Klocki edukacyjne Stanisława Noakowskiego

 


Jesienne przypomnienie czym jest prawdziwie awangardowe myślenie skrótem plastycznym, właściwie pojętą lapidarnością. Nie tą, wynikającą z góry założonego planu, tylko z procesu, z eliminacji elementów zbędnych, przeszkadzających w dotarciu do istoty wyrazu. Słowem, idących z kompetencji zawodowych i nadwyżek talentu.


Jako Architekt urodziłem się w Łowiczu. Zdanie-ikona dla współczesnych mieszkańców miasta, wypowiedziane przez rysownika, malarza i profesora Wydz. Architektury Politechniki Warszawskiej Stanisława Noakowskiego(1867-1928) odnosi się do faktu, że ten genialny twórca, naprawdę urodzony w Nieszawie k/Włocławka i pobierający nauki w łowickiej Szkole Realnej, swoje pierwsze kroki na niwie architektury stawiał właśnie w Łowiczu. Zafascynowany historyczną zabudową i założeniem urbanistycznym miasta prymasów i interrexów, karmił swoją wyobraźnię do późniejszych, frapujących fantazji architektonicznych. Nie tylko rysunkowych i malarskich, ale jak dzisiaj byśmy to ujęli, także designerskich. W latach 20 XX w. na zamówienie warszawskiej spółdzielni GNOM, zajmującej się produkcją edukacyjnych zabawek dla dzieci, Noakowski zaprojektował rewelacyjny komplet klocków do nauki historycznych stylów architektury. Ich wyjątkowość polega na tym, że z jednego zestawu znakomitej jakości i skali bukowych klocków, da się złożyć budowle charakterystyczne dla różnych okresów historycznych, od starożytności do współczesności. Co więcej, jeden zestaw pozwala różnicować stopień trudności zadań, czyli sensownie je komplikować wraz z rozwojem umiejętności użytkownika. Zwłaszcza, że autor projektu załączył do klocków blisko pół setki odręcznych rysunków w ramach ich autorskiej instrukcji obsługi.



W kontrze do dzisiejszej oferty zabawek dla dzieci, w większości banalnych w formie, nie rozwijających a nawet szkodliwych dla rozwoju sprawności intelektualnych i ruchowych, czasem wręcz trujących rodzajem użytych materiałów, rzecz godna jest najwyższej uwagi.

"Polski przemysł zabawkarski zalewa niemiecka i czeska tandeta(...) Nawet te staranniej obmyślane klocki dr Richtera z Lipska, nie przedstawiają w kierunku artystycznym szczególnych wartości. Aby temu zaradzić, powzięliśmy stworzyć budownictwo dla potrzeb rozwojowych naszych dzieci, zużytkowując pomoc najkompetentniejszego w tym względzie prof. S. Noakowskiego"
Tak w 1921 r. warszawskie zakłady przemysłu zabawkarskiego "Gnom" zachwalały swój najnowszy produkt, drewniane klocki wg projektu architekta i wówczas profesora Politechniki Warszawskiej. Historia zakładów Gnom, współpracujących z najlepszymi fachowcami tamtego czasu: B. i S. Brukalskimi, H. i Sz. Syrkusami, Bogdanem Lachertem, Józefem Szanajcą oraz Marią Werten (uczącą rysowników Walta Disneya) warta jest osobnego omówienia. My zaś, wracając po 100 latach do tej inicjatywy z myślą o wznowieniu produkcji klocków Noakowskiego (nagrodzonych na światowej wystawie w Paryżu w 1925 r.), chcieliśmy m.in. sprawdzić jak ten bądź co bądź sędziwy projekt sprawdzi się dzisiaj, w rękach dzieci o -zdawałoby się- innej wrażliwości. Eksperyment chyba się udał, bo dzieci z łowickich szkół odwiedzających wystawę, mimo chłodu galerii, nie sposób było oderwać od zabawy. Nawet tych znacznie starszych, jak właściciel Galerii Browarna, który także postanowił przymierzyć się do odwzorowania z klocków Noakowskiego zabytkowego miejsca akcji.







Galeria Browarna, od 30 lat podejmująca zadania mające na celu przybliżanie współczesnemu odbiorcy różnych arcyciekawych, a bywa że zapomnianych postaci i inicjatyw, kilka lat temu zorganizowała wystawę dzieł Noakowskiego, na której klocki GNOMA zostały wydobyte z mroku przeszłości. Teraz, dzięki współpracy z Centrum Promocji Starostwa Powiatowego w Łowiczu i Muzeum w Łowiczu, wspartej grantem Narodowego Centrum Kultury, Galeria pokaże prototyp rekonstrukcji klocków wraz z reprintem rewelacyjnej publikacji/instrukcji.
Zapraszamy do Browarnej w niedzielę, 24 października o godz. 17.00.

Stillness. Andrzej Bembenek Malarstwo

 



Malarstwo Andrzeja Bembenka, przy wszystkich możliwych wariantach odczytu, stanowi doskonały materiał poglądowy na fundamentalną zawsze, a dzisiaj zwłaszcza, kwestię proporcji WIDZIALNOŚCI(formy) i CZYTELNOŚCI(tematu) dzieła sztuki, "zorganizowanego" przy pomocy narzędzi i środków tzw. plastyki. Zresztą, ten aspekt sam się tu niejako wyeksponował na etapie ustalania tytułu wystawy frazą "Something in the Air", jakby oczywistość tematyczna prac, właśnie owa czytelność motywu, dająca prymarny impuls autorskiej koncepcji, kapitulowała pod warstwami decyzji stricte malarskich, wiodących do jej wizualnego "rozwiązania". Ba, wydaje się wręcz, że kreatywność plastyki malarstwa, jest tu powołana do postponowania drętwej pragmatyki potoczności tematu. Ile bowiem można rozprawiać o prozaicznym słupie trakcji energetycznej wetkniętym w płynną tkankę amorficznego pejzażu, gdyby nie wynikający z tego atrakcyjny WIZUALNIE kontrast zestawionych składowych? Oczywiście, mówimy o kontraście wydobywającym kontemplatywny charakter zestawienia, a nie o propagandzie treści proekologicznego wiecu, do rozegrania zdecydowanie przy innej okazji.



"Nie prawda, lecz farba decyduje u malarza" (J. Cybis, Notatki malarskie)
Ileż tego rodzaju uwag przyjmujemy w życiu w ramach niekończących się korepetycji pod hasłem: czytanie sztuki. Ileż przewrotnych przepisów, na pozór i w istocie genialnych recept, zaskakujących instrukcji, zawsze jakoś chytrych NOWOŚCIĄ kolejnej wersji podejścia do rzeczy, chociaż nie zawsze nasyconych MĄDROŚCIĄ tej ODNOWY. Przy tym, zelektryzowani nagłym olśnieniem nieznanej perspektywy z horyzontu uwagi tracimy prosty fakt, że wiele z tych koncepcji sprawdza się jedynie w przepisie, i niekoniecznie dezawuuje słuszność racji wcześniejszych. Umyka refleksja, że nic tu nie musi być ZAMIAST, jeśli z powodzeniem może być OBOK.
W sposób oczywisty dowodzą tego obrazy Andrzeja Bembenka, gdzie granica między czytelnością powodu a widzialnością efektu z reguły nie przebiega pośrodku.

Zapraszając Andrzeja Bembenka do pokazania swoich prac w przestrzeni Galerii Browarna, najbanalniej w świecie liczyłem na to, że mgławicowe konstrukcje zagadkowych armatur z Jego obrazów, jakoś zrymują się z przepastną kubaturą miejsca, dozbrojoną rynsztunkiem relingowego osprzętu. Zwłaszcza przy akompaniamencie kontrastu walorowego takich składowych. Mroczne prostokąty obrazów dobrze dopełniają biel wnętrza, jednocześnie zachowując swe autonomiczne sensy...



Przyczyna i sens każdego malarstwa w gruncie rzeczy zasadza się na całkowicie aspołecznej ciekawości: na czym -mianowicie- polega splot warunków sprawiających, że elementy układane na płaszczyźnie obrazu czasem potęgują się zamiast zwyczajnie sumować, na czym polega, że przedmiot materialny zmienia się w mentalny i powstaje nowa wartość - dzieło sztuki. (Jerzy Stajuda, ze zbioru tekstów "O obrazach i innych takich", wyd. Muzeum ASP w Warszawie)
Malarstwo Andrzeja Bembenka zdaje się cały czas pamiętać, że każdy obraz, przedstawiający lub nie, organizuje zasada abstrakcyjna, podpowiadana przez wiedziony gestem i fluktuujący materiał. Jasnym jest, że w tej sytuacji bardziej od jakiejkolwiek z góry ustalonej narracji autorskiego zamiaru prezentacji tematu, w ostatecznej instancji liczą się cechy substancji farby uwikłane w prostokąt pola malarskiej gry.




Sztuka zaczyna się tam, gdzie idea znajduje swoją formę.
Fraza, która powinna być wyryta na fasadach wszystkich uczelni artystycznych, jako obowiązująca. Podobnie jak zdanie Flauberta: "Z formy bierze się treść", które charyzmatyczny malarz, Jacek Sienicki zapisał na drzwiach starej szafy stojącej u niego w pracowni. Całkowicie na przekór dzisiejszemu instalowaniu w przestrzeni tradycyjnie zajmowanej przez artystów kuriozalnego pojęcia "rozszerzonego pola sztuki", w którym nacisk położony jest nie na dzieła, a na procesy i tzw. projekty. Gdzie wartość sztuki mierzy się już nie talentem autora, tylko stopniem publicznej użyteczności, przydatnością w procesie integracji społecznej, wkładem w budowanie prestiżu zbiorowości itp. Gdzie artysta staje się -o zgrozo!- pracownikiem sztuki. Czym staje się wtedy sama sztuka, trudno sobie wyobrazić, ale czego oczywistą antytezę można jeszcze zobaczyć na wystawie malarstwa Andrzeja Bembenka w najlepszym do tego wnętrzu Galerii Browarna w Łowiczu.

Jeszcze tylko dzisiaj, w niedzielę, 17 października, w godz. 16.00-18.00, lub po umówieniu tel. pod nr 691 979 262. Ostatni moment, zapraszam! Andrzej Biernacki

Nici z Demokracji 2

 


Sztuka z przymiotnikami zawsze wzbudza czujność przytomnej części ogółu myślących, dla których widzialność sztuk wizualnych jest zawsze przed ich czytelnością. Interwencja polityczna dokonywana za pomocą struktury dzieła rodzi bowiem podstawowe pytanie, czy jego jakość artystyczna jest na tyle istotnym wkładem autora, że w ogóle warto go słuchać. W przypadku Rufiny Bazlovej, która od bardzo niedawna postępuje na tej drodze, naszym(organizatorów) zdaniem, nie ma co do tego wątpliwości. Jej hafty, to w pierwszej kolejności certyfikaty jakości artystycznej, a dopiero potem mocny glejt do zajmowania stanowiska w innych obszarach życia, w tym polityki.




Otwarta w sobotę 4 września wystawa Rufiny (1990) w Galerii Browarna miała wykazać tę właściwość, niezależnie od innych intencji i efektów, które faktycznie wykaże. Dziękując zatem za liczny udział publiczności w otwarciu wydarzenia, niezmiennie zapraszamy innych chętnych do kontemplacji prac właśnie w Łowiczu, a więc także pod kątem oceny stopnia adekwatności cech tradycyjnego rękodzieła ludowego do perswazji politycznej, zwłaszcza o tak mocnym ładunku emocjonalnym jak ten, wywołany aktualną sytuacją w ojczyźnie autorki, Białorusi. Mamy czas do 19 września b.r.
Wystawa haftu Rufiny Bazlovej NICI Z DEMOKRACJI. Kuratorka: Zosia Bojańczyk (Biernacka), Tłumaczenie: Franciszek Bojańczyk. Galeria Browarna, Łowicz, ul. Podrzeczna 17
fot. Jacek Wiśniewski
inf. tel. 691 979 262

Nici z Demokracji. Haft Rufiny Baslovej

 





4 września, tym razem w sobotę, o godzinie 17.00 w Galerii Browarna wystawa wyjątkowa. Pokazane zostaną dzieła białoruskiej artystki Rufiny Bazlowej (ur. 1990), w których opór, a właściwie bunt polityczny wobec satrapy masakrującego Jej naród, haftowany jest barwą krwawych bandaży.

Zosia Bojańczyk (Biernacka), która jest kuratorką wystawy, znacząco nazwała tę akcję Nici z Demokracji, podkreślając niezwykle istotny dzisiaj fakt, że sztuka wymowna politycznie, nie tylko nie musi rezygnować z przymiotów kreacji artystycznej, ale wręcz się na niej opierać. Że to jakość dzieła wprost decyduje o wiarygodności przekazu, a talent autora przemawia za tym, że w ogóle warto go słuchać.
Prezentacja haftów Rufiny Bazlovej w Łowiczu, stolicy regionu o niekwestionowanych tradycjach rękodzielniczych, wręcz będących idiomem polskiej sztuki ludowej, oraz w Galerii Browarna (wcześniej wystawy Zdzisław Pągowski, Et(n)os, Lodz Festival Design, promocje Elementarza Twórcy Ludowego), jest potwierdzeniem tego segmentu i kierunku jej działalności, który eksponuje współczesne możliwości wyrazu tradycyjnego rękodzieła i nowe drogi zastosowań w istotny sposób zmieniającym się świecie. Andrzej Biernacki
Nici z Demokracji. Wystawa haftu politycznego Rufiny Bazlovej, będzie prezentowana w dniach 4-19 września b.r. w Galerii Browarna w Łowiczu. Otwarcie z udziałem artystki 4 września o godz. 17.00
Poniżej: Plakat wystawy, Okładka katalogu, oraz prace Spółeczeństwo, Kobiety, Opór oddolny

Wspólnie z Rufiną zapraszamy dziś od 17.00. W drodze do galerii artystka wyhaftowała scenkę figuralną. Jak to zrobiła, celując igłą między milimetrowy wątek a osnowę w trzęsącym się i huśtającym na boki przedziale pociągu relacji Praga-Warszawa, pozostanie tajemnicą jej naręcznego warsztatu