwem a malarstwo gównem. Ostatnie Biennale (kuratorem był Harald Szeemann) to było talibańskie Biennale (talibańskie w sensie nieformalnej organizacji, próbującej przejąć wpływy i władzę): tylko jedna linia artystyczna była reprezentowana. To co tam dominowało to była mafijna awangarda, za którą podążyli krytycy sztuki i galerie ale nie reprezentująca żadnej prawdy o sztuce.(podkr. AB) Chciałem żeby rolę i funkcje głównego kuratora przejął ktoś, kto byłby przeciw art-mafii. Konserwatywna (tradycyjna) pozycja Hughesa interesuje mnie. On widzi sztukę jako sztukę a nie sztukę jako produkt rynkowy. Byłby idealnym rozwiązaniem.
Wtedy gorączkowe poszukiwania Sgarbiego skończyły się. Sgarbi kontynuuje:
Ale nigdy nie podejrzewaliśmy, że idiota Francesco Bernabe  mógł działać przeciwko nam. Został wybrany Prezydentem Biennale, żeby działać po linii rządu. Ale Prezydent jest głupi. Wybrał Bonamiego, osobę z wnętrza mafii krytyków(podkr.AB), który nie ma skrystalizowanej pozycji jeśli chodzi o sztukę.  Ministerstwo przegrało, zostało zabite swoim własnym mieczem i jestem zawstydzony za mój rząd. Będę żądał rezygnacji Bernabe. Mam nadzieję, że utonie w Wenecji.
Bernabe nie przejmuje się żądaniami Sgarbiego. Mówi:  prawo jest prawem. Prezydent i zespół wybierają Dyrektora Biennale. Sgarbi jest problemem Ministerstwa Kultury, nie moim.
(Uwaga: ostatecznie zaproponowano Hughesowi 18 miesięcy kuratorowania i krytyk się zgodził, bo jak sam powiedział: trzeba uratować. Jego pomysły to zapełnienie rozwalających się narodowych pawilonów oraz Arsenału i wynajęcie dla celów wystawienniczych Palazzo Grassi).
W międzyczasie rozpętała się kolejna burza nad Wenecją i Rzymem. Paollo Baratta, dotychczasowy Prezydent Biennale  kończył swoja czteroletnią kadencje w kwietniu 2002 roku ale jego popularność wskazywała, że zostanie ponownie wybrany na to stanowisko. Jednak konserwatywny (właściwie centro-prawicowy) rząd Silvio Berlusconiego właśnie zaczął przejmować władzę. Na stanowisko Prezydenta Biennale został mianowany Francesco Bernabe, były prezes Telecom Italia i najważniejszych firmy gazowo-olejowej (Italy’s national gas and oil company) i… przyjaciel Berlusconiego.
Vittorio Pierobon, zastępca redaktora naczelnego weneckiej Il Gazzettino powiedział: To była klasyczna włoska polityka. Centro-lewica powiedziała, że to mianowanie Bernabe można określić mianem blitzkrieg  (wojna błyskawiczna, szybka interwencja) natomiast centro-prawica Berlusconiego skwitowała nominacje, że to zupełnie normalne, że obsadza się stołki własnymi ludźmi, do których ma się zaufanie. Alberto Barbera, dyrektor Festiwalu Filmowego w Wenecji, będący pod zwierzchnictwem Baratty, zaatakował Berlusconiego w publicznym oświadczeniu. Baratta musiał podać się do dymisji przed upływem kandencji.
Jednocześnie zrezygnował Hughes. W marcu Bernabe zaczął poważne rozmowy z Bonamim. Z budżetem około 15,5 mln dolarów Prezydent Biennale powołał nowy zespół.
Bonami pytany o strategie na Biennale, mówi: Chcę współpracować z innymi kuratorami z Europy, Ameryki, Azji, Afryki, Środkowego Wschodu. Oni dostosują autonomiczne (niezależne) projekty do przestrzeni Biennale zgodnie z moją główną wizją a ja będę wykonywał swoją pracę jak umiem najlepiej. Ale nie zapominając przy tym: w świecie sztuki wszystkie nazwiska są pisane ołówkiem.

30 wrz 2010

Bajki z mchu i paproci

Czasem i Żwirek Ma humorek. Np. taka Magdalena Zięba, relacjonując wystawę Juliana Jakuba Ziółkowskiego w BWA Design we Wrocławiu, postanowiła dorzucić na Obiegu swój trzeci grosz do duetu Banasiak/Wróblewska, piszących na temat malarza, pokazywanego aktualnie w Zachęcie. Zięba oznajmia nam m.in.:
"Ziółkowski jest przykładem na to, iż wciąż istnieją artyści tworzący w zaciszu pracowni rzeczy totalnie odklejone od trendów, a jednocześnie zadziwiające w swojej bezkompromisowości".
Pięknie powiedziane, ale czy prawdziwe? Malarstwo Ziółkowskiego bowiem można lubić (zwłaszcza że tak polubili je w Zurychu i New Yorku) lub nie lubić, ale teza o jego osobności i odklejeniu od trendów w obliczu faktu, że malarz z Zamościa w trendach unurzany jest po uszy, jest dość karkołomna. Tu już nie tylko kłaniają się jawne i znane zbieżności poetyki Ziółkowskiego z gwiazdami typu Philip Guston (kulfonowaty członek z ramienia w mięsnych różowościach), Jean Michel Basquiat (sterczące włoski na czaszce, zęby w kratkę i wytrzeszcz) czy Henry Darger(outsider folk art)

górny rząd: z lewej J.J. Ziółkowski, w środku:Alex Lengyel  z prawej: Jean Michel Basquiat
dolny rząd: z lewej: Philip Guston, z prawej: J.J. Ziółkowski


Kłania się cały areał chwytów i tematów rówieśników Ziółkowskiego, bywa, że rodem z Zurychu jak: Patrick Graf czy Andro Wekua ale też całego wachlarza innych jak: Molly O'Connell (Closed Caption Comics), Leo Kogan, Armen Eloyan, Floor van Keulen, Scott Everningham, Jessica Labatte, Ola Vasiljeva, Alex Lengyel, Noel Frejbert, Matt Lock, D,Metrius Rice, Seth Adelsberger, i (zwłaszcza) nieco starszych jak (ur.'70/'71) Wangechi Mutu, Barry Reigate, Manuel Ocampo ('65) czy Fred Tomaselli ('56) .


 
z prawej: Wangechi Mutu






 Fred Tomaselli












                                                        Manuel Ocampo


Wystarczy rzut oka na jednak dość ograniczony -przy pozorach bujności- repertuar najczęściej używanych przez nich malarskich grepsów, by nie mieć wątpliwości, że o żadnym "odklejeniu od trendów" prokreacji naszego surrealisty mowy nie ma. Absolutnie nie są oryginalnym pomysłem Ziółkowskiego te wszystkie, zagęszczające jego płótna, różowe i śliskie bebechy, anemiczne kostki, paprotki i listki w anilinowej zieloności, takież widlaste korzonki, rzęski, włoski, dorzecza krwawych unerwień. Nie są jego chowu obficie dziergane ściegi, ćwieki, stębnówki, kropki i deszcz przecinków. Obwisłe grona cycatych narośli, prześwietlone korpusy i przekroje odnóży. Nie tylko Ziółkowski specjalizuje się w cierpliwym "dziubaniu" kałankiem splątanych żyłek, nabrzmiałych kiszek, wypadających odbytów i pomarszczonych mózgów, palczastych wymion i włochatych sutków, blikujących w obleśnie modelowanych workowatych bezkształtach. Tym bardziej nie jest jego, żelazny repertuar sci-fi komiksowej, plastycznej żenady: eksplodujących seriami żylastych gałek ocznych, smętnie zwisających na sznurkach z mrocznych oczodołów czaszek, ociekające kropelkami krwi- rozpięte płaty skóry oskalpowanych kości, wyszczerzone zębiska. Te quasi straszne Monsterfaces, Zombies Attacks, Haloween Toy Shows, rodem z prowincjonalnej strachalni peryferyjnych lunaparków, mają swoje ścisłe odpowiedniki w obficie eksponowanej na internetowych łączach amatorszczyźnie punkowych okładek i plakatów (Frank Russo). Więcej, wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło Outsider Art, a i tu otworzą się przed nami znajome klimaty.



Wszystko to, było już grubo przed Ziółkowskim. Poza wspomnianymi Gustonem i Basquiatem w spektrum -oględnie mówiąc- inspiracji Ziółkowskiego siedzi cała międzynarodowa transawangarda z gwiazdami typu Mimmo Paladino, Enzo Cucchi, Francesco Clemente, Walter Dahn czy Jiri Georg Dokoupil. Ale też całe segmenta tej-jak chce Zięba- odosobnionej i oryginalnej wizji malarza z Zamościa odnajdziemy u Keitha Haringa, Waltera Libudy, Martina Dislera, Kena Kiff, Roberta Combasa, Davida Salle, Francois Boisrond, Alberta Oehlena, Milana Kunca, Andrzeja Wróblewskiego, że o czymś takim jak Postmodern Pointillism nie wspomnę.
 
 
u góry: F. Clemente, J.J. Ziółkowski, F.Clemente; u dołu M.Paladino



u góry od lewej: M. Kunc, J.G.Dokoupil

z lewej: 
W. Libuda zprawej: D'Metrius Rice 











u dołu: z lewej: J.J. Ziółkowski,  F.Clemente,  M. Kippenberger
 

 
u dołu: Dorota Lampart

                                                       John Bohl, Jessica Labatte
Pomimo tego, co powyżej, przyznać muszę, że w Zachęcie wisi -co najmniej- kilka obrazów (m.in.Zderzenie i tryptyk Bez tytułu), które są -nie wiem czy aż na miarę światowej kariery- ale naprawdę niezłym, osobistym osiągnięciem młodego malarza (ur.1980). Ziółkowski nawiązuje, cytuje, używa znajomego zestawu rekwizytów ale czasem potrafi zadbać o jakiś, indywidualny wyraz. Osiąga go, przesuwając akcenty z właściwej sobie w innych razach papuziej kakofonii barwy i form wpakowanych w sałatkę bezrefleksyjnego horror vacui, w kierunku barwnej dominanty i celowej kompozycji.  Dzięki takim zabiegom, pomimo stale obecnego natłoku, Ziółkowski osiąga element harmonii i lapidarności, efekt świadomej organizacji i panowania nad naniesionym, wyjściowym chaosem. To ostatnie, to są stałe i niezbędne od stuleci wyznaczniki JAKOŚCI każdego malarstwa. Bo w  przedmiocie namalowanym farbą na płótnie kiedykolwiek i przez kogokolwiek cały czas obowiązuje zasada: OBRAZ RODZI OBRAZ. Próżni wizualnej nie ma. I wszelkie bajki o artystach tworzących w zaciszu pracowni rzeczy totalnie odklejone od trendów należy włożyć między bajki. Pozostając w poetyce Ziółkowskiego, między bajki z mchu i paproci.

14 wrz 2010

All in the Family

http://www.youtube.com/watch?v=SjaSjJV8fMw&feature=related


Trzeba przyznać, że Fundacja Galerii Foksal (FGF), to urodzone w czepku dziecko niezwykle szczęśliwych zbiegów okoliczności. Rzec by można Fart Goni Fart (FGF). Na początku fartnęła się instytucja "wyjściowa" - samograj czyli Galeria Foksal, jeszcze za komuny urzeczywistniona, z publiczną kasą, uznaną tradycją, z wejściami gdzie trzeba. W międzyczasie fartnęli się urzeczywistnieni (gdzie indziej) artyści, a jeszcze później, zupełnie z księżyca, fantastyczny awans jednego z liderów FGF, Adama Szymczyka, wówczas, od niedawna pełnoletniego gościa z dorobkiem twarzowego trądziku i niedoszłej wystawy w Domu Kultury Pułtusku na jeden z ważniejszych stołków europejskiego artworldu - Domu Sztuki w Bazylei. Passa trwa nieprzerwanie od 13 lat. W FGF nawet Przywara okazał się zaletą. Ktokolwiek, czegokolwiek by nie zrobił, pod jego skrzydłami i kuratelą Szymczyka, niemal z marszu staje się gwiazdą, co najmniej europejskiego firmamentu. A to nie koniec pasma szczęścia. Okazuje się, że ukryta między Familijnym Barem Mlecznym a Katolickim Biurem Pielgrzymkowym (Google Maps), skromna siedziba FGF doczekała się przybudówki. Nie byle jakiej, bo samej Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Fundacja kolejny już raz (m.in.po Wilhelmie Sasnalu), z braku swojej, dostatecznej przestrzeni, skorzystała z przestrzeni narodowej galerii, pokazując artystów swojej stajni. Kolejny też raz będziemy świadkami śmiałego eksperymentu zespołu Zachęty, który pokazując wystawę malarstwa Juliana Jakuba Ziółkowskiego (rocznik 1980) dowodzi, że w narodowej galerii artystyczne biografie będą się teraz zaczynać, a nie -jak do niedawna- kończyć. Naród zaś, za narodowe pieniądze rzadziej będzie oglądał tam ogólnie uznane wartości, czesciej zas wartości uznane przez grono wspólnych przyjaciół z Foksal i pl. Małachowskiego.
Tu pojawia się jednak pytanie, czy do sukcesu, europejskich awansów i światowych karier ostatnich lat Young i średnio Young Polish Artists wystarczyłoby spektrum towarzyskie, obejmujące ledwie trzy na krzyż warszawskie przecznice? O, nie!
Tak się składa, że Ziółkowski (podobnie jak Sasnal) z Foksal na Małachowskiego nawet z przewodnikiem z FGF nie  trafił od razu, mimo że droga to dosyć prosta (Nowy Świat, K. Przedmieście, Traugutta). Tu potrzebny był nadprzewodnik. I znalazł się, na Limmatstrasse 270 w Zurychu, w szwajcarskiej stacji przesiadkowej, firmowanej przez Iwana Wirtha z Hauser & Wirth Galerie.


obok: całostronicowe reklamy wystaw Wilhelma Sasnala i Juliana Jakuba Ziółkowskiego w Hauser & Wirth w Zurychu zamieszczone w magazynie Frieze 












      Niemniej, pozostanie dla nas tajemnicą, jak trafiał pełnoletni od niedawna pan z trądzikiem i z dorobkiem niedoszłej wystawy w Domu Kultury w Pułtusku, pod tak szacowne adresy sztuki. Bo faktem jest, że prócz miłości do różowych koszul, zażywny i jowialny nadprzewodnik Iwan Wirth, za sprawą półprzewodnika z FGF, od pierwszego wejrzenia zapałał miłością do młodej, polskiej sztuki. Takoż i młoda, polska sztuka wżeniła się przez Wirtha w zamożną i wpływową rodzinę, o iście światowych koneksjach. Jak światowych, wystarczy rzut oka na poniżej publikowany wybór zdjęć ze zjazdów rodzinnych, które sukcesywnie udostępnia na swych stronach kronika rodzinna (dział Diary), szacownej rodziny Artforum.
Kogóż my tu mamy? Ano niemal wszystkich w komplecie autorów, międzynarodowych sukcesów młodej sztuki polskiej. Znakomita większość z nich oraz im towarzyszących, to członkowie Frieze Foundation http://www.friezefoundation.org/biography/
- Kasper Koenig – z Ludwig museum m.in. przew. Jury Vincent award 2004 dla Althamera, i autor wystaw  (z Cariną Plath) "Pawel Althamer” (2002); Wilhelm Sasnal (2003)
- Richard Flood - z New Museum NY, przew. Jury Ordway price(100 tys dol.) dla Artura Żmijewskiego (2009)
- Iwon Blazwick - z Whitechappel w jury Vincenta dla Althammera 
- Carina Plath, Beatrix Ruf i Slavoj Żiżek autorzy tekstów o Sasnalu z książki Krytyki Politycznej
- Piotr Uklański i jego promotorka Alison Gingeras, skoligacona z większością magazynów (Frieze, Artforum, Parkett und so weiter.
- Hans Ulrich Obrist - dyr. Serpentine Gal., aktualnie wraz z Bałką w jury Focus Art Festival w Łodzi
- Daniel Birnbaum - kolega Obrista, Cavalucciego, Koeniga, dyr. fundacji weneckiego Biennale
- Barbara Gladstone - dealerka Mirosława Bałki z Gladstone Gallery
- Anton Kern - dealer Wilhelma Sasnala z NY
- Sadie Coles - dealerka Sasnala z Londynu
- Nicolas Serota - opiekun Bałki w  Tate Modern, i wraz z nim w jury konkursu na projekt MSN w W-wie.
- Massimiliano Gioni - m.in. współkurator nowojorskiej wystawy z Ziółkowskim Younger than Jesus.
Dość powiedzieć, że -detalicznie- ani jedna artystyczna kariera Polki lub Polaka (oprócz wymienionych także Pauliny Ołowskiej, Katarzyny Kozyry, i in.) nie byłaby możliwa bez udziału jednej lub kilku z ww osób.
Jest, ma się rozumieć, na zdjęciach rodzinnych sam główny łącznikowy - Adam Szymczyk d. z FGF, a jakże.
                                       
 Adam Szymczyk (Frieze Found) i Iara Boubnova z Manifesta Found. Int.

Na zdjęciach rodzinnych znajdziemy większość kuratorów związanych z Frieze Found., dealerów z Frieze, dyrektorów muzeów związanych z Frieze i kolekcjonerów z Frieze, z K.F. Flickiem, Ingvild Goetz i Haraldem Falckenbergiem. Zresztą sama Hauser&Wirth Galerie pyszni sie na stronach Frieze zielonym linkiem. Funkcje członków Frieze, płynnie przeplatają się z funkcjami kuratorów dwóch cyklicznych imprez: Berliner Biennale (H.U. Obrist, Saskia Bos, Ute Meta Bauer, Ali Subbotnik, M. Gioni, M. Cattellan) i Manifesta Biennale (Obrist, Renton KoeniG, Bonami, Boubnova, Gioni, i Adam Budak). Z friezowym towarzystwem na zdjęciach figurują i inni kolekcjonerzy: Jason i Michele Rubell, Helga Lauffs, Peter Brant, Max i Muriel Salem, Michael Ovitz, Maja Hoffman w otoczeniu innych dyrektorów, dealerów i artystów. Są wśród nich m.in.: Ari Wiseman, Rebecca i Tim Blum, RoseLee Goldberg, Thelma Golden, Sarah i Aaron Young, Ann Goldstein, Heidi Zuckerman, Neila Bluhm. Także Samuel Keller, Sophie Rabinowitz, Robert Mangold, Peter Blum, Fay Gold, Bradley Rubenstein, Moira Holland, Rachel Feinstein, Nathan Rappaport. Popatrzmy na ponizszy wybór, z pełnego wachlarza na stronach Artforum w zakładce Diary:

1.Emmanuel Perrotin (Perrotin Gallery Miami, Paris) i Iwan Wirth(Hauser&Wirth Zurych); 








2. David Zwirner(ZwirnerGallery NY), Iwan Wirth(Hauser & Wirth Zurych), Karl Friedrich Flick(kolekcjoner); 









 3. Richard Flood (New Museum dyr., Frieze), x, Anton Kern (Kern Gallery NY); 









4.Richard Prince(Frieze), x, Matthew Higgs(Frieze); 








5. Marian Goodman(galerzystka NY), x, Samuel Keller(Art Basel dyr.); 









6. Ari Wiseman, Ryth i Rebecca Blum, Tadashi Murakami, Tim Blum, 








7. Wolfgang Tillmans i Nicholas Serota(Tate Modern); 








8. Hans Ulrich Obrist(Frieze, Berliner Biennale, Manifesta, Serpentine Gallery), Marc Foxx dealer, Maurizio Cattellan; 










9. RoseLee Goldberg, Thelma Golden, Massimiliano Gioni(Frieze, Berliner Biennale, Manifesta), Tom Eccles; 









10. Michael Ringier(magnat prasowy), instal. Paweł Althamer; 











11. Beatrix Ruf, Richard Philips, Daniel Birnbaum(Venice Biennale, Berliner Biennale, Manifesta); 









 12. Ivon Blazwick(Whitechappel), Yasif Kortun(Frieze); 









13. Glen Goldberg, Beatrix Ruf, David Weiss; 








14. Ute Meta Bauer(m.in. Berliner Biennale 3, x, x; Heidi Zuckerman kurator Aspen Art Museum, x;








15. x, Larry Gagosian;  Neil Blum (Whitney Museum President), x, x ;









16. x, M.Cattellan, Jeremy Deller (Frieze), x; 








17. x, x Beatrix Ruf, Kasper Koenig, x; 









 18. Alison Gingeras, Francois Pinault (kolekcjoner), Piotr Uklański; 













19. Ann Goldstein, x;  John Baldesarri, Saskia Bos, Lawrence Weiner









20. Ali Subotnik(Hammer Museum Berliner Biennale4), x , Daniel Buchholtz diler; 







21. Andrew Renton (Frieze), Carol Green, Max i Muriel Salem, Michael Ovitz (kolekcjoner), Barbara Gladstone;







22. Marc Spiegler (Art Basel dyr.)x, Sophie Rabinowitz, Samuel Keller(Art Basel dyr.),x;








6 wrz 2010

Szkoda Fabia czyli sukces polskich kuratorów

Sukcesem polska prasa okrzyknęła niedawno zakończone nabory na szefów dwóch , największych, polskich, publicznych instytucji sztuki: CSW w Warszawie i CSW w Toruniu. Sukces to jednak szczególny, bo w zawodach tych polscy kuratorzy zaliczyli zaledwie rolę "kandydata na kandydata na wice", zaś docelowo, swoje pomysły za pieniądze polskiego podatnika będą realizować osoby -jak z wdziękiem zauważyła Dorota Jarecka- "niepochodzące z naszego kraju, niemówiące naszym językiem, niewychowane w naszej kulturze". Ale kto by się przejmował takimi szczegółami. Najmniej ci, przegrani, polscy kuratorzy, którzy przegrywając -jako się rzekło- odnieśli sukces. 
Trzeba umieć przegrywać i przekuwać przegrane w sukces. (wzorem PiS-u, które od paru lat bierze równo w dupę, ale za to twierdzi, że wygrywa i chodzi w glorii zwycięzcy). Mechanizm ten potwierdził (choć na odwyrtkę) przypadek Pawła Łubowskiego w Toruniu, który wygrywając konkurs myślał, że wygrał (nawet z rozpędu puścił farbę jako wygrany), a okazało się, że jest kandydatem na kandydata na wice. Jak tylko Polak Łubowski wygrał, kurator z Grazu Adam Budak et consortes jego wygraną zbojkotował. Bojkot natychmiast ustąpił jak Polak ustąpił na rzecz Serbki. Serbka (Dobrila Denegri) będzie robiła więc program i zakupy (pod dyktando swoich stałych współpracowników, przyjaciół Budaka H.U. Obrista i D. Birnbauma), a Łubowski będzie organizował na to kasę.

W warszawskim CSW było prościej: od razu wygrał ten (Fabio Cavalucci), co wygrał ostatecznie. No, ale ten z miejsca miał atuty: nie jest Polakiem, nie mówi po polsku, nie wychowany... etc. Toteż polscy przegrani z miejsca wzięli swoją przegraną za sukces, bo -jak już wspomnieliśmy- przegrać z atutyłowanym przeciwnikiem, to wygrać w cuglach. Gdy się na dodatek okazało, że atutyłowany jest zarazem utytułowany współpracą z bojkoterem z Torunia, Budakiem (przy Manifesta 7 i w Manifesta Foundation), sukces polskich kuratorów, z Budakiem na czele, był pełny. Cavalucci, podobnie jak Łubowski odurzony wygraną, na pytania polskich dziennikarzy czy zna się na prawie regulującym funkcjonowanie takich jak CSW placówek puścił farbę, że nie musi się znać więc zatrudni prawników. Dedukuję, że skoro nie mówi po polsku zatrudni tłumaczy, nie pochodząc z Polski, zatrudni przewodników, a lekcje wychowania w polskiej kulturze nadrobi u źródła czyli udzieli mu ich sam Bogdan -nomen omen Zdrojewski. Już udzielił, panowie długo rozmawiali w kuluarach przy Krakowskim Przedmieściu. Zdaje się, że zapomnieli porozmawiać o finansach, których polski podatnik będzie musiał dosupłać na dodatkowe zatrudnienia, skoro w Zamku i bez dodatkowych zatrudnień kasy nie ma za wiele na program.

Ja w braku kasy na program nie widzę żadnego problemu. Nigdzie nie jest powiedziane, że kasa w instytucjach dotowanych ma "iść" na program. Od zawsze idzie głównie na zatrudnienie i pochodne, na "niezbędne" remonty zabytkowych siedzib i wyposażanie ich w nowoczesny sprzęt. Czasem, przed końcem roku budżetowego, najwyżej dokupi się jaką cembrowinę od Mirosława Bałki za 80 tys (+ koszty inflacji) lub inną jaką, dyskotekową kulę w szkiełkach i się będzie mienić ...sztuką.
Zresztą Cavalucci, wyglądający na przytomnego gościa, ma i programowe atuty w ręku. Wystarczy, że zatrudni na Zamku swoją protegowaną z Civic Gallery of Contemporary Art of Trento niejaką Katarzynę Kozyrę. Widzę to tak: Kozyra odśpiewa mu przed Zamkiem jedną ze swoich arii, od czego wyzdychają wszystkie kawki i gołębie naokoło. Zmniejszone pogłowie ptactwa walnie (znowu nomen omen) przyczyni się do zmniejszenia ilości guana na okołozamkowych trotuarach a Cavalucci wydatnie zaoszczędzi środki budżetowe na zatrudnieniu zbędnych dozorców. Możliwości jest zresztą bez liku. Jak się Cavalucciemu nie sprawdzą artyści, pozostają mu jeszcze w dyspozycji wygrani polscy kuratorzy. Np. Milada Ślizińska. Podpowiadam, że dysponując twarzową, skórzaną pilotką, śmiało może być zatrudniona na Zamku jako wice,  po czym wypuszczona w leasing na plan dowolnego filmu Mela Brooksa. Po jakimś czasie, zgrana, jak zwykle dotychczas,  może wrócić na kolejne wybory zamkowego dyrektora. Nie ma co się przejmować, będzie dobrze. Polscy kuratorzy, jak polskie społeczeństwo, SĄ SKAZANI NA SUKCES.

                                                                  poniżej: Martin Melichercik 2008, emalia na blasze