30 wrz 2010

Bajki z mchu i paproci

Czasem i Żwirek Ma humorek. Np. taka Magdalena Zięba, relacjonując wystawę Juliana Jakuba Ziółkowskiego w BWA Design we Wrocławiu, postanowiła dorzucić na Obiegu swój trzeci grosz do duetu Banasiak/Wróblewska, piszących na temat malarza, pokazywanego aktualnie w Zachęcie. Zięba oznajmia nam m.in.:
"Ziółkowski jest przykładem na to, iż wciąż istnieją artyści tworzący w zaciszu pracowni rzeczy totalnie odklejone od trendów, a jednocześnie zadziwiające w swojej bezkompromisowości".
Pięknie powiedziane, ale czy prawdziwe? Malarstwo Ziółkowskiego bowiem można lubić (zwłaszcza że tak polubili je w Zurychu i New Yorku) lub nie lubić, ale teza o jego osobności i odklejeniu od trendów w obliczu faktu, że malarz z Zamościa w trendach unurzany jest po uszy, jest dość karkołomna. Tu już nie tylko kłaniają się jawne i znane zbieżności poetyki Ziółkowskiego z gwiazdami typu Philip Guston (kulfonowaty członek z ramienia w mięsnych różowościach), Jean Michel Basquiat (sterczące włoski na czaszce, zęby w kratkę i wytrzeszcz) czy Henry Darger(outsider folk art)

górny rząd: z lewej J.J. Ziółkowski, w środku:Alex Lengyel  z prawej: Jean Michel Basquiat
dolny rząd: z lewej: Philip Guston, z prawej: J.J. Ziółkowski


Kłania się cały areał chwytów i tematów rówieśników Ziółkowskiego, bywa, że rodem z Zurychu jak: Patrick Graf czy Andro Wekua ale też całego wachlarza innych jak: Molly O'Connell (Closed Caption Comics), Leo Kogan, Armen Eloyan, Floor van Keulen, Scott Everningham, Jessica Labatte, Ola Vasiljeva, Alex Lengyel, Noel Frejbert, Matt Lock, D,Metrius Rice, Seth Adelsberger, i (zwłaszcza) nieco starszych jak (ur.'70/'71) Wangechi Mutu, Barry Reigate, Manuel Ocampo ('65) czy Fred Tomaselli ('56) .


 
z prawej: Wangechi Mutu






 Fred Tomaselli












                                                        Manuel Ocampo


Wystarczy rzut oka na jednak dość ograniczony -przy pozorach bujności- repertuar najczęściej używanych przez nich malarskich grepsów, by nie mieć wątpliwości, że o żadnym "odklejeniu od trendów" prokreacji naszego surrealisty mowy nie ma. Absolutnie nie są oryginalnym pomysłem Ziółkowskiego te wszystkie, zagęszczające jego płótna, różowe i śliskie bebechy, anemiczne kostki, paprotki i listki w anilinowej zieloności, takież widlaste korzonki, rzęski, włoski, dorzecza krwawych unerwień. Nie są jego chowu obficie dziergane ściegi, ćwieki, stębnówki, kropki i deszcz przecinków. Obwisłe grona cycatych narośli, prześwietlone korpusy i przekroje odnóży. Nie tylko Ziółkowski specjalizuje się w cierpliwym "dziubaniu" kałankiem splątanych żyłek, nabrzmiałych kiszek, wypadających odbytów i pomarszczonych mózgów, palczastych wymion i włochatych sutków, blikujących w obleśnie modelowanych workowatych bezkształtach. Tym bardziej nie jest jego, żelazny repertuar sci-fi komiksowej, plastycznej żenady: eksplodujących seriami żylastych gałek ocznych, smętnie zwisających na sznurkach z mrocznych oczodołów czaszek, ociekające kropelkami krwi- rozpięte płaty skóry oskalpowanych kości, wyszczerzone zębiska. Te quasi straszne Monsterfaces, Zombies Attacks, Haloween Toy Shows, rodem z prowincjonalnej strachalni peryferyjnych lunaparków, mają swoje ścisłe odpowiedniki w obficie eksponowanej na internetowych łączach amatorszczyźnie punkowych okładek i plakatów (Frank Russo). Więcej, wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło Outsider Art, a i tu otworzą się przed nami znajome klimaty.



Wszystko to, było już grubo przed Ziółkowskim. Poza wspomnianymi Gustonem i Basquiatem w spektrum -oględnie mówiąc- inspiracji Ziółkowskiego siedzi cała międzynarodowa transawangarda z gwiazdami typu Mimmo Paladino, Enzo Cucchi, Francesco Clemente, Walter Dahn czy Jiri Georg Dokoupil. Ale też całe segmenta tej-jak chce Zięba- odosobnionej i oryginalnej wizji malarza z Zamościa odnajdziemy u Keitha Haringa, Waltera Libudy, Martina Dislera, Kena Kiff, Roberta Combasa, Davida Salle, Francois Boisrond, Alberta Oehlena, Milana Kunca, Andrzeja Wróblewskiego, że o czymś takim jak Postmodern Pointillism nie wspomnę.
 
 
u góry: F. Clemente, J.J. Ziółkowski, F.Clemente; u dołu M.Paladino



u góry od lewej: M. Kunc, J.G.Dokoupil

z lewej: 
W. Libuda zprawej: D'Metrius Rice 











u dołu: z lewej: J.J. Ziółkowski,  F.Clemente,  M. Kippenberger
 

 
u dołu: Dorota Lampart

                                                       John Bohl, Jessica Labatte
Pomimo tego, co powyżej, przyznać muszę, że w Zachęcie wisi -co najmniej- kilka obrazów (m.in.Zderzenie i tryptyk Bez tytułu), które są -nie wiem czy aż na miarę światowej kariery- ale naprawdę niezłym, osobistym osiągnięciem młodego malarza (ur.1980). Ziółkowski nawiązuje, cytuje, używa znajomego zestawu rekwizytów ale czasem potrafi zadbać o jakiś, indywidualny wyraz. Osiąga go, przesuwając akcenty z właściwej sobie w innych razach papuziej kakofonii barwy i form wpakowanych w sałatkę bezrefleksyjnego horror vacui, w kierunku barwnej dominanty i celowej kompozycji.  Dzięki takim zabiegom, pomimo stale obecnego natłoku, Ziółkowski osiąga element harmonii i lapidarności, efekt świadomej organizacji i panowania nad naniesionym, wyjściowym chaosem. To ostatnie, to są stałe i niezbędne od stuleci wyznaczniki JAKOŚCI każdego malarstwa. Bo w  przedmiocie namalowanym farbą na płótnie kiedykolwiek i przez kogokolwiek cały czas obowiązuje zasada: OBRAZ RODZI OBRAZ. Próżni wizualnej nie ma. I wszelkie bajki o artystach tworzących w zaciszu pracowni rzeczy totalnie odklejone od trendów należy włożyć między bajki. Pozostając w poetyce Ziółkowskiego, między bajki z mchu i paproci.

14 wrz 2010

All in the Family

http://www.youtube.com/watch?v=SjaSjJV8fMw&feature=related


Trzeba przyznać, że Fundacja Galerii Foksal (FGF), to urodzone w czepku dziecko niezwykle szczęśliwych zbiegów okoliczności. Rzec by można Fart Goni Fart (FGF). Na początku fartnęła się instytucja "wyjściowa" - samograj czyli Galeria Foksal, jeszcze za komuny urzeczywistniona, z publiczną kasą, uznaną tradycją, z wejściami gdzie trzeba. W międzyczasie fartnęli się urzeczywistnieni (gdzie indziej) artyści, a jeszcze później, zupełnie z księżyca, fantastyczny awans jednego z liderów FGF, Adama Szymczyka, wówczas, od niedawna pełnoletniego gościa z dorobkiem twarzowego trądziku i niedoszłej wystawy w Domu Kultury Pułtusku na jeden z ważniejszych stołków europejskiego artworldu - Domu Sztuki w Bazylei. Passa trwa nieprzerwanie od 13 lat. W FGF nawet Przywara okazał się zaletą. Ktokolwiek, czegokolwiek by nie zrobił, pod jego skrzydłami i kuratelą Szymczyka, niemal z marszu staje się gwiazdą, co najmniej europejskiego firmamentu. A to nie koniec pasma szczęścia. Okazuje się, że ukryta między Familijnym Barem Mlecznym a Katolickim Biurem Pielgrzymkowym (Google Maps), skromna siedziba FGF doczekała się przybudówki. Nie byle jakiej, bo samej Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Fundacja kolejny już raz (m.in.po Wilhelmie Sasnalu), z braku swojej, dostatecznej przestrzeni, skorzystała z przestrzeni narodowej galerii, pokazując artystów swojej stajni. Kolejny też raz będziemy świadkami śmiałego eksperymentu zespołu Zachęty, który pokazując wystawę malarstwa Juliana Jakuba Ziółkowskiego (rocznik 1980) dowodzi, że w narodowej galerii artystyczne biografie będą się teraz zaczynać, a nie -jak do niedawna- kończyć. Naród zaś, za narodowe pieniądze rzadziej będzie oglądał tam ogólnie uznane wartości, czesciej zas wartości uznane przez grono wspólnych przyjaciół z Foksal i pl. Małachowskiego.
Tu pojawia się jednak pytanie, czy do sukcesu, europejskich awansów i światowych karier ostatnich lat Young i średnio Young Polish Artists wystarczyłoby spektrum towarzyskie, obejmujące ledwie trzy na krzyż warszawskie przecznice? O, nie!
Tak się składa, że Ziółkowski (podobnie jak Sasnal) z Foksal na Małachowskiego nawet z przewodnikiem z FGF nie  trafił od razu, mimo że droga to dosyć prosta (Nowy Świat, K. Przedmieście, Traugutta). Tu potrzebny był nadprzewodnik. I znalazł się, na Limmatstrasse 270 w Zurychu, w szwajcarskiej stacji przesiadkowej, firmowanej przez Iwana Wirtha z Hauser & Wirth Galerie.


obok: całostronicowe reklamy wystaw Wilhelma Sasnala i Juliana Jakuba Ziółkowskiego w Hauser & Wirth w Zurychu zamieszczone w magazynie Frieze 












      Niemniej, pozostanie dla nas tajemnicą, jak trafiał pełnoletni od niedawna pan z trądzikiem i z dorobkiem niedoszłej wystawy w Domu Kultury w Pułtusku, pod tak szacowne adresy sztuki. Bo faktem jest, że prócz miłości do różowych koszul, zażywny i jowialny nadprzewodnik Iwan Wirth, za sprawą półprzewodnika z FGF, od pierwszego wejrzenia zapałał miłością do młodej, polskiej sztuki. Takoż i młoda, polska sztuka wżeniła się przez Wirtha w zamożną i wpływową rodzinę, o iście światowych koneksjach. Jak światowych, wystarczy rzut oka na poniżej publikowany wybór zdjęć ze zjazdów rodzinnych, które sukcesywnie udostępnia na swych stronach kronika rodzinna (dział Diary), szacownej rodziny Artforum.
Kogóż my tu mamy? Ano niemal wszystkich w komplecie autorów, międzynarodowych sukcesów młodej sztuki polskiej. Znakomita większość z nich oraz im towarzyszących, to członkowie Frieze Foundation http://www.friezefoundation.org/biography/
- Kasper Koenig – z Ludwig museum m.in. przew. Jury Vincent award 2004 dla Althamera, i autor wystaw  (z Cariną Plath) "Pawel Althamer” (2002); Wilhelm Sasnal (2003)
- Richard Flood - z New Museum NY, przew. Jury Ordway price(100 tys dol.) dla Artura Żmijewskiego (2009)
- Iwon Blazwick - z Whitechappel w jury Vincenta dla Althammera 
- Carina Plath, Beatrix Ruf i Slavoj Żiżek autorzy tekstów o Sasnalu z książki Krytyki Politycznej
- Piotr Uklański i jego promotorka Alison Gingeras, skoligacona z większością magazynów (Frieze, Artforum, Parkett und so weiter.
- Hans Ulrich Obrist - dyr. Serpentine Gal., aktualnie wraz z Bałką w jury Focus Art Festival w Łodzi
- Daniel Birnbaum - kolega Obrista, Cavalucciego, Koeniga, dyr. fundacji weneckiego Biennale
- Barbara Gladstone - dealerka Mirosława Bałki z Gladstone Gallery
- Anton Kern - dealer Wilhelma Sasnala z NY
- Sadie Coles - dealerka Sasnala z Londynu
- Nicolas Serota - opiekun Bałki w  Tate Modern, i wraz z nim w jury konkursu na projekt MSN w W-wie.
- Massimiliano Gioni - m.in. współkurator nowojorskiej wystawy z Ziółkowskim Younger than Jesus.
Dość powiedzieć, że -detalicznie- ani jedna artystyczna kariera Polki lub Polaka (oprócz wymienionych także Pauliny Ołowskiej, Katarzyny Kozyry, i in.) nie byłaby możliwa bez udziału jednej lub kilku z ww osób.
Jest, ma się rozumieć, na zdjęciach rodzinnych sam główny łącznikowy - Adam Szymczyk d. z FGF, a jakże.
                                       
 Adam Szymczyk (Frieze Found) i Iara Boubnova z Manifesta Found. Int.

Na zdjęciach rodzinnych znajdziemy większość kuratorów związanych z Frieze Found., dealerów z Frieze, dyrektorów muzeów związanych z Frieze i kolekcjonerów z Frieze, z K.F. Flickiem, Ingvild Goetz i Haraldem Falckenbergiem. Zresztą sama Hauser&Wirth Galerie pyszni sie na stronach Frieze zielonym linkiem. Funkcje członków Frieze, płynnie przeplatają się z funkcjami kuratorów dwóch cyklicznych imprez: Berliner Biennale (H.U. Obrist, Saskia Bos, Ute Meta Bauer, Ali Subbotnik, M. Gioni, M. Cattellan) i Manifesta Biennale (Obrist, Renton KoeniG, Bonami, Boubnova, Gioni, i Adam Budak). Z friezowym towarzystwem na zdjęciach figurują i inni kolekcjonerzy: Jason i Michele Rubell, Helga Lauffs, Peter Brant, Max i Muriel Salem, Michael Ovitz, Maja Hoffman w otoczeniu innych dyrektorów, dealerów i artystów. Są wśród nich m.in.: Ari Wiseman, Rebecca i Tim Blum, RoseLee Goldberg, Thelma Golden, Sarah i Aaron Young, Ann Goldstein, Heidi Zuckerman, Neila Bluhm. Także Samuel Keller, Sophie Rabinowitz, Robert Mangold, Peter Blum, Fay Gold, Bradley Rubenstein, Moira Holland, Rachel Feinstein, Nathan Rappaport. Popatrzmy na ponizszy wybór, z pełnego wachlarza na stronach Artforum w zakładce Diary:

1.Emmanuel Perrotin (Perrotin Gallery Miami, Paris) i Iwan Wirth(Hauser&Wirth Zurych); 








2. David Zwirner(ZwirnerGallery NY), Iwan Wirth(Hauser & Wirth Zurych), Karl Friedrich Flick(kolekcjoner); 









 3. Richard Flood (New Museum dyr., Frieze), x, Anton Kern (Kern Gallery NY); 









4.Richard Prince(Frieze), x, Matthew Higgs(Frieze); 








5. Marian Goodman(galerzystka NY), x, Samuel Keller(Art Basel dyr.); 









6. Ari Wiseman, Ryth i Rebecca Blum, Tadashi Murakami, Tim Blum, 








7. Wolfgang Tillmans i Nicholas Serota(Tate Modern); 








8. Hans Ulrich Obrist(Frieze, Berliner Biennale, Manifesta, Serpentine Gallery), Marc Foxx dealer, Maurizio Cattellan; 










9. RoseLee Goldberg, Thelma Golden, Massimiliano Gioni(Frieze, Berliner Biennale, Manifesta), Tom Eccles; 









10. Michael Ringier(magnat prasowy), instal. Paweł Althamer; 











11. Beatrix Ruf, Richard Philips, Daniel Birnbaum(Venice Biennale, Berliner Biennale, Manifesta); 









 12. Ivon Blazwick(Whitechappel), Yasif Kortun(Frieze); 









13. Glen Goldberg, Beatrix Ruf, David Weiss; 








14. Ute Meta Bauer(m.in. Berliner Biennale 3, x, x; Heidi Zuckerman kurator Aspen Art Museum, x;








15. x, Larry Gagosian;  Neil Blum (Whitney Museum President), x, x ;









16. x, M.Cattellan, Jeremy Deller (Frieze), x; 








17. x, x Beatrix Ruf, Kasper Koenig, x; 









 18. Alison Gingeras, Francois Pinault (kolekcjoner), Piotr Uklański; 













19. Ann Goldstein, x;  John Baldesarri, Saskia Bos, Lawrence Weiner









20. Ali Subotnik(Hammer Museum Berliner Biennale4), x , Daniel Buchholtz diler; 







21. Andrew Renton (Frieze), Carol Green, Max i Muriel Salem, Michael Ovitz (kolekcjoner), Barbara Gladstone;







22. Marc Spiegler (Art Basel dyr.)x, Sophie Rabinowitz, Samuel Keller(Art Basel dyr.),x;








6 wrz 2010

Szkoda Fabia czyli sukces polskich kuratorów

Sukcesem polska prasa okrzyknęła niedawno zakończone nabory na szefów dwóch , największych, polskich, publicznych instytucji sztuki: CSW w Warszawie i CSW w Toruniu. Sukces to jednak szczególny, bo w zawodach tych polscy kuratorzy zaliczyli zaledwie rolę "kandydata na kandydata na wice", zaś docelowo, swoje pomysły za pieniądze polskiego podatnika będą realizować osoby -jak z wdziękiem zauważyła Dorota Jarecka- "niepochodzące z naszego kraju, niemówiące naszym językiem, niewychowane w naszej kulturze". Ale kto by się przejmował takimi szczegółami. Najmniej ci, przegrani, polscy kuratorzy, którzy przegrywając -jako się rzekło- odnieśli sukces. 
Trzeba umieć przegrywać i przekuwać przegrane w sukces. (wzorem PiS-u, które od paru lat bierze równo w dupę, ale za to twierdzi, że wygrywa i chodzi w glorii zwycięzcy). Mechanizm ten potwierdził (choć na odwyrtkę) przypadek Pawła Łubowskiego w Toruniu, który wygrywając konkurs myślał, że wygrał (nawet z rozpędu puścił farbę jako wygrany), a okazało się, że jest kandydatem na kandydata na wice. Jak tylko Polak Łubowski wygrał, kurator z Grazu Adam Budak et consortes jego wygraną zbojkotował. Bojkot natychmiast ustąpił jak Polak ustąpił na rzecz Serbki. Serbka (Dobrila Denegri) będzie robiła więc program i zakupy (pod dyktando swoich stałych współpracowników, przyjaciół Budaka H.U. Obrista i D. Birnbauma), a Łubowski będzie organizował na to kasę.

W warszawskim CSW było prościej: od razu wygrał ten (Fabio Cavalucci), co wygrał ostatecznie. No, ale ten z miejsca miał atuty: nie jest Polakiem, nie mówi po polsku, nie wychowany... etc. Toteż polscy przegrani z miejsca wzięli swoją przegraną za sukces, bo -jak już wspomnieliśmy- przegrać z atutyłowanym przeciwnikiem, to wygrać w cuglach. Gdy się na dodatek okazało, że atutyłowany jest zarazem utytułowany współpracą z bojkoterem z Torunia, Budakiem (przy Manifesta 7 i w Manifesta Foundation), sukces polskich kuratorów, z Budakiem na czele, był pełny. Cavalucci, podobnie jak Łubowski odurzony wygraną, na pytania polskich dziennikarzy czy zna się na prawie regulującym funkcjonowanie takich jak CSW placówek puścił farbę, że nie musi się znać więc zatrudni prawników. Dedukuję, że skoro nie mówi po polsku zatrudni tłumaczy, nie pochodząc z Polski, zatrudni przewodników, a lekcje wychowania w polskiej kulturze nadrobi u źródła czyli udzieli mu ich sam Bogdan -nomen omen Zdrojewski. Już udzielił, panowie długo rozmawiali w kuluarach przy Krakowskim Przedmieściu. Zdaje się, że zapomnieli porozmawiać o finansach, których polski podatnik będzie musiał dosupłać na dodatkowe zatrudnienia, skoro w Zamku i bez dodatkowych zatrudnień kasy nie ma za wiele na program.

Ja w braku kasy na program nie widzę żadnego problemu. Nigdzie nie jest powiedziane, że kasa w instytucjach dotowanych ma "iść" na program. Od zawsze idzie głównie na zatrudnienie i pochodne, na "niezbędne" remonty zabytkowych siedzib i wyposażanie ich w nowoczesny sprzęt. Czasem, przed końcem roku budżetowego, najwyżej dokupi się jaką cembrowinę od Mirosława Bałki za 80 tys (+ koszty inflacji) lub inną jaką, dyskotekową kulę w szkiełkach i się będzie mienić ...sztuką.
Zresztą Cavalucci, wyglądający na przytomnego gościa, ma i programowe atuty w ręku. Wystarczy, że zatrudni na Zamku swoją protegowaną z Civic Gallery of Contemporary Art of Trento niejaką Katarzynę Kozyrę. Widzę to tak: Kozyra odśpiewa mu przed Zamkiem jedną ze swoich arii, od czego wyzdychają wszystkie kawki i gołębie naokoło. Zmniejszone pogłowie ptactwa walnie (znowu nomen omen) przyczyni się do zmniejszenia ilości guana na okołozamkowych trotuarach a Cavalucci wydatnie zaoszczędzi środki budżetowe na zatrudnieniu zbędnych dozorców. Możliwości jest zresztą bez liku. Jak się Cavalucciemu nie sprawdzą artyści, pozostają mu jeszcze w dyspozycji wygrani polscy kuratorzy. Np. Milada Ślizińska. Podpowiadam, że dysponując twarzową, skórzaną pilotką, śmiało może być zatrudniona na Zamku jako wice,  po czym wypuszczona w leasing na plan dowolnego filmu Mela Brooksa. Po jakimś czasie, zgrana, jak zwykle dotychczas,  może wrócić na kolejne wybory zamkowego dyrektora. Nie ma co się przejmować, będzie dobrze. Polscy kuratorzy, jak polskie społeczeństwo, SĄ SKAZANI NA SUKCES.

                                                                  poniżej: Martin Melichercik 2008, emalia na blasze